Stałam bez ruchu i wpatrywałam się niewidzącym wzrokiem w wyjście jaskini. Byłam jakby pozbawiona czucia - bezwolna szmaciana lalka, przed którą stoi ciemność, którą otacza cisza, która tkwi w pustce. Nie mogłam nawet drgnąć, bo przestałam wiedzieć o istnieniu swego ciała. W tym całym bezmiarze, którego nie mogłam pojąć istniała tylko moja dusza. Dusza pozbawiona wszelkich myśli i tożsamości. Dusza istoty, która nie wie kim jest. Zdawać by się mogło, że przez wieki będę tak trwała. Ale nagle niczym elektryzujące kopnięcie poraziły mnie na moment odzyskane zmysły, głośne i natarczywe, a zarazem bolesne. Poczułam się przytłoczona tym co mnie otaczało. Wzrok co chwila mi się zamazywał i na powrót wyostrzał rażąc milionem jaskrawych, oślepiających barw. Chciałam krzyknąć, ale głos uwiązł mi w gardle. Zaczęłam dusić się własnym oddechem, ogłuszały mnie i oślepiały wyostrzone zmysły. Miałam wrażenie, że zaraz pęknie mi głowa i umrę, ale ku mojemu zdziwieniu ciągle żyłam. Nazwy i imiona zaczęły mi się mieszać w głowie. Głosy napływały to ostre to zniekształcone. Kakofonia dźwięków i barw doprowadzała mnie do szału. W pewnym momencie wszystko ucichło, a świat na powrót skąpał się w czerni. Zemdlałam.
Ostatnie co zapamiętałam były słowa, które mimo woli przepłynęły przez moje myśli "Jeśli taki rodzaj śmierci wybrał dla mnie Nuka, wcześniej nie podejrzewałam go o taką dozę tragizmu w duszy".
Umarłam.
Nuka? :3
czwartek, 14 sierpnia 2014
środa, 13 sierpnia 2014
od Keiry - cd. Aceiro; do Aceiro
Zaśmiałam się cicho. "Jakie to ja mam szczęście", przebiegło mi przez myśl. "Mam ukochanego, który gotów byłby za mną skoczyć w ogień i wodę, zyskałam nową rodzinę i dom, stare krzywdy zostały mi przebaczone… Ale czy to do końca sprawiedliwe? Że spośród tylu nieszczęśliwych, dręczonych bólem i stratą dusz ja jedna jestem bez troski?" Uśmiech zamarł na mych wargach zastąpiony piętnem niepokoju. "Przesadzasz", zrugałam się, ale mimo tego uspokojenia ziarno zwątpienia pozostało, kiełkując powoli na dnie serca.
- Wszystko dobrze? - Aceiro przyglądał mi się badawczo, wyczuwszy, że coś jest nie w porządku. "Jak on to mnie dobrze zna", pomyślałam.
- Tak - uśmiechnęłam się wymuszenie. - Naprawdę wszystko jest w porządku. Po prostu nie mogę do końca uwierzyć, że ty coś do mnie czujesz, no i w ogóle…
Nie było to kłamstwo, ale nie też i nie cała prawda.
Chłopak posmutniał.
- Jak możesz w to wątpić? - spytał. - Czym mogę cię jeszcze przekonać o bezmiarze mej miłości?
- Nie chodzi o to, że ci nie dowierzam - zaprotestowałam szybko, czując, że sprawy przybierają zły obrót, ale Aceiro nie chciał mnie słuchać.
- Uratowałem ci życie - powiedział cicho, a jego piękne, jadeitowe oczy przygasły. - Cóż jeszcze mogę zrobić? Czym ci zaimponować?
- Nie musisz - wyjąkałam. - Ja cię kocham, naprawdę!
Ale Aceiro był głuchy na moje słowa. Jakby w nagłym przebłysku geniuszu, dosiadł Imenyi i ruszył nią do przodu. Co dziwne, choć nigdy nie dosiadał konia jego ruchy były świetnie zgrane z jej ruchami. Spojrzał na mnie z bólem, po czym odwrócił głowę i zagalopował. Z każdym krokiem Imenya biegła coraz szybciej.
