- Hmmm... myślę, że nie zjesz Edwarda. Jesteś za miękka. Nie znasz się na
życiu. Jesteś nawet tak zszokowana, że nie potrafisz odpowiedzieć na
trzy proste i mądre pytania. Jesteś wilkiem którego życie nie nauczyło
sztuki przetrwania - powiedziałam prosto z mostu.
Wilczyca widocznie była zbyt zraniona moimi słowami by, kontynuować
naszą kłótnię. Prychnęła i zaczęła truchtać wraz ze swoim rumakiem.
Gdy odeszła na wystarczającą odległość szepnęłam do Luciusa.
- Jak myślisz, należy do watahy? - wymamrotałam najciszej jak potrafiłam.
Odpowiedziała mi cisza.
- Dobra, leć do niej i zacznij ją wkurzać. W ten sposób przyniesie do mnie skargę i... leć już - wydałam polecenie.
Nie mineęło 5 minut, gdy przede mną stała.
- Pozwól mi, że ja zacznę - spokojnie rozpoczeęłam rozmowę.
- Ok - rzekła.
- Otóż to, pragnę wiedzieć czy należysz do watahy - powiedziałam wpatrzona w Slicka.
- Owszem należę - wypowiedziała te słowa z nutą niepokoju.
- Czy trwa rekrutacja? - zaczęłam napełniać się nadzieją.
- Owszem trwa - widać było gołym okiem że, nie chce abym dołączyła do watahy.
- Zaprowadź mnie do Alfy - te słowa wymusił na mnie Lucius.
- Dobra... zgoda? Nie kłócimy się więcej, ok? - spytała.
- Zgoda.
niedziela, 30 marca 2014
od Keiry - cd. Aceiro; do Aceiro
Jakże dziwnym uczuciem jest miłość...
Nieodwzajemniona potrafi rozedrzeć serce i krwawiące wystawiać na coraz to boleśniejsze rany. Ale kiedy naszemu uczuciu ktoś jest chętny, a jest to ten ktoś pożądany wtedy w duszy nieszczęśliwca nastaje wesele, a stare rany jak pod dotykiem czarodziejskiej różdżki - zabliźniają się.
Napisał ktoś kiedyś:
Pogorzelisko - moje serce.
Rozszalały ogień - moja dusza.
Jęki umęczonych - moja mowa.
"Kocham cię, najmilszy" - ostatnie słowa*
Osoba nieszczęśliwie zakochana wie co to cierpienie, tym bardziej jeśli nie jest ona zwykle zadurzona, a na wieki wieków miłująca niewłaściwego. Ból odczuwa na każdym kroku, tęsknota rozrywa jej serce, a przy duszy - pustka i osamotnienie. Tak wygląda życie nieszczęśnika.
Niczym delikatny pąk magnolii, miękki i otulony płaszczykiem aksamitnej skórki maluje się życie dwojga zakochanych. Szczęśliwe, a choć nie zawsze beztroskie, okazuje się cudownym, nawet jeśli ubogie.
Takie właśnie życie zaczynało być moje.
Na początku osamotniona, teraz znalazłam swoją drugą połówkę, tak do mnie pasującą. Dwie błądzące po świecie istoty natknęły się na siebie, jedna uratowała drugą, druga pokochała pierwszą, a pierwsza drugą... i miłość okazała się balsamem na obie dusze.
***
Aceiro był dla mnie wszystkim. Już kolejnego dnia okazało się, że bez niego niechybnie bym zginęła. A było to tak...
Wybraliśmy się na nocne polowanie, mknąc jak dwie białe strzały przez otchłań mroku. W ciszy rozlegały się co jakiś czas nasze śmiechy, płosząc zwierzynę i budząc ptactwo. W końcu zatrzymaliśmy się na klifie położonym wysoko nad morzem. Obróciłam się z uśmiechem ku Aceiro i objąłem go wtulając się w miękką, aksamitną sierść ukochanego.
- To ma być polowanie? - szepnęłam rozbawiona. Wilk uśmiechnął się tylko tajemniczo i przekręcił głowę.
- Umiesz pływać? - spytał. Zamrugałam, nieco zdziwiona jego nietypowym pytaniem.
- Oczywiście - odparłam. - Przecież to mój żywioł.
Aceiro chwilę się namyślał, po czym z figlarnym uśmiechem pocałował mnie.
- Zamknij oczy - szepnął. Byłam nieco zaskoczona tym dziwacznym żądaniem, ale posłusznie przymknęłam powieki.
