sobota, 22 czerwca 2013

od Saj'Jo - cd. Carmen; do Sary/Carmen

Siedziałam spokojnie gdy nagle podbiegła do mnie zdyszana Carmen.
- Szybko, musisz mi pomóc. Sara zniknęła!
Pędem puściłyśmy się do jaskini szpiegów. To co tam ujrzałam napawało mnie niepokojem. Wszystko było osmalone. Zamknęłam oczy i wciągnęłam so płuc powietrze. Próbowałam wyczuć to co zabrało Sarę. Nie znalazłam nic. Nie było żadnego obcego zapachu.
- Coś nie gra i to bardzo – zaniepokoiłam się – nie ma tu żadnego obcego zapachu, nic co wskazywałoby na obecność wrogów. Poza tym…
- Poza tym co? – spytała alfa przyglądając mi się uważnie.
- Zapach Sary jest dziwny. Na pewno należy do niej, ale jest inny, jakby wtarła w futro coś czego nie mogę zidentyfikować.
- Czy możesz wyśledzić ten trop?
- Postaram się – powiedziałam i starałam się skupić. Stopiłam zmysły z otoczeniem. Zapach był słaby, jakby zostawiony przed kilkoma dniami. Udało mi się jednak podążyć jego tropem. Puściłyśmy się obie biegiem przez las. Co jakiś czas zatrzymywałyśmy się. Ja czułam otoczeniem, Carmen szukała mentalnie obecności Sary. W końcu dotarłyśmy do granicy. Sądziłem, że zapach kierować się będzie w głąb terenów mrocznej watahy. Myliłam się jednak, Trop skręcał, kierując się ku polom lawy. Zwolniłyśmy kroku. Ten teren był bardzo niebezpieczny, tym bardzie, że smoczy wojownicy czuli się tu jak w domu. Ja i Carmen zbiegałyśmy właśnie ze zbocza, gdy obie zatrzymałyśmy się jak wryte. Ja wyczułam zagrożenie i zapach Smoczych Wojowników, ona wyczuła mentalnie wrogów poniżej. Skryte w gąszczu obserwowałyśmy widowisko. Smoczy Wojownicy nieśli coś na kształt lektyki, a w na niej siedziała Sara. Nie ta Sara, którą znałam lecz ta, którą widziałam tylko raz. Gdy pilnowałam ciała Sary podczas ćwiczeń zmieniła się. Futro miała niebieskie futro i wielkie skrzydła. Teraz wyglądała tak samo. Tylko jej oczy były inne, nie niebieskie, ale normalne. Migały jednak czasami jakby coś próbowało przejąć kontrolę nad Sarą.
- Ta nowa moc – wyszeptała Carmen – To moc nie Sary, tylko jej matki.
Znaczenie tych słów uderzyło w mnie. Kevin mówił, że amulet nie był potrzebny, że ich „Pani” powróci.

Wybaczcie, że tak krótko, ale nie wiem co wymyślić. Po raz pierwszy nie mam absolutnie weny XD