- Nie, czekaj! - krzyknęłam, i w okamgnieniu dosiadłam ogiera o imieniu Nihet. Był zmienny, dziki i zapalczywy, a do tego należał do najszybszych koni w stadzie. Ruszyliśmy galopem. Choć na ogół galop sprawiał mi satysfakcję, teraz czułam jedynie coraz bardziej potęgujący się strach. Aceiro nie znał tej okolicy. Co jeśli Imenya zapędzi się aż na skraj przepaści, co jeśli spadną? "Czułam się szczęśliwa, lecz dopóki nie wspominałam o tym bogom milczeli tolerując moją radość. Choć są okrutni, sprawiedliwość jest dla nich jedynym prawem, wobec którego nie ma innych zasad. Muszą wyrównać granicę wyrywając mi moje szczęście i niszcząc go w popiół, a wraz z nim i moją duszę. Tak jak i dusze wielu innych"
Z tymi mrocznymi myślami pędziłam, a wiatr opętańczo usiłował zmieść mnie z konia. Mimo, że galopowaliśmy najszybciej jak się dało, Aceiro był tylko ciemną plamką na horyzoncie. "I tak przeze mnie, bogowie zniszczą nas oboje", pomyślałam. Łza spłynęła po mojej twarzy.
A tymczasem, tam w dali, Aceiro pędził na spotkanie śmierci.
Ta da da dam… Aceiro? :3
- Wszystko dobrze? - Aceiro przyglądał mi się badawczo, wyczuwszy, że coś jest nie w porządku. "Jak on to mnie dobrze zna", pomyślałam.
- Tak - uśmiechnęłam się wymuszenie. - Naprawdę wszystko jest w porządku. Po prostu nie mogę do końca uwierzyć, że ty coś do mnie czujesz, no i w ogóle…
Nie było to kłamstwo, ale nie też i nie cała prawda.
Chłopak posmutniał.
- Jak możesz w to wątpić? - spytał. - Czym mogę cię jeszcze przekonać o bezmiarze mej miłości?
- Nie chodzi o to, że ci nie dowierzam - zaprotestowałam szybko, czując, że sprawy przybierają zły obrót, ale Aceiro nie chciał mnie słuchać.
- Uratowałem ci życie - powiedział cicho, a jego piękne, jadeitowe oczy przygasły. - Cóż jeszcze mogę zrobić? Czym ci zaimponować?
- Nie musisz - wyjąkałam. - Ja cię kocham, naprawdę!
Ale Aceiro był głuchy na moje słowa. Jakby w nagłym przebłysku geniuszu, dosiadł Imenyi i ruszył nią do przodu. Co dziwne, choć nigdy nie dosiadał konia jego ruchy były świetnie zgrane z jej ruchami. Spojrzał na mnie z bólem, po czym odwrócił głowę i zagalopował. Z każdym krokiem Imenya biegła coraz szybciej.
- Nie, czekaj! - krzyknęłam, i w okamgnieniu dosiadłam ogiera o imieniu Nihet. Był zmienny, dziki i zapalczywy, a do tego należał do najszybszych koni w stadzie. Ruszyliśmy galopem. Choć na ogół galop sprawiał mi satysfakcję, teraz czułam jedynie coraz bardziej potęgujący się strach. Aceiro nie znał tej okolicy. Co jeśli Imenya zapędzi się aż na skraj przepaści, co jeśli spadną? "Czułam się szczęśliwa, lecz dopóki nie wspominałam o tym bogom milczeli tolerując moją radość. Choć są okrutni, sprawiedliwość jest dla nich jedynym prawem, wobec którego nie ma innych zasad. Muszą wyrównać granicę wyrywając mi moje szczęście i niszcząc go w popiół, a wraz z nim i moją duszę. Tak jak i dusze wielu innych"
Z tymi mrocznymi myślami pędziłam, a wiatr opętańczo usiłował zmieść mnie z konia. Mimo, że galopowaliśmy najszybciej jak się dało, Aceiro był tylko ciemną plamką na horyzoncie. "I tak przeze mnie, bogowie zniszczą nas oboje", pomyślałam. Łza spłynęła po mojej twarzy.
