sobota, 9 listopada 2013

od Hazel; Przybycie do watahy

Dzisiaj miałam najlepszy dzień w życiu - znalazłam dom. Gdy szłam przez las w poszukiwaniu jedzenia spotkałam nagle wilka.
Obydwie się przestraszyłyśmy a ja krzyknęłam:
- Aaaa!!!
- Kim jesteś? - zapytała nieznajoma wilczyca.
- Ja? Ja jestem Hazel, a ty ? - odpowiedziałam.
- Ja jestem Sonia z Watahy Zaklętego Źródła.
- Jakiej watahy?
- Zaklętego Źródła. Chcesz iść tam ze mną ?
- Tak! A daleko to jest?
- Nie, jest za tamtą jaskinią. Gdybyś poszła tam sama, nie wiem co by się stało.
- A co mogłoby się stać?
- Wilki mogłyby cię uznać za intruza i zabić.
- Och! Dobrze, że cię spotkałam.
Całą drogę szłyśmy w milczeniu. Za tą jaskinią, o której mówiła zobaczyłam inny świat - pełen wilków.
- To jesteśmy.
- Naprawdę tu ładnie.
- Wiem.
- Soniu, a kogo tu przyprowadziłaś? - zapytał jakiś wilk za nami.
- Witaj Carmen. Znalazłam ją, gdy byłam na spacerze w lesie. Ma na imię Hazel.
- Prosiłam cię, żebyś nie chodziła do lasu.
- Wiem, ale usłyszałam tam odgłosy wilka.
- Dobra, teraz nie stresujmy nowej. Nakarm ją i daj coś do picia.
- Dobrze - odparła do przywódczyni i odwróciła się do mnie. - Chodź, na co masz ochotę?
- Na cokolwiek.
I poszłam zjeść.

od Destiny - cd. Merwana; do Merwana

- OK - zaśmiałam się i zaczęłam jeść dzika. Szybko jednak przestałam, bo nie byłam przyzwyczajona do jedzenia o tej porze z tego powodu, że kiedy już się rano wybiegałam przez kolejną godzinie ganiałam za zdobyczą... Ach ten mój talent łowiecki! 
- Co robimy? - spytałam uważnie patrząc na Merwana.
- A co byś chciała? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Hmm... - zamyśliłam się. - Chciałabym...
- No? - popatrzył na mnie i uśmiechnął się zachęcająco.
Zastanawiałam się co na to powie ale w końcu wybąkałam:
- Chciałabym odkryć jakieś nowe miejsce.
( Merwan ? )

od Ezukae - cd. Incantaso; do Incantaso

Szedłem przez las tropem Shidy. Moje myśli jak rzadko były całkiem zmącone. Czemu jest samotna? Czemu nie zostaje z watahą, lata po górach?.. Nagle moją uwagę przykuł hałas, z doświadczenia wiedziałem, że walki, ale był bardzo odległy. Postanowiłem zmienić kierunek i ruszyłem dźwiękom bijatyki.
Gdy dotarłem na miejsce było już po wszystkim. Na śodku leżał mroczny basior, fakt przyznam,że ogromny. Dalej leżała wadera, ohhhh.. Jej strzaskane skrzydło... Zbliżyłem się do niej.
- Kim jesteś? - szepnęła.
Przekręciłem głowę, aby lepiej obejrzeć skrzydło.
- Ezukae - odparłem. - A ty?
- Jesteś z Watahy Zaklętego Źródła, czy tak? - otworzyła wycieńczone oczy.
Przytaknąłem.
- Jestem Incasto, samica Beta w twojej watasze. Jeśli Ci to nie sprawi problemu... mógłbyś mi pomóc? - popatrzyła na mnie pełna nadziei. I jak ja mam jej pomóc? Rozdarłem koszulę i zawinąłem jej skrzydło. Strasznie krwawiło. Hmm... Ściemniało się. Postanowiłem "wyczarować" domek na drzewie.Tak więc uśpiłem zmęczoną waderę i zacząłem czarować. Najpierw skupiłem się na podłodze. Złączyłem trzy gałęzie. Gdy wyścieliłem gałęziami dokładnie ubiłem.... no i można stwierdzić,że mam miejsce jako takie do wypoczynku
.