piątek, 21 czerwca 2013

od Carmen - cd. Sary; do Saj'Jo

Byłam pod wrażeniem. Sarze udało się (z pomocą Saj'Jo) zwyciężyć jednego z ważniejszych Smoczych Wojowników i jednocześnie nie odnieść żadnych fizycznych obrażeń.
- Tak... - mruknęłam.
- Co? - Sara aż podskoczyła.
- Nie, nic. Zastanawiam się, jak udało ci się go pokonać. Chyba geny twojej matki dają o sobie znać.
- Nie porównuj mnie z nią! - zawołała, zdenerwowana.
- Do nikogo cię nie porównuję. - uspokoiłam wilczycę. - Tylko, że martwi mnie to. Z jednej strony cieszę się, że potrafisz się obronić, ale z drugiej...
- Ciągle tylko gadasz, jak to się o mnie troszczysz! A nie robisz niczego, żeby mnie wesprzeć! Tylko jeszcze chcesz dowieść, że zdradzam naszą watahę i mam jakieś układy z Mrocznymi! - wrzasnęła Sara, po czym obróciła się na pięcie i odeszła.
- Ja wam pokażę, nie jestem już szczeniakiem. - warknęła pod nosem.
- Co się z nią dzieje? - popatrzyłam Jasperowi w oczy. - Coś ją opętało? Jeśli tak, to co. Potwór z bagien został przeze mnie pokonany.
- Nie martw się. To kryzys wieku dojrzewania. Też się tak wtedy zachowywałaś. - zapewnił.
Poszłam do swojej jaskini. Chciałam dowieść, że mam rację. Może poproszę Arven o pomoc? Albo Bellę. Chociaż nie. Bella zachowywała się ostatnio bardzo dziwnie, a Arven gdzieś znikała. Ogarnięta złym przeczuciem, pospieszyłam do kryjówki szpiegów, gdzie mieszkała Sara. Zajrzałam do środka, a tam... ściany były ponadpalane. Kamienne posłania i półki ktoś przewrócił do góry nogami, lampki, którymi Sara przyozdobiła wnętrze, zwieszały się smętnie przy samej podłodze. Serce podeszło mi do gardła. Co się stało z moją przyjaciółką? Sara od paru dni była jakaś taka nieswoja i buntowała się nie wiadomo o co. Teraz moją jedyną nadzieją była Saj'Jo, która znała wilczycę bardzo dobrze, a do tego była doskonałym szpiegiem i mogła mi dopomóc w śledztwie.

Saj'Jo, twoja kolej ;)

od Sary - cd. Carmen; do Carmen

-Sara idź do jaskini szpiegów.-rozkazała Carmen
-A co z to....tt..tobą-spytałam drżącym głos z niepokoju.
-Widzę, że jesteś zaniepokojona ale przecież to ma wydarzyć się dopiero za jakiś czas za jakiś długi czas.
-Tak wiem!-odpowiedziałam sztywnym głosem i ruszyłam ku jaskini.
Carmen pomyślała, że się na nią wkurzyłam lub coś ale nie chciała mnie zatrzymywać.Wróciłam do jamy szpiegów i pomyślałam, że jak najszybciej trzeba coś z tym zrobić.Nie mogąc nic wymyślić poszłam do doliny skarbów może tam wpadłabym na jakiś pomysł.Doszłam na miejsce i ku zdziwieniu spotkałam tam Saj'Jo.
-Sara uciekaj!-krzyknęła zaniepokojona wilczyca.
-Czemu?-Zapytałam
-Patrz!-Krzyknęła kolejny raz po czym uciekła pędząc w stronę jaskini alf.
Zauważyłam tam dziwnego wilka.Wyczułam od razu, że jest z mrocznej watahy.Nagle urósł wyrosły mu skrzydła, gigantyczne skrzydła!Cały był w płomieniach i miał czerwone oczy.Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi, kim on jest.Lecz wiedziałam jedno, że nie poddam się bez walki byłam taka tchórzliwa pomyślałam.Chcę strzec watahy jak oczka w głowie będę walczyć dla niej choćbym miała zginąć nie poddam się bez walki.Zadałam mu parę ciosów, lecz nie tchnęły go ani trochę.Wtedy znikąd pojawiła się Saj'Jo, która tak strasznie się go bała.
-Co ty robisz-spytała zaniepokojona
-Walczę o swoje-odpowiedziałam dumnie.
Nasz przeciwnik był wytrwały.Nie widać też było żeby był zmęczony.
~Po walce bo nie chce mi się pisać szczegółów~
Byłam wyczerpana, padłam z powodu braku sił.Tak samo też zrobiła Saj'Jo, lecz ona wydawała się być bardziej zmęczona ode mnie, o wiele bardziej.Leżałam przy rzece.W końcu postanowiłam wstać pomyślałam jak tu się znalazłyśmy?Byłyśmy w dolinie skarbów.Zauważyłam tuż obok Carmen i Jaspera.
-Saj'Jo jeszcze nie wstała-spytałam zdenerwowana
-Nic jej nie będzie po prostu jest zmęczona-zapewnili mnie
-Gdzie nas znaleźliście?I kiedy?
-Znaleźliśmy was w dolinie skarbów, przyglądaliśmy się walce-odpowiedział Jasper.
-Jestem pod wrażeniem twoich mocy, umiejętności Saro-Odpowiedziała Carmen
-Ym dziękuję-odpowiedziałam zaniepokojona.
-Co się dzieje?-Spytali oboje na raz.
-nic odpowiedziałam drżącym głosem.
Nom Carmen co tam jeszcze mówiłaś?