A tymczasem, tam w dali, Aceiro pędził na spotkanie śmierci.
Ta da da dam… Aceiro? :3
od Aceiro - cd. Racana; do Racana
Patrzyłem, jak basior łapczywie pochłania mięso. Gdy tylko na chwilę przerwał, zaśmiałem się, widząc jego napchane jedzeniem policzki. Siedziałem jeszcze chwilę, a gdy już dokończył, skoczyłem na niego. Racan, zdezorientowany, krzyknął. Zaśmiałem się i zaczęliśmy się bić – to znaczy bawić. Przez chwilę byliśmy jak szczeniaki, które próbują nawzajem zdobyć podziw wśród rówieśników. Racan, bezmyślnie, zaczął biec w stronę rzeki. Najwyraźniej zapomniał, że tam ja mam przewagę. Skoczyłem, łapiąc jego ogon. Potoczyliśmy się na sam dół, wpadając do rzeki.
Racan? Brak weny x(
Racan? Brak weny x(
od Aceiro - cd. Keiry; do Keiry
- Ime... jak? – spytałem, ale dziewczyny już nie było.
Westchnąłem i spojrzałem na spokojne, ciemne oczy klaczy. Wyglądała na delikatną, ale też bardzo inteligentną. Pogłaskałem ją po szyi, lecz klacz parsknęła i odskoczyła. Spojrzałem a zegarek, który obijał się o mój nadgarstek, wydając przy tym cichy brzdęk. Uśmiechnąłem się ciepło. - Tego się boisz, prawda? – powoli zdjąłem zegarek i włożyłem go do kieszeni.
Klacz momentalnie stała się spokojniejsza. Podeszła do mnie i oparła łeb na mojej klatce piersiowej. Zaśmiałem się cicho. Podszedłem do jej grzbietu i oparłem na nim dłonie. Odbiłem się od ziemi i, lekko się podciągając, wskoczyłem na nią. Gdy już pewniej siedziałem, cmoknąłem, próbując ruszyć. Niestety. Nie wiedziałem jak to zrobić. W końcu klacz ruszyła, a ja nie wiedziałem jakim cudem. Po chwili wolnego jechania ścisnąłem jej boki łydkami. Klacz przyśpieszyła. Uśmiechnąłem się szeroko i pognałem nad jezioro. Tak jak myślałem – Keira siedziała nad brzegiem, nucąc coś od nosem. Klacz podeszła do niej, wypuszczając powietrze w jej włosy. Dziewczyna zaśmiała się i objęła ją.
- Hej, a ja? – spytałem, uśmiechając się.
Westchnąłem i spojrzałem na spokojne, ciemne oczy klaczy. Wyglądała na delikatną, ale też bardzo inteligentną. Pogłaskałem ją po szyi, lecz klacz parsknęła i odskoczyła. Spojrzałem a zegarek, który obijał się o mój nadgarstek, wydając przy tym cichy brzdęk. Uśmiechnąłem się ciepło. - Tego się boisz, prawda? – powoli zdjąłem zegarek i włożyłem go do kieszeni.
Klacz momentalnie stała się spokojniejsza. Podeszła do mnie i oparła łeb na mojej klatce piersiowej. Zaśmiałem się cicho. Podszedłem do jej grzbietu i oparłem na nim dłonie. Odbiłem się od ziemi i, lekko się podciągając, wskoczyłem na nią. Gdy już pewniej siedziałem, cmoknąłem, próbując ruszyć. Niestety. Nie wiedziałem jak to zrobić. W końcu klacz ruszyła, a ja nie wiedziałem jakim cudem. Po chwili wolnego jechania ścisnąłem jej boki łydkami. Klacz przyśpieszyła. Uśmiechnąłem się szeroko i pognałem nad jezioro. Tak jak myślałem – Keira siedziała nad brzegiem, nucąc coś od nosem. Klacz podeszła do niej, wypuszczając powietrze w jej włosy. Dziewczyna zaśmiała się i objęła ją.