- Trzymaj mnie mocno - rzekł basior i chwycił mnie mocno za łapę.
- Aceiro? - spytałam. Wilk nie odpowiedział nic tylko mocniej mnie złapał.
- Gotowa? - mruknął.
- Ale... co? - wymamrotałam. Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, bo nagle Aceiro skoczył ciągnąc mnie za sobą w dal. Nagle ziemia uciekła mi spod stóp i zaczęliśmy spadać.
- Coś ty zrobił? - wrzasnęłam. - Zabijesz mnie!
Wilk roześmiał się tylko.
- Nie panikuj, nic ci się nie stanie - zapewnił mnie. Chciałam powiedzieć, że oczywiście, że coś mi się stanie i że nie zamierzam nie panikować, ale wtem poczułam przenikający kości chłód i wpadłam w spienione fale morza. Chwilę walczyłam z wirem wodnym, po czym wynurzyłam się na powierzchnię. Przemoczona, zła i z groźnie lśniącymi oczyma odszukałam wzrokiem Aceiro, który pływał niedaleko mnie.
- Zamorduję cię! - syknęłam rozwścieczona mierząc ukochanego zabójczym spojrzeniem. - Jestem cała mokra przez ciebie!
- Przecież jesteś wilkiem wody - parsknął basior wijąc się ze śmiechu.
- Jasne - mruknęłam podpływając do niego. - Wykręcaj się tym.
- Nie złorzecz, Keira - szepnął Aceiro całując mnie czule. - Nie zrobił bym czegoś, nie namyśliwszy się wcześniej czy ci to nie zaszkodzi.
- Niech ci będzie - złagodniałam. - Ale po co mnie tu zaciągnąłeś w środku nocy?
- Na polowanie - odparł. - Takie na którym jeszcze nigdy nie byłaś - wilczur chwycił mnie za łapę i wciągnął pod wodę.
- Chodź - szepnął.
I popłynęliśmy w mroczną otchłań niezmierzonych wód, otwierającą się pod nami.
Aceiro? ;3
*Wiersz napisany przez autorkę opowiadania.
Nieodwzajemniona potrafi rozedrzeć serce i krwawiące wystawiać na coraz to boleśniejsze rany. Ale kiedy naszemu uczuciu ktoś jest chętny, a jest to ten ktoś pożądany wtedy w duszy nieszczęśliwca nastaje wesele, a stare rany jak pod dotykiem czarodziejskiej różdżki - zabliźniają się.
Napisał ktoś kiedyś:
Pogorzelisko - moje serce.
Rozszalały ogień - moja dusza.
Jęki umęczonych - moja mowa.
"Kocham cię, najmilszy" - ostatnie słowa*
Osoba nieszczęśliwie zakochana wie co to cierpienie, tym bardziej jeśli nie jest ona zwykle zadurzona, a na wieki wieków miłująca niewłaściwego. Ból odczuwa na każdym kroku, tęsknota rozrywa jej serce, a przy duszy - pustka i osamotnienie. Tak wygląda życie nieszczęśnika.
Niczym delikatny pąk magnolii, miękki i otulony płaszczykiem aksamitnej skórki maluje się życie dwojga zakochanych. Szczęśliwe, a choć nie zawsze beztroskie, okazuje się cudownym, nawet jeśli ubogie.
Takie właśnie życie zaczynało być moje.
Na początku osamotniona, teraz znalazłam swoją drugą połówkę, tak do mnie pasującą. Dwie błądzące po świecie istoty natknęły się na siebie, jedna uratowała drugą, druga pokochała pierwszą, a pierwsza drugą... i miłość okazała się balsamem na obie dusze.
***
Aceiro był dla mnie wszystkim. Już kolejnego dnia okazało się, że bez niego niechybnie bym zginęła. A było to tak...
Wybraliśmy się na nocne polowanie, mknąc jak dwie białe strzały przez otchłań mroku. W ciszy rozlegały się co jakiś czas nasze śmiechy, płosząc zwierzynę i budząc ptactwo. W końcu zatrzymaliśmy się na klifie położonym wysoko nad morzem. Obróciłam się z uśmiechem ku Aceiro i objąłem go wtulając się w miękką, aksamitną sierść ukochanego.
- To ma być polowanie? - szepnęłam rozbawiona. Wilk uśmiechnął się tylko tajemniczo i przekręcił głowę.
- Umiesz pływać? - spytał. Zamrugałam, nieco zdziwiona jego nietypowym pytaniem.
- Oczywiście - odparłam. - Przecież to mój żywioł.