od Carmen - cd. Sary; do Sary

Sara opowiedziała mi o swojej podróży do przyszłości.
- Muszę to zbadać dokładniej - powiedziałam.
Miałam wizję. Nie, to złe słowo. Zostałam porażona wizją - to już lepsze. Po prostu kiedy odpowiedziałam Sarze, to... bum! Zobaczyłam jaskinię szpiegów. Nie wiem, skąd wiedziałam, że to jaskinia szpiegów, ponieważ nie należała do naszej watahy. Na jej środku leżał smok. Ogromny i złoty. Wtedy odwrócił pysk w moją stronę. Jego oczy pałały gniewem, z nozdrzy buchała para, a z wielkiej paszczy wyrastały zęby, długie, niczym mój ogon. Obok niego stał mały Merwan. Nie, nie mały. To był Merwan w przyszłości. Prawie tak ogromny jak smok, który leżał przy nim. Podbiegł do mnie i powiedział:
- Wiesz, że nie wolno ci tu wchodzić. Przecież ci zakazałem.
Dopiero teraz zauważyłam, że obok potwora stoją Bella, siedząca na grzbiecie Białego Jelenia i Severus, którzy wachlowali bestię złotymi piórami.
- Od kiedy to masz czelność mi rozkazywać?! - warknęłam oburzona.
- Ha ha ha! - zaśmiał się złowieszczo Merwan, a Bella i Severus wtórowali mu.
Wtem do jaskini wpadli Arven z Rey'em.
- Mamo, uciekaj! - wrzasnęła wilczyca.
Severus podszedł do Arven.
- Już raz to zrobiłem. - prychnął. - Czarna magia zwyciężyła twoje żywioły. - powiedział.
- Wtedy się nie broniłam. - odparła dumnie młoda wadera. - Nie wiedziałam, że mnie zaatakujesz. A teraz jestem tego świadoma. Proszę bardzo, spróbuj mnie zabić, tchórzu.
- Ha ha ha! - zaśmiał się. - Tak bardzo pragniesz śmierci?
Zgromadził tyle czarnej magii, ile tylko zdołał i rzucił nią w Arven.
- Nie! - zawołał Rey, chcąc zasłonić siostrę.
- Odsuń się. - powiedziała Arven. - Poradzę sobie, a ty wyjdź na zewnątrz. - Ale to nie było wszystko, co chciała mu powiedzieć. - A na mój znak wysadź jaskinię w powietrze. - dodała telepatycznie.
Skłębiona, silna moc odbiła się od Arven i pomknęła w stronę Severusa. Wadera zebrała żywioły i popchnęła je w stronę basiora, a ten zawył z bólu, choć straszliwa siła jeszcze go nie dotknęła.
- Raz, dwa, trzy, już! - wrzasnęła wilczyca w stronę Rey'a.
Rey skłębił moc ognia i wysłał ją w stronę sklepienia jaskini. Po chwili kryjówka wybuchła. W ostatniej chwili ja, Rey i Arven zdążyliśmy uciec. A Merwan, Bella, Severus i smok zostali pogrzebani żywcem w kłębach dymu i skał.
Wyrwałam się z wizji, dysząc.
- Wiem, co widziałaś. - wydyszała przerażona Sara. - Czy to znaczy, że Bella i Merwan zdradzą nas?
- Nie wiem, ale się dowiem. - odparłam już mocnym głosem.
Sara, dokończysz?