- Hej, a ja? – spytałem, uśmiechając się.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
od Racana - cd. Aceiro; do Aceiro
- Tak szczerze to nie - odpowiedziałem. - Tak się ciągle przechwalasz, uważasz się za najlepszego...
- Ach tak? - warknął Aceiro. - A co, ty może jesteś lepszy? Też...
- Chłopcy - przerwała nam Asoka, wchodząc między nas. Nie mówiła głośno, ale uciszyła nas z taką samą mocą, jakby na nas krzyknęła. - Dość już. Za chwilę źle się to skończy. Przecież jesteście najlepszymi przyjaciółmi, nie?
Zapadła cisza, Aceiro wbił wzrok w leśną ściółkę, a ja byłem bardzo zainteresowany swoimi pazurami.
- Nie? - powtórzyła wadera.
Kiwnęliśmy głowami, a Asoka podeszła do mnie. Zerknąłem na nią i zdążyłem dostrzec figlarny błysk w jej ślepiach na ułamek sekundy przed jej przyjacielskim ciosem łapą. Zachwiałem się. Asoka z radością skoczyła na mnie, by już całkowicie mnie przewrócić. Przetoczyłem się i uśmiechnąłem się. Oto cała Asoka - nie potrafi być poważna.
Wtedy zauważyłem naglące spojrzenie Asoki i poczułem delikatne ocieranie się innej świadomości o mój umysł. Zrozumiałem, że moja ukochana chce mi coś przekazać myślą. Wpuściłem ją do swojego umysłu.
"Racan, ja muszę już iść. Matka przysłała mi wiadomość, że jestem potrzebna w jej jamie."
"A w czym musisz pomóc?"
"Nie wiem, nie powiedziała mi, ale naprawdę muszę iść."
Zerknąłem na Aceiro, który zajął się upolowanymi jeleniami. Podszedłem do Asoki, zmieniając się w człowieka, a wadera poszła w moje ślady. Zbliżyłem się do niej i objąłem ramieniem, a Asoka nie opierała się. Wplotła swoje zgrabne, zwinne palce w moje włosy i przejechała po nich. Wtedy obniżyłem trochę głowę i delikatnie dotkąłem wargami jej ust. Wadera wydawała się na początku tym zaskoczona, a ja widziałem jak przymyka lekko powieki i odwzajemnia dotyk. Nigdy wcześniej nie próbowałem jej pocałować, ona strasznie mnie zawstydzała. Były między nami tylko przytulanki i cmoknięcia w policzek. Jednak to był nasz pierwszy, pełnowymiarowy pocałunek. Przejechałem dłońmi po ciele Asoki, aż doszły do szyji. Objąłem dłońmi twarz wadery, która utkwiła we mnie wzrok. Ponownie zniżyłem głowę i rozchyliłem jej wargi własnymi ustami. Asoka odwzajemniła pocałunek, a mi zabrakło tchu w nowy, fascynujący sposób. Znów rozchyliłem jej wargi, a ona przejechała palcami po moich włosami, czochrając je. Moje ręce powędrowały w dół i chwyciły zaborczo Asokę w talii. Po chwili odsunąłem lekko głowę, przerywając pocałunek. Asoka oddaliła ode mnie głowę i spojrzała w moje ślepia. Zerknąłem na nią z czułością i dostrzegłem to samo uczucie w oczach dziewczyny. Opuściłem ręce, podobnie jak Asoka. Staliśmy przez chwilę wpatrzeni w siebie. Aż nagle jakiś głos wyrwał nas z odrętwienia.