Aceiro chwilę się namyślał, po czym z figlarnym uśmiechem pocałował mnie.
- Zamknij oczy - szepnął. Byłam nieco zaskoczona tym dziwacznym żądaniem, ale posłusznie przymknęłam powieki.
- Trzymaj mnie mocno - rzekł basior i chwycił mnie mocno za łapę.
- Aceiro? - spytałam. Wilk nie odpowiedział nic tylko mocniej mnie złapał.
- Gotowa? - mruknął.
- Ale... co? - wymamrotałam. Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, bo nagle Aceiro skoczył ciągnąc mnie za sobą w dal. Nagle ziemia uciekła mi spod stóp i zaczęliśmy spadać.
- Coś ty zrobił? - wrzasnęłam. - Zabijesz mnie!
Wilk roześmiał się tylko.
- Nie panikuj, nic ci się nie stanie - zapewnił mnie. Chciałam powiedzieć, że oczywiście, że coś mi się stanie i że nie zamierzam nie panikować, ale wtem poczułam przenikający kości chłód i wpadłam w spienione fale morza. Chwilę walczyłam z wirem wodnym, po czym wynurzyłam się na powierzchnię. Przemoczona, zła i z groźnie lśniącymi oczyma odszukałam wzrokiem Aceiro, który pływał niedaleko mnie.
- Zamorduję cię! - syknęłam rozwścieczona mierząc ukochanego zabójczym spojrzeniem. - Jestem cała mokra przez ciebie!
- Przecież jesteś wilkiem wody - parsknął basior wijąc się ze śmiechu.
- Jasne - mruknęłam podpływając do niego. - Wykręcaj się tym.
- Nie złorzecz, Keira - szepnął Aceiro całując mnie czule. - Nie zrobił bym czegoś, nie namyśliwszy się wcześniej czy ci to nie zaszkodzi.
- Niech ci będzie - złagodniałam. - Ale po co mnie tu zaciągnąłeś w środku nocy?
- Na polowanie - odparł. - Takie na którym jeszcze nigdy nie byłaś - wilczur chwycił mnie za łapę i wciągnął pod wodę.
- Chodź - szepnął.
I popłynęliśmy w mroczną otchłań niezmierzonych wód, otwierającą się pod nami.
Aceiro? ;3
*Wiersz napisany przez autorkę opowiadania.
od Hestii - cd. Eishry; do Eishry
-Wcale nie muszę ci nic mówić, a jak tak się wszystkiego boisz to czemu jeszcze nie uciekłaś?! - prychnęłam z wyższością.
Wadera spiorunowała mnie wzrokiem - wciąż gotowa do ataku z tyłu.
- Co tak się gapisz? - spytałam prowokacyjnie.
-Wygląda na to że jest tu tylko ta głupia, nierozgarnięta wilczyca - powiedziała ignorując mnie.
Westchnęłam - Chodź, Shanti, nic tu po nas - powiedziałam
Dopiero wtedy zauważyłam, że Shanti wcale nie zwraca na mnie uwagi, była zapatrzona w tego dziwnego nietoperza który przeleciał nad jej grzbietem i usiadł na trawie na przeciwko niej.
- Chodź, Shanti! - powtórzyłam głośniej.
Tym razem klacz przyszła do mnie z ociąganiem.
- Masz szczęście, że nie przeznaczyłam tej twojej Shanti na kolację - Powiedziała z nutą kpiny w głosie.
- Ale ten twój nietoperek też nie jest zbytnio ostrożny, moja klacz mogłaby go zgnieść jednym kopytkiem. Zupełnie przez przypadek - dodałam zgryźliwie
- Jest nietoperz i nie ma nietoperka - zaczęłam się z nią droczyć. - Dobra idę, bo ja również jestem głodna, chyba, że wolisz, żebym zjadła pierwszą w mym życiu potrawę z nietoperza?
~~Eishra?~~
Wadera spiorunowała mnie wzrokiem - wciąż gotowa do ataku z tyłu.
- Co tak się gapisz? - spytałam prowokacyjnie.
-Wygląda na to że jest tu tylko ta głupia, nierozgarnięta wilczyca - powiedziała ignorując mnie.
Westchnęłam - Chodź, Shanti, nic tu po nas - powiedziałam
Dopiero wtedy zauważyłam, że Shanti wcale nie zwraca na mnie uwagi, była zapatrzona w tego dziwnego nietoperza który przeleciał nad jej grzbietem i usiadł na trawie na przeciwko niej.