od Sary - cd. Carmen; do Carmen

Byłam taka uszczęśliwiona z powodu nowej mocy.Nie przejmowałam się tym, że moje ciało jest bezmyślne i chodzi tam gdzie chce.Niby co w tym złego?Jestem odważna nie boję się niczego i nikt nie będzie mnie obrażał-mruknęłam pod nosem.
-Młoda wilczyco nie rozumiesz, że posiadanie tej mocy jest niebezpieczne?-Spytała zdziwiona Carmen.
-Phi skoro mogę zmieniać przyszłość to nie, ponieważ mogę nawet zapobiec walki naszych watah.
-Hmm.. to prawda ale na razie masz to ćwiczyć!-Rozkazała alfa.Dodała potem Przecież mnie posłuchasz prawda?
-Taa...k-odpowiedziałam długo zastanawiając się.
-No dobrze, miałam nadzieję, że właśnie tak się stanie.
-No to idę do siebie ćwiczyć-Odpowiedziałam wesoło
Wyszłam już z jaskini, byłam kawałek dalej, gdy nagle podbiegła do mnie samica alfa.
-Coś się stało-spytałam
-Nie ale muszę ci coś jeszcze powiedzieć-odpowiedziała zaniepokojona
-No mów teraz już nic mnie nie ździwi jestem odważna jak nikt w naszym stadzie.-odpowiedziałam dumnie.
-Oho licz się ze słowami.Więc masz ćwiczyć, lecz ostrożnie.Najlepiej w obecności innego wilka.-odparła Carmen.
-A czemu nie możesz to być ty?-spytałam ciekawska
-Ja nie mam dziś czasu, jest taki gorąc i upał jak nigdy.Lecz dla ciebie to nic.Twój patron cię chroni, nie tylko przed wrogami, lecz nawet o takie drobnostki zadba
-Ym aha-odpowiedziałam nieco zdziwiona.
-Będzie to Saj'Jo, ponieważ wiem jak bardzo się lubicie i co najważniejsze ufacie sobie.
-Super-odpowiedziałam zadowolona
-Znajdziesz ją w dolinie skarbów, od tego miejsca zaczniecie.
-A czemu tam?
-Tam jest dużo skarbów do odkrycia, mogą być one przydatne lub niebezpieczne.Przecież nie chcesz aby komuś z watahy stała się krzywda?-odparła Carmen.
-No tak-odpowiedziałam zmęczona ciągłymi rozmowami z samicą alfa.
-Widzę, że nudzi cię i męczy ta rozmowa ja idę.A ty ruszaj.
-Czy ty...-nie dokończyłam.
-Tak, nie obrażam się za to-mruknęła.
Ruszyłam do doliny skarbów.Po drodze spotkałam Jaspera
-Ty tu?A byłeś tam?-odpowiedziałam zdezorientowana.
-Tak-odpowiedział jakby nigdy nic.
-Czy ty mnie szpiegujesz??-spytałam
-Nie no do co ty powiedział bym, że...-nie dokończył.
Spojrzał się na mnie taki jakiś zdziwiony i odbiegł
-Ych te basiory...-westchnęłam
Może znów leciał do Carmen.Dotarłam do doliny, gdzie miałam spotkać Saj'Jo.
~Rozmowa~
Zaczęłam się skupiać na tym miejscu.Ujrzałam Carmen, która radośnie szła szlakiem zbierając kwiaty i śpiewając coś po cichu coś takiego:
-Jasper cudowny jest kocham go i nigdy nie zostawię!
Powtarzała to kilka razy.Wtedy ujrzała coś błyszcącego.Wyjęła to i zauważyła, że to złote jajo było duże jak u smoka.Pomyślałam niemożliwe.Zabrała je do siebie, lecz Jasper nie był z tego zadowolony.Ona sprzeciwiła się mu.A on zgodził się na zaopiekowanie się maleństwem, które lada chwila mogło się wykluć.Okazało się po kilku miesiącach, że wykluł się smok.Żółty smok Jasper znów wpadł w swą furię.Lecz Carmen znów go uwiodła tak aby zrobił to co ona będzie mu kazała.Niedługo po tym znalazłam się ciałem w tym miejscu, dziwnym miejscu.Było tam pełno mrocznej watahy, była tam skała nie było żadnych roślin.Obumarłe miejsce pomyślałam.Ej przecież to jaskinia szpiegów.To nasza wataha!Zobaczyłam małego smoka nazywał się Golden.Wilki go wołały rozpieszczały i bawiły się z nim.Już wiem o co w tym chodzi krzyknęłam!
-Sara byłaś taka niebieska, wyrosły ci skrzydła i miałaś niebieskie oczy.
-Nie ważne musimy iść do Carmen odparłam.
Byłyśmy już na miejscu i opowiedziałyśmy Carmen.Zareagowała ona..
Carmen brak weny dokończ.