piątek, 8 listopada 2013

od Incantaso - do Ezukae

W lekko arktycznym, smakującym mrozem powietrzu wyczuwalne było już subtelne, acz nad wyraz wyraźne tchnienie zimy. Słońce iskrząc się szkarłatem powoli wznosiło się ponad zamgloną linię widnokręgu znacząc swój szlak jaskrawą smugą czerwieni. Spieszące się na północ żurawie głośnym klangorem żegnały ostatnie wspomnienia jesieni i kojąc ból serca swym płaczliwym zawodzeniem wzlatywały w górę by ostatni raz spojrzeć na ojczyste łęgi. Potem, pełne wzruszenia i głębokiego smutku zwracały swe głowy w kierunku południa i odrętwiałe kierowały się ku miejscu, gdzie spokojnie będą mogły przeczekać czekającą nas zimę. 
Drzewa, ogołocone wiatrem opłakiwały swą nagość jednostajnym szumem zziębniętych gałęzi. Opadłe liście zaś szemrały cicho śpiewając swą własną pieśń, nucąc o powrotach, opłakując pożegnania, ciesząc się w powitań.
Gdzieś w oddali niesie się melodyjne dzwonienie gili. Stada dzwońców i czyży raz po raz przecinają niebo, a na drzewach okalających śródleśną polanę pogwizdują jemiołuszki. Moje łapy bezszelestnie muskają zmartwiałą ściółkę, a ja - pełna wewnętrznego spokoju - pędzę w stronę Moczar, tak przeze mnie uwielbianych. To właśnie tu po raz pierwszy zawiązałam bliższe przyjaźnie między wilkami z watahy, tu zmagałam się z własnym cierpieniem, tu walczyłam, odkrywałam samą siebie.
Kiedy stałam się matką musiałam zaprzestać wycieczek nad Epsilon, Rzekę Snów, która przecinała Torfowiska i nęciła swym urokiem naiwne wilki. Wystarczyłoby choćby musnąć jej taflę, zbliżyć się doń za bardzo, a już ogarniało przemożne pragnienie ułożenie się u jej odnóg i odpoczęcia chwilę wśród kojących fal.
Nieliczne wilki, osobniki nieznające tutejszych opowieści dawały się porwać urokowi Epsilonu.
Złudny strumień ukołysawszy je wpierw do snu wychodził ze swych brzegów, wciągał do mrocznych trzewi, skąd nieprzytomne wilki, nigdy nie miały powrócić do życia.

Zatopiona we wspomnieniach nie zauważyłam, że jestem obserwowana. Uświadomiłam sobie to dopiero, gdy wyłapałam mentalnie duszę basiora. Basiora, który znajdował się tuż za mną. 
Nie zdążyłam nawet odwrócić oczu, kiedy potencjalny wróg zwalił mnie z nóg jednym szybkim uderzeniem barku. Upadłam ciężko na ziemię rozdzierając sobie jednocześnie prawe skrzydło. Nim się obejrzałam, a już moja sierść zabarwiła się na czerwono od wypływającej gęsto posoki, a przed oczami zatańczyły mroczki. Warcząc wściekle skoczyłam na równe nogi i z agresją rzuciłam się na przeciwnika. Choć był ode mnie dużo większy, co więcej masywniejszy, byłam pewna, że w walce posługuje się jedynie siłą. Instynktownie złożyłam zranione skrzydło, chcąc chronić je przed ewentualnymi skaleczeniami. Zdałam się na zmysły i wykorzystując pobliski kamień jako punkt wybicia poszybowałam w górę. Nim basior przejrzał moje zamiary już znajdowałam się za nim i wgryzłam się w kark, po czym odskoczyłam od nieprzyjaciela. Powtarzałam swój fortel jeszcze kilka razy, na początku napadając wilka z najmniej spodziewanego miejsca, zadając jak najdotkliwszą ranę i błyskawicznie odskakując, tak by samej nie zostać zranioną. Już po chwili Mroczny leżał zbroczony krwią o moich stóp, wijąc się w konwulsjach. Zadowolona uśmiechnęłam się pod nosem i ostrożnie rozprostowałam skrzydło. 
Jednak widok jaki zostałam był porażający.
Skrzydło okazało się być całe zakrwawione i poprzecinane mnóstwem pomniejszych skaleczeń. Nie to jednak było najgorsze. Najgorsza była głęboka rana przecinająca niemalże na wylot skórę. Czując, że tracę siły skuliłam się na ziemi i okryłam okaleczonym skrzydłem. Łza bólu potoczyła się po moim pysku, byłam bowiem niezwykle przywiązana do tych "dodatkowych członków", a zważywszy na stan prawego skrzydła, ilość powyrywanych piór... wątpiłam bym miała je zatrzymać.
Rozpacz chwyciła mnie za gardło, raz za razem przeklinałam się za swą lekkomyślność, za brak ostrożności...