- Chodź, Shanti! - powtórzyłam głośniej.
Tym razem klacz przyszła do mnie z ociąganiem.
- Masz szczęście, że nie przeznaczyłam tej twojej Shanti na kolację - Powiedziała z nutą kpiny w głosie.
- Ale ten twój nietoperek też nie jest zbytnio ostrożny, moja klacz mogłaby go zgnieść jednym kopytkiem. Zupełnie przez przypadek - dodałam zgryźliwie
- Jest nietoperz i nie ma nietoperka - zaczęłam się z nią droczyć. - Dobra idę, bo ja również jestem głodna, chyba, że wolisz, żebym zjadła pierwszą w mym życiu potrawę z nietoperza?
~~Eishra?~~
od Aceiro - cd. Racana; do Racana
- Tak, wiem. Jedną z ich pomyłek było przyjęcie takiego jednego basiora do watahy... - zaśmiałem się.
- O kim mowa?! - wysyczał przyjaźnie Racan. - Hmm... No, taki jeden. Mag. Może i silny, ale inteligentny to on nie jest. - A przystojny? - zapytała figlarnie Asoka. - Przystojny? - spytałem z przekąsem. - Nie. Nie jest przystojny. Blizna i ten jego tępy wzrok... Nie, nie jest przystojny... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. - Już nawet wiem o kim mowa... - parsknął Racan. - Wiesz? - zakpiłem z uśmiechem. - To świetnie! - Moim zdaniem to najcudowniejszy basior pod słońcem - Asoka uśmiechnęła się do Racana. - Tak? To coś go to słońce przypaliło! - nie dawałem za wygraną. - Ja ci dam!! - warknął Racan. Basior skoczył na mnie i zaczęliśmy się przepychać. Oczywiście było to niegroźne, raczej udawane. - Przestańcie! - krzyknęła Asoka. - Spokój! No, już! Zaśmiałem się tylko i ubawiony spojrzałem na basiora, który był cały czerwony. Racan? :3 |
|
sobota, 29 marca 2014
od Eishry - do Hestii
Jak co wieczór rozgrywałam rundkę w chowanego z Luciusem. Dla mnie jest to tylko zabawa, ale on bierze to na poważnie.
- Halo, gdzie jesteś! - Zawołałam.
Cisza.
- Lucius, Lolek, muszę iść na polowanie, nie mam teraz czasu, bo zaraz cię zjem na kolację! - krzyknęłam z nadzieją na odpowiedź.
Uśmiechnęłam się. Odkąd znalazłam Luciusa i zgubiłam się w lesie moje życie całkowicie się zmieniło.
- No to idę sama, ty zostań tu gdzie jesteś - powiedziałam.
W tej chwili przed moimi oczyma pojawił się mój przyjaciel.
- Ruszamy czy idziemy na łatwiznę i zjem ciebie? - zaśmiałam się.
Edward dał mi wyraźny znak, że woli się trochę pomęczyć i polatać ze mną. Usiadł na moim grzbiecie, a ja wsłuchałam się we wszystkie dźwięki które mnie otaczały. Usłyszałam stukot kopyt. Po chwili stała koło mnie młoda klacz. Zaśmiałam się w duchu. Który koń podchodzi do wilka? Ba, magicznego wilka. Mogłam po prostu przegryźć jej krtań i po jej nędznym życiu. Ale tego nie zrobiłam. Bo to był koń. Po prostu to był koń. Nie kochałam koni. Ale mój brat Sheo, tak. Kochał je. Zamyśliłam się. Ciekawe co się stało z nim. Szkolił się na maga w mojej byłej watasze. Może przeżył? Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos złamanego liścia. Odruchowo powiedziałam: co tu robisz?
Wilczyca zaczęła się jąkać i zapytała co to za miejsce.
- Najpierw powiedz mi kim jesteś, czy jesteś z kimś innym i czy należysz do watahy - rzekłam gotowa do ataku z tyłu.
~~Hestia ?~~
- Halo, gdzie jesteś! - Zawołałam.
Cisza.
- Lucius, Lolek, muszę iść na polowanie, nie mam teraz czasu, bo zaraz cię zjem na kolację! - krzyknęłam z nadzieją na odpowiedź.
Uśmiechnęłam się. Odkąd znalazłam Luciusa i zgubiłam się w lesie moje życie całkowicie się zmieniło.
- No to idę sama, ty zostań tu gdzie jesteś - powiedziałam.
W tej chwili przed moimi oczyma pojawił się mój przyjaciel.