- Nie chcę wam przerywać, ani przeszkadzać, ale mówię wam, że jelenie są gotowe - odezwał się specjalnie uniżonym tonem Aceiro.
Odwróciłem się w jego stronę, ale żaden dźwięk nie mógł wydobyć się z moich ust, które przed chwilę dotykały warg Asoki.
- Aceiro! - wykrzyknęła Asoka ze złością. - Podglądałeś nas?!
- Ekhem, no kiedy się odezwałem, to... - Aceiro cały aż się skulił pod spojrzeniem Asoki.
- To? - ponagliła go.
- To byłem już od kilku sekund - wycharczał basior. - Więc... Idę zająć się mięsem.
- Dobra, ale dla mnie nie przygotowuj - odparła wadera. - Muszę iść. Żegnaj, Aceiro.
Szybkim krokiem ruszyła, aż znikła z pola widzenia. Zerknąłem na basiora, który stał i się gapił w dal.
- Nie słyszałeś?! - warknąłem. - Idź do jeleni!
Aceiro z podkulonym ogonem i zawstydzoną miną pobiegł do mięsa, a ja poleciałem za Asoką.
Była już daleko, jednak ja magicznie przyspieszyłem i po chwili biegłe u jej boku.
- Asoka?! - krzyknąłem do niej.
Ona zatrzymała się i ujrzała mnie.
- Racan!
Podbiegła do mnie i zarzuciła ręce na moją szyję. Pochyliła się i pocałowała mnie. Dotyk jej warg był delikatny niczym skrzydła motyla.
- Chciałem się z tobą pożegnać.
- Dzięki - uśmiechnęła się. Odwróciła się w stronę celu. - Ale muszę już iść.
- Wiem - odparłem i wyjąłem z kieszeni niebieski brylant zawieszony na sznurku. - To jest szafir.
Asoka sięgnęła po brylant i zawiesiła go na szyi.
- Sam go zrobiłem z wody i magii, będzie cię chronił i zaświeci, kiedy o tobie pomyślę.
Wadera spojrzała na mnie z uczuciem.
- To także dowód mojej miłości do ciebie - dodałem szeptem.
W tej samej chwili brylant zaświecił.
- Czyli działa! - powiedziała Asoka.
- A czemu miałby nie działać?
Asoka zaśmiała się i rzuciła się mi w ramiona.
- Czas mnie nagli.
- Jasne. Żegnaj.
Asoka zamieniła się w wilka i pobiegła, a ja szybko wróciłem do Aceiro.
- No i jak było? - spytał.
- Nie wiem o czym mówisz - burknąłem, wciąż na niego obrażony.
- No weź, Racan, mi też jest przykro. Ale jak było? Chodzi o pocałunek. Wiem, że to twój pierwszy.
- Tylko się żegnaliśmy.
- Taa. Nie wciskaj mi kitu, Racan. Lepiej zjedz jelenia. Specjalnie zostawiłem dla ciebie soczystą tylną nogę.
- Daj spokój, Aceiro. Na przyszłość po prostu się pilnuj.
- O co ci chodzi? - spytał, nagle zdezorientowany Aceiro.
- O pocałunek. Podglądałeś nas!
- Widziałem tylko końcówkę! Nie wiem co robiliście wcześniej, ale…
- Żałujesz, że nie przyszedłeś wcześniej?! - warknąłem.
- Nie!
Westchnąłem ciężko, pomyślałem o Asoce i wyobraziłem sobie świecący szafir. To mi poprawiło humor.
- Dobra. Daj mi tę nogę.
Aceiro??? Wena się na mnie obraziła…
- Ach tak? - warknął Aceiro. - A co, ty może jesteś lepszy? Też...
- Chłopcy - przerwała nam Asoka, wchodząc między nas. Nie mówiła głośno, ale uciszyła nas z taką samą mocą, jakby na nas krzyknęła. - Dość już. Za chwilę źle się to skończy. Przecież jesteście najlepszymi przyjaciółmi, nie?