Kiedy już straciłam nadzieję i przymknęłam powieki, by odetchnąć pełnią spokoju wyczułam mentalnie czyjąś obecność. Nie otwierając oczu skoncentrowałam się na osobie, która się do mnie zbliżała. "Czyżby to był... człowiek?" - pomyślałam niedowierzająco. - "Ależ nie! Przecież to jest wilk!" - stwierdziłam badając ostrożnie aurę basiora, który do mnie podchodził. "I to najwyraźniej z naszej watahy!" - nadzieja we mnie odżyła, gdy tylko wyczułam przebłyskujące wśród myśli nieznajomego nazwy. Uniosłam ciężko głowę i odemknęłam powieki. Tajemniczy wilczur stał tuż koło mnie i pełen obaw na mnie spoglądał. Nie, on spoglądał na moje skrzydło.
- Kim jesteś? - szepnęłam, z wycieńczenia nie mogąc podnieść głosu.
Wilk tylko przekręcił głowę.
- Ezukae - odparł. - A ty?
- Jesteś z Watahy Zaklętego Źródła, czy tak? - zadałam kolejne pytanie.
Ezukae przytaknął.
- Jestem Incantaso, samica Beta w twojej watasze. Jeśli Ci to nie sprawi problemu... mógłbyś mi pomóc? - wzrokiem pełnym nadziei zlustrowałam basiora.

<Ezukae? Wiem, taka beznadzieja, odpowiesz?>


 

czwartek, 7 listopada 2013

od Merwana - cd. Destiny; do Destiny

- Des? Jak wcześnie wstałaś - zdziwiłem się. - Nie należysz do rannych ptaszków.
- Stęskniłam się za tobą - odparła i posłała mi jedno z tych swoich niepowtarzalnych, niesamowitych spojrzeń. 
- Ja za tobą też - wyznałem. - Patrz, właśnie wspólnie upolowaliśmy dzika. Może zjemy? Szczerze mówiąc, zrobiłem się trochę głodny.

Destiny? Przepraszam, że tak krótko, ale nie za bardzo miałam pomysł, co napisać.

od Ezukae - cd. Shidy; do Shidy

Do watahy doszła nowa wadera. Z tego co mi drzewa mówiły jest z żywiołu wody i wiatru. Ma smoka. Jak na razie jest młody i bezbronny, ale już trochę latać umie. Widziałem ją tylko raz, gdy Lili przyprowadziła ją do jaskini alf. Gdy miała wybrać stanowisko,wybrała dowódce magów magii białej.To po co jej te sztylety przy sukni?
W każdym razie wyglądała na zmęczoną.Pewnie wychowywanie młodego smoka samemu w lesie nie jest trudne.Wszyscy już o niej wiedzą.Niektórym dziwnym się być zdaje,czemu to właśnie jej wykluł się smok.
Zostawiłem sprawy watahy w spokoju i ruszyłem w tym samym kierunku od źródła co ona. Nie wiem czemu,tak po prostu.

poniedziałek, 4 listopada 2013

od Shidy - cz. 2

Tak dotarłyśmy na wielką polanę przy której znajdowała się grota pary alfa. Zaczęłam na około macać myślami. Wyczułam chyba z dziesięć wilków. Jak się wcześniej dowiedziałam, Lili zaprowadziła mnie do jaskini alf. Alfa zgodziła się, abym została w watasze.Pozwoliła także abym na razie wychowywała smoka. Podziękowałam jej i wybrałam się z Venaią na wycieczkę.
Poleciałam ze smoczycą na północ od zaklętego źródła. Nagle Venaia osłabła i zaczęła spadać w dół. Rzuciłam się za nią lecz ona nagle zniknęła, chociaż cały czas wyczuwałam jej myśli.Wreszcie odkryłam gdzie jest. Przez ogromny otwór wpadła do jaskini z jeziorkiem. Zanurkowałam za nią w dół. Nie patrząc na otoczenie zanurkowałam do jeziorka, bo nie wiedziałam co się stało z Venaią. Ale jej nigdzie nie było! Zrozpaczona wypłynęłam na powierzchnię... Na brzegu siedziała Venaia!!! Uszczęśliwiona wyskoczyłam na brzeg.Venaia była wykończona, ale na szczęście nic się jej nie stało.Większość jaskini zajmowało jezioro.W górę pięły się schody.W suficie była wielka dziura,z której padało światło na jeziorko.