- Ruszamy czy idziemy na łatwiznę i zjem ciebie? - zaśmiałam się.
Edward dał mi wyraźny znak, że woli się trochę pomęczyć i polatać ze mną. Usiadł na moim grzbiecie, a ja wsłuchałam się we wszystkie dźwięki które mnie otaczały. Usłyszałam stukot kopyt. Po chwili stała koło mnie młoda klacz. Zaśmiałam się w duchu. Który koń podchodzi do wilka? Ba, magicznego wilka. Mogłam po prostu przegryźć jej krtań i po jej nędznym życiu. Ale tego nie zrobiłam. Bo to był koń. Po prostu to był koń. Nie kochałam koni. Ale mój brat Sheo, tak. Kochał je. Zamyśliłam się. Ciekawe co się stało z nim. Szkolił się na maga w mojej byłej watasze. Może przeżył? Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos złamanego liścia. Odruchowo powiedziałam: co tu robisz?
Wilczyca zaczęła się jąkać i zapytała co to za miejsce.
- Najpierw powiedz mi kim jesteś, czy jesteś z kimś innym i czy należysz do watahy - rzekłam gotowa do ataku z tyłu.
~~Hestia ?~~
piątek, 28 marca 2014
od Tranquilo - cd. Ayline; do Ayline
Zapatrzyłem się w dal, nie wiedząc co powinienem powiedzieć. Po chwili wstałem i rzuciłem waderze niepewne spojrzenie.
- Tak - szepnąłem patrząc jej w oczy. - Chcę. Ale to duże ryzyko. Powrót ze świata umarłych jest czasochłonny i wymaga wiele energii, której już nie posiadam - spojrzałem na migotliwy cień swojego ciała. - Musiałabyś mi pomóc, a to oznacza wiele poświęceń. Możliwe, że nadwyrężenie twojej mocy. Jesteś pewna, że tego chcesz?
Ayline przewróciła oczami.
- Kontynuuj - mruknęła.
- Stracę pamięć - wytykałem jej argumenty. - Nie będę pamiętać kim jestem i kim byłem. Nie będę pamiętać ciebie. Ani watahy, ani... niczego. Będę inny. Zmieni się mój wygląd, osobowość, charakter. Jakaś moja część pozostanie w zaświatach, więc wilki będę mnie omijać. Będę pachnieć śmiercią. Odmieniec. Taki, którego wszyscy będą się bali... Czy tego chcesz, Ayline? - spytałem gorzko. - Chcesz, żebym stał się kimś TAKIM?
Wadera spojrzała w ziemię, po czym skinęła głową.
- Owszem, Tranquilo - powiedziała trochę chłodno. - Chcę tego, jeśli oznaczać to będzie, że wrócisz. Poza tym - zawahała się - będę miała przynajmniej z kogo się pośmiać.
- Bardzo zabawne - przewróciłem oczami, po czym uśmiechnąłem się do wadery. Ona odwzajemniła uśmiech i niespodziewanie dotychczas napięty nastrój rozładował się.
- No więc, umarlaku? - spytała Ayline. - Jak zamierzasz do nas wrócić?
<Ayline?>
- Tak - szepnąłem patrząc jej w oczy. - Chcę. Ale to duże ryzyko. Powrót ze świata umarłych jest czasochłonny i wymaga wiele energii, której już nie posiadam - spojrzałem na migotliwy cień swojego ciała. - Musiałabyś mi pomóc, a to oznacza wiele poświęceń. Możliwe, że nadwyrężenie twojej mocy. Jesteś pewna, że tego chcesz?
Ayline przewróciła oczami.
- Kontynuuj - mruknęła.
- Stracę pamięć - wytykałem jej argumenty. - Nie będę pamiętać kim jestem i kim byłem. Nie będę pamiętać ciebie. Ani watahy, ani... niczego. Będę inny. Zmieni się mój wygląd, osobowość, charakter. Jakaś moja część pozostanie w zaświatach, więc wilki będę mnie omijać. Będę pachnieć śmiercią. Odmieniec. Taki, którego wszyscy będą się bali... Czy tego chcesz, Ayline? - spytałem gorzko. - Chcesz, żebym stał się kimś TAKIM?
Wadera spojrzała w ziemię, po czym skinęła głową.
- Owszem, Tranquilo - powiedziała trochę chłodno. - Chcę tego, jeśli oznaczać to będzie, że wrócisz. Poza tym - zawahała się - będę miała przynajmniej z kogo się pośmiać.