Zapadła cisza, Aceiro wbił wzrok w leśną ściółkę, a ja byłem bardzo zainteresowany swoimi pazurami.
- Nie? - powtórzyła wadera.
Kiwnęliśmy głowami, a Asoka podeszła do mnie. Zerknąłem na nią i zdążyłem dostrzec figlarny błysk w jej ślepiach na ułamek sekundy przed jej przyjacielskim ciosem łapą. Zachwiałem się. Asoka z radością skoczyła na mnie, by już całkowicie mnie przewrócić. Przetoczyłem się i uśmiechnąłem się. Oto cała Asoka - nie potrafi być poważna.
Wtedy zauważyłem naglące spojrzenie Asoki i poczułem delikatne ocieranie się innej świadomości o mój umysł. Zrozumiałem, że moja ukochana chce mi coś przekazać myślą. Wpuściłem ją do swojego umysłu.
"Racan, ja muszę już iść. Matka przysłała mi wiadomość, że jestem potrzebna w jej jamie."
"A w czym musisz pomóc?"
"Nie wiem, nie powiedziała mi, ale naprawdę muszę iść."
Zerknąłem na Aceiro, który zajął się upolowanymi jeleniami. Podszedłem do Asoki, zmieniając się w człowieka, a wadera poszła w moje ślady. Zbliżyłem się do niej i objąłem ramieniem, a Asoka nie opierała się. Wplotła swoje zgrabne, zwinne palce w moje włosy i przejechała po nich. Wtedy obniżyłem trochę głowę i delikatnie dotkąłem wargami jej ust. Wadera wydawała się na początku tym zaskoczona, a ja widziałem jak przymyka lekko powieki i odwzajemnia dotyk. Nigdy wcześniej nie próbowałem jej pocałować, ona strasznie mnie zawstydzała. Były między nami tylko przytulanki i cmoknięcia w policzek. Jednak to był nasz pierwszy, pełnowymiarowy pocałunek. Przejechałem dłońmi po ciele Asoki, aż doszły do szyji. Objąłem dłońmi twarz wadery, która utkwiła we mnie wzrok. Ponownie zniżyłem głowę i rozchyliłem jej wargi własnymi ustami. Asoka odwzajemniła pocałunek, a mi zabrakło tchu w nowy, fascynujący sposób. Znów rozchyliłem jej wargi, a ona przejechała palcami po moich włosami, czochrając je. Moje ręce powędrowały w dół i chwyciły zaborczo Asokę w talii. Po chwili odsunąłem lekko głowę, przerywając pocałunek. Asoka oddaliła ode mnie głowę i spojrzała w moje ślepia. Zerknąłem na nią z czułością i dostrzegłem to samo uczucie w oczach dziewczyny. Opuściłem ręce, podobnie jak Asoka. Staliśmy przez chwilę wpatrzeni w siebie. Aż nagle jakiś głos wyrwał nas z odrętwienia.
- Nie chcę wam przerywać, ani przeszkadzać, ale mówię wam, że jelenie są gotowe - odezwał się specjalnie uniżonym tonem Aceiro.
Odwróciłem się w jego stronę, ale żaden dźwięk nie mógł wydobyć się z moich ust, które przed chwilę dotykały warg Asoki.
- Aceiro! - wykrzyknęła Asoka ze złością. - Podglądałeś nas?!
- Ekhem, no kiedy się odezwałem, to... - Aceiro cały aż się skulił pod spojrzeniem Asoki.
- To? - ponagliła go.
- To byłem już od kilku sekund - wycharczał basior. - Więc... Idę zająć się mięsem.
- Dobra, ale dla mnie nie przygotowuj - odparła wadera. - Muszę iść. Żegnaj, Aceiro.
Szybkim krokiem ruszyła, aż znikła z pola widzenia. Zerknąłem na basiora, który stał i się gapił w dal.
- Nie słyszałeś?! - warknąłem. - Idź do jeleni!