Od Saverusa-cd Belli

-Bella nic ci nie jest?-pomogłem jej wstać.
-Nie,nic..miałam wizję.
-Jesteś pewna że to nie przez opary z ,,głupawki''?
-Nie..walczyłam i wtedy biały jeleń....
-Bella!Biały jeleń to tak na prawdę...-Arven wpadła do pracowni.
-WON!!!-krzyknąłem.
-Zamknij pysk przybłędo!Biały jeleń to...-nie dokończyła bo wypchnąłem ją z pracowni moją mocą.
-Jak dorosnę to dam jej popalić-uśmiechnąłem się drapieżnie.-Czarna magia jest 8 razy potężniejsza niż jakieś tam żywioły.
-Ale ona miała chyba coś ważnego do powiedzenia.
-Wcale że nie.Ona po prostu myśli że jest wspaniała,ładna i wszystko jej wolno.
-A co twoim zdaniem nie jest ładna?-uśmiechnęła się.
-Ja..Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie.-wylałem zawartość kotła do butelki i zgasiłem ogień.

Bella?

od Arven

Denerwujące. Bez sensu. Niesprawiedliwe. Ze złości zaczęłam się przemieniać. Wilk - człowiek; człowiek - wilk, i tak w kółko. Dobra. Muszę się uspokoić. Wzięłam parę głębokich wdechów i przerodziłam się w wilka. Przypomniałam sobie coś. Moc jest wyzwalana przez uczucie. U mojej mamy, Carmen, była ona wyzwalana dzięki miłości, oddaniu i dumie. Ciekawe, co zapoczątkuje moją. Lepiej nie będę o tym myśleć, bo znowu się rozzłoszczę. Muzyka zawsze wpływała na mnie kojąco. Zaczęłam więc nucić. Potem te pojedyncze dźwięki przerodziły się w melodię. Sama musiałam przyznać, że śpiewałam przepięknie. Razem ze mną ćwierkały ptaki i tańczyło słońce. Wodospad zaczął się mienić. Z tej radości przemieniłam się w elfa. Wyciągnęłam ręce i uniosłam twarz ku niebu. Życie jest piękne! Wokół mnie zaczęła krążyć woda z pobliskiego Wodospadu Rajskich Ptaków. Promienie słońca tańczyły po mojej szmaragdowej sukience, a lawa i wiatr śpiewały ze mną cudowne melodie. Nad moją głową latały skowronki, słowiki i rajskie ptaki. A ja, w samym środku tego wszystkiego kręciłam się na palcach, szczęśliwa. Wtem otworzyłam oczy i zrozumiałam: moją moc wyzwala radość i muzyka. To dlatego wszystko w tej chwili było takie magiczne. Zatrzymałam się i otworzyłam usta ze zdumienia. Obok mnie stał przystojny chłopak o śniadej cerze, ciemnych włosach i intensywnie błękitnych oczach.
- Kim jesteś? - zapytał. - Czy aniołem, który zstąpił na ziemię? A może demonem, który ma wabić swoją urodą?
- Kim jestem, wiedzieć nie musisz. - odpowiedziałam. - Zapewniam cię jednak, że ani demonem, ani aniołem.
- Więc kim? Głos masz niczym zaczarowana księżniczka, ale tajemnic niczym zło.
- A ty, skąd przybywasz? - zapytałam.
- Jesteśmy ludem z południa. Polujemy na smoki. - odparł.
Wtem od strony Mrocznej Puszczy nadleciał Septimus, trzepocząc wielkimi skrzydłami.
- Uważaj pani, ja cię uratuję! - zawołał nieznajomy.
- To nie wróg, lecz przyjaciel. - zapewniłam.
Septimus wylądował z gracją tuż przed przystojnym chłopakiem.
- To jest Septimus, mój przyjaciel. - przedstawiłam smoka. - A to...
- Erand. Erand z Domu Wojny. A ty mi się jeszcze nie przedstawiłaś. - zarzucił mi.
- Ja jestem Arven. Z rodu Wysokich Elfów Leśnych. - nie zdradziłam swojego wilczego pochodzenia w obawie, że Erand może być szpiegiem Mrocznej Watahy. Przejrzałam jego myśli. Jego marzeniem jest złapanie i zabicie wilczego smoka. Uśmiechnęłam się.
- Ale mogę ci pokazać, gdzie znajdziesz groźne smoki. A nawet Wilcze Smoki.