- Bardzo zabawne - przewróciłem oczami, po czym uśmiechnąłem się do wadery. Ona odwzajemniła uśmiech i niespodziewanie dotychczas napięty nastrój rozładował się.
- No więc, umarlaku? - spytała Ayline. - Jak zamierzasz do nas wrócić?
<Ayline?>
niedziela, 23 marca 2014
od Racana - cd. Aceiro; do Aceiro
Próbowałem utrzymać miażdżące spojrzenie, skierowane na Aceiro, ale nie udało mi się.
Asoka podeszła do mnie.
- Znalazłeś sobie przyjaciela - szepnęła. - Pilnuj go. Nie pozwól, abyś go stracił.
Skierowałem spojrzenie na ukochaną, która uśmiechnęła się figlarnie.
- To jak? - spytała.
Wtuliła się w moje futro, a ja objąłem ją.
- Czy jest jakiś powód twojej wizyty? - zapytałem w końcu.
- Oprócz odwiedzenia cię?
- No... - odparłem, zaczerwieniony.
- Narada wojenna - mruknęła Asoka, skonsternowana. - Wojna, bla, bla, bla. Potrzebne smoki, bla, bla. Wojownicy muszą się zjednoczyć, bla, bla, bla. Potrzebni nam magowie, bla, bla. I oczywiście ich przywódca - wyszczerzyła zęby.
- Czyli... - wymamrotałem.
- Ty - dokończył Aceiro. - Magowie... Tak, to trzon bitwy. Zabijają, nie narażając życia. Ich przywódca jest zazwyczaj najsilniejszy, najinteligentniejszy...
- Mówisz: "zazwyczaj" ? - spytałem niewinnie.
Aceiro wyszczerzył się.
- No... Są wyjątki.
- Ty zdrajco! - krzyknąłem do basiora z uśmiechem.
- Chłopcy - uciszyła nas Asoka. - Alfy mówiły też o polowaniach. Będą potrzebni myśliwi...czyli ich przywódca też.
Aceiro się rozpromienił.
- Serio?
- No - potaknęła Asoka, po czym dodała z figlarnym uśmiechem: - Nawet ci najgorzej sobie radzący.
Aceiro przyjął to na klatę.
- Nie przechwalam się, że jestem najlepszym myśliwym, ale chyba nie bez powodu mnie wybrali, co?
- Oczywiście, Panie Przywódco Polowań-Na-Łeb-Na-Szyję - mruknąłem niechętnie. - Choć nawet Alfy mogą się pomylić.
Aceiro???
- Znalazłeś sobie przyjaciela - szepnęła. - Pilnuj go. Nie pozwól, abyś go stracił.
Skierowałem spojrzenie na ukochaną, która uśmiechnęła się figlarnie.
- To jak? - spytała.
Wtuliła się w moje futro, a ja objąłem ją.
- Czy jest jakiś powód twojej wizyty? - zapytałem w końcu.
- Oprócz odwiedzenia cię?
- No... - odparłem, zaczerwieniony.
- Narada wojenna - mruknęła Asoka, skonsternowana. - Wojna, bla, bla, bla. Potrzebne smoki, bla, bla. Wojownicy muszą się zjednoczyć, bla, bla, bla. Potrzebni nam magowie, bla, bla. I oczywiście ich przywódca - wyszczerzyła zęby.
- Czyli... - wymamrotałem.
- Ty - dokończył Aceiro. - Magowie... Tak, to trzon bitwy. Zabijają, nie narażając życia. Ich przywódca jest zazwyczaj najsilniejszy, najinteligentniejszy...
- Mówisz: "zazwyczaj" ? - spytałem niewinnie.
Aceiro wyszczerzył się.
- No... Są wyjątki.
- Ty zdrajco! - krzyknąłem do basiora z uśmiechem.
- Chłopcy - uciszyła nas Asoka. - Alfy mówiły też o polowaniach. Będą potrzebni myśliwi...czyli ich przywódca też.
Aceiro się rozpromienił.
- Serio?
- No - potaknęła Asoka, po czym dodała z figlarnym uśmiechem: - Nawet ci najgorzej sobie radzący.
Aceiro przyjął to na klatę.
- Nie przechwalam się, że jestem najlepszym myśliwym, ale chyba nie bez powodu mnie wybrali, co?
- Oczywiście, Panie Przywódco Polowań-Na-Łeb-Na-Szyję - mruknąłem niechętnie. - Choć nawet Alfy mogą się pomylić.
Aceiro???
Subskrybuj:
Posty (Atom)