Aceiro z podkulonym ogonem i zawstydzoną miną pobiegł do mięsa, a ja poleciałem za Asoką.
Była już daleko, jednak ja magicznie przyspieszyłem i po chwili biegłe u jej boku.
- Asoka?! - krzyknąłem do niej.
Ona zatrzymała się i ujrzała mnie.
- Racan!
Podbiegła do mnie i zarzuciła ręce na moją szyję. Pochyliła się i pocałowała mnie. Dotyk jej warg był delikatny niczym skrzydła motyla.
- Chciałem się z tobą pożegnać.
- Dzięki - uśmiechnęła się. Odwróciła się w stronę celu. - Ale muszę już iść.
- Wiem - odparłem i wyjąłem z kieszeni niebieski brylant zawieszony na sznurku. - To jest szafir.
Asoka sięgnęła po brylant i zawiesiła go na szyi.
- Sam go zrobiłem z wody i magii, będzie cię chronił i zaświeci, kiedy o tobie pomyślę.
Wadera spojrzała na mnie z uczuciem.
- To także dowód mojej miłości do ciebie - dodałem szeptem.
W tej samej chwili brylant zaświecił.
- Czyli działa! - powiedziała Asoka.
- A czemu miałby nie działać?
Asoka zaśmiała się i rzuciła się mi w ramiona.
- Czas mnie nagli.
- Jasne. Żegnaj.
Asoka zamieniła się w wilka i pobiegła, a ja szybko wróciłem do Aceiro.
- No i jak było? - spytał.
- Nie wiem o czym mówisz - burknąłem, wciąż na niego obrażony.
- No weź, Racan, mi też jest przykro. Ale jak było? Chodzi o pocałunek. Wiem, że to twój pierwszy.
- Tylko się żegnaliśmy.
- Taa. Nie wciskaj mi kitu, Racan. Lepiej zjedz jelenia. Specjalnie zostawiłem dla ciebie soczystą tylną nogę.
- Daj spokój, Aceiro. Na przyszłość po prostu się pilnuj.
- O co ci chodzi? - spytał, nagle zdezorientowany Aceiro.
- O pocałunek. Podglądałeś nas!
- Widziałem tylko końcówkę! Nie wiem co robiliście wcześniej, ale…
- Żałujesz, że nie przyszedłeś wcześniej?! - warknąłem.
- Nie!
Westchnąłem ciężko, pomyślałem o Asoce i wyobraziłem sobie świecący szafir. To mi poprawiło humor.
- Dobra. Daj mi tę nogę.
Aceiro??? Wena się na mnie obraziła…
od Keiry - cd. Aceiro; do Aceiro
Cofnęłam się o krok i uśmiechnęłam lekko.
- A teraz chodź - powiedziałam chwytając Aceiro za rękę.
- Gdzie? - zdziwił się. Zatrzęsłam się w duchu ze śmiechu widząc jego zagubioną minę.
- A myślisz, że niby po co tu przyszliśmy? - uniosłam brwi.
Zmarszczył czoło, a kiedy nareszcie zrozumiał, jego twarz gwałtownie pobladła.
- Ty… to jest… nie… ale jak…? - wybełkotał. Pomyśleć, że wciąż to był ten sam bohaterski, niezwyciężony Aceiro, który stał koło mnie jeszcze przed chwilą. Westchnęłam ciężko.
- Nie mów mi, że boisz się jazdy konnej - mruknęłam z udawaną rezygnacją.
- Ale przecież ja nigdy nie siedziałem na koniu!… - zaprotestował.
- No to teraz będzie ten pierwszy raz - uśmiechnęłam się. - No chodź.
Mimo strachu, który emanował z całej jego postaci, Aceiro podążył za mną. Podeszliśmy do samotnej klaczy, która uniosła łeb znad trawy i obrzuciła nas badawczym spojrzeniem.
- To jest Imenya - zwróciłam się ku chłopakowi. - Jeśli nie dasz jej ku temu żadnych powodów nie powinna cię zrzucić. Zresztą jest nadzwyczaj spokojna i tolerancyjna, więc nie będziesz miał problemów. A teraz zostawię was na chwilę samych - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę reszty stada.
Aceiro? ;3
- A teraz chodź - powiedziałam chwytając Aceiro za rękę.
- Gdzie? - zdziwił się. Zatrzęsłam się w duchu ze śmiechu widząc jego zagubioną minę.
- A myślisz, że niby po co tu przyszliśmy? - uniosłam brwi.
Zmarszczył czoło, a kiedy nareszcie zrozumiał, jego twarz gwałtownie pobladła.
- Ty… to jest… nie… ale jak…? - wybełkotał. Pomyśleć, że wciąż to był ten sam bohaterski, niezwyciężony Aceiro, który stał koło mnie jeszcze przed chwilą. Westchnęłam ciężko.
- Nie mów mi, że boisz się jazdy konnej - mruknęłam z udawaną rezygnacją.
- Ale przecież ja nigdy nie siedziałem na koniu!… - zaprotestował.
- No to teraz będzie ten pierwszy raz - uśmiechnęłam się. - No chodź.
Mimo strachu, który emanował z całej jego postaci, Aceiro podążył za mną. Podeszliśmy do samotnej klaczy, która uniosła łeb znad trawy i obrzuciła nas badawczym spojrzeniem.
- To jest Imenya - zwróciłam się ku chłopakowi. - Jeśli nie dasz jej ku temu żadnych powodów nie powinna cię zrzucić. Zresztą jest nadzwyczaj spokojna i tolerancyjna, więc nie będziesz miał problemów. A teraz zostawię was na chwilę samych - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę reszty stada.
Aceiro? ;3
sobota, 21 czerwca 2014
od Aceiro - cd. Keiry; do Keiry
- Konie? - spytałem - Nie spodziewałem się, że...
- Tak, wiem. - szepnęła i spojrzała na mnie, tajemniczo się uśmiechając
Ścisnęła moją dłoń i ruszyła przed siebie. Posłusznie szedłem za nią, wpatrując się w jej smukłe ciało i jasne włosy. W końcu dziewczyna przystanęła, a ja spojrzałem na nią. Staliśmy naprzeciwko ścianie z drzew i krzewów. Keira uśmiechnęła się szeroko. Pogładziłem ją pieszczotliwie po policzku, a ona pocałowała mnie. Chwyciłem obie jej dłonie, a nasze palce splotły się. Westchnęła cicho.
- To tutaj? - spytałem
- Tutaj. - potwierdziła, patrząc się w dal
Trzymając się za ręce weszliśmy w krzewy, przechodząc na drugą stronę. Byłem nieco wyższy od Keiry, ale taka różnica wystarczyła, abym przy każdym kroku musiał schylać się, unikając konarów drzew. Przeszliśmy na drugą stronę, a Keira strzepała sobie z włosów odłamki roślin.
- Jeszcze kawałek. - oznajmiła
- Ale co tam jest?
- Dowiesz się. - uśmiechnęła się do mnie
- Kiedy?
- W swoim czasie.
- Ech... Niech Ci będzie, Keira. - pocałowałem ją w policzek, a ona oblała się rumieńcem - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Ale chodź już. - zaśmiała się cicho
Przewróciłem oczami, udając zirytowanego. Keira szturchnęła mnie lekko ramieniem i puściła się biegiem. Oczywiście ja ruszyłem za nią. Po kilku minutach biegu dotarliśmy. Przed nami rozciągał się nieziemski widok. Stado dzikich koni pasło się, jak gdyby nigdy nic. Otworzyłem usta, zdziwiony, ale też zachwycony. Keira stała u mego boku, uśmiechając się. Zarzuciła mi ręce na szyję i wtuliła głowę w moją klatkę piersiową.
Keira? C:
Subskrybuj:
Posty (Atom)