Moje ciało przeszył prąd. Ból rozdzierał moją klatkę piersiową i rozsadzał mi głowę. Jedyne, co widziałem w tej ciemności to dwie pary oczu, ciągle wpatrujące się we mnie. Śledziły każdy mój ruch. Wrzasnąłem z bólu, gdy znów poczułem prąd.
- Co to, do jasnej cholery?! – krzyczałem
Ale nie uzyskałem odpowiedzi. Znów poczułem ból. Był ogromny, przenikający każdą cząstkę mojego ciała. Coś mną potrząsnęło, coś znów zadało ten sam ból. Zacisnąłem zęby. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie miałem już siły.
Otworzyłem oczy. Leżałem w swojej jaskini, cały zlany potem. To tylko sen. Zwykły, codzienny sen... Ale wciąż czułem ten sam ból, który, zdawać by się mogło, kilka minut temu rozszarpywał moje ciało na miliony kawałków. Ten sam prąd wędrował po moich żyłach, przenoszony razem z krwią. Wstałem, lecz straciłem równowagę i znów runąłem na ziemię. Czułem, że muszę coś zrobić. Lecz co? Wybiegłem z jaskini. Coś, albo raczej ktoś mną kierował. Kazał mi iść do jaskini Aishy. Po co? Próbowałem się opierać, nie chciałem tam iść. Miałem co do tego złe przeczucia. Lecz moje ciało mnie nie słuchało. Myśli kłębiły się w mojej głowie, mieszały się. W końcu doszedłem do jaskini. Wparowałem do środka. Incantaso spojrzała na mnie, oszołomiona, lecz nim zdążyła coś powiedzieć uderzyłem w nią kulą ognia. Wadera, nie spodziewająca się takiego obrotu sprawy, była bezbronna. Uderzyła w kamienną ścianę i straciła przytomność. Uśmiechnąłem się podle. O to chodziło. Teraz miałem jedną, jedyną myśl – Zabić Aishę. Zmierzałem w jej kierunku, zostawiając za sobą niszczące wszystko płomienie. Jedyne, czego pragnąłem, było niesienie bólu i cierpienia. Nie. To nie było moje pragnienie. To było pragnienie tego, który mnie kontrolował. Stanąłem naprzeciwko Aishy. Wadera ucieszyła się na mój widok. Podeszła w moją stronę, lecz po chwili cofnęła się.
- Nuka? - szepnęła - Co się stało?
- Nic. - syknąłem - Jak na razie...
Rzuciłem się na nią, ślepo klepiąc zębami. Wadera krzyknęła. Pomieszczenie zaczęło płonąć, a ona szarpała się. Zaśmiałem się szyderczo i uniosłem łapę w górę. Gdy miałem zadać cios, Aisha spojrzała na mnie, wystraszona.
- Nuka! - krzyknęła - Przestań! To nie możesz być ty! Przestań!
- Siedź cicho! - wrzasnąłem i z całej siły ją uderzyłem
Jęknęła z bólu. Spojrzała na mnie. W jej oczach kłębiły się łzy. Bała się mnie. Nie wiedziała, do czego jestem zdolny. Nie chciała ze mną walczyć.
Ale to nie ja ją raniłem. Widząc cierpienie wymalowane w jej dużych, ciemnych i zalanych łzami oczach coś do mnie dotarło. Muszę walczyć. Ale nie z nią, czy kimkolwiek z zewnątrz. Z samym sobą. Wrzasnąłem i odskoczyłem od Aishy. Wadera spojrzała na mnie zszokowana. Wszędzie szalały płomienie. Moje ciało przeszedł prąd. Tak dobrze mi znany ból powrócił. Zacisnąłem powieki i zacząłem krzyczeć, wijąc się z bólu. Przez zalane łzami oczy zdążyłem jedynie wykrzyknąć;
- Uciekaj!
Wadera zaniemówiła. Nie chciała mnie tu zostawić. Próbowała do mnie podejść, lecz płomienie zagradzały jej drogę. Zaczęła kaszleć, dusić się dymem.
- Uciekaj! - powtórzyłem - Proszę... - dodałem szeptem
Nie miałem siły. Ból znów rozszarpywał me ciało, znów pochłaniała mnie ciemność. Ale mimo to walczyłem nadal. Po chwili moje ciało stanęło w płomieniach, a ja runąłem na ziemię. Wszystko ucichło. Ogień zniknął, ja straciłem przytomność.
Obudziłem się, cały obolały. Drgałem, wykończony. Z trudem łapałem powietrze. Aisha stała nade mną.
- Co.. Co się stało? - wyszeptałem, prawie niedosłyszalnie
I wtedy wszystko do mnie doszło. Ostatkami sił odskoczyłem od Aishy.
- Aisha... - napiąłem mięśnie
Wadera zrobiła krok w tył, niepewna moich zamiarów. Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie... Nie podchodź. - powiedziałem
- Co się stało, Nuka? - wyszeptała
- Nie wiem. Ale nie mogę Cię stracić. Nie podchodź. Proszę... - zacisnąłem zęby
Wadera odwróciła wzrok. Z trudem nabrałem powietrza. Westchnąłem cicho. I, zaciskając powieki, wybiegłem z jaskini.
Aisha? Wiem, scena niczym z nieudanego horroru x)
sobota, 21 czerwca 2014
sobota, 14 czerwca 2014
od Keiry - cd. Aceiro; do Aceiro
Szliśmy jakiś czas pogrążeni w milczeniu, krocząc polną ścieżyną w kierunku przeciwnym do morza. Kłosy traw obcierały się o nasze stopy wywołując delikatne mrowienie. Przystanęłam i odwróciłam się, by spojrzeć na błękit oceanu, teraz lśniący delikatnie w blasku poranka.
- Będąc przynależnymi do żywiołu wody doceniamy to co ona z sobą niesie - powiedziałam cicho. - "Łączy, odpowiada, truje, odkrywa i maskuje. Popatrz tylko, nadchodzi i odchodzi, zabierając wszystko za sobą" - wyszeptałam. - Woda nas fascynuje i podnieca, ale zarazem sprawia, że czujemy się w niej bezpiecznie, wbrew wszelkiemu prawu. Jesteśmy przystosowani do życia w niej, ale mimo to wybieramy ląd, nie mogąc się wyrzec jego naturalnego piękna. Zakochujemy się w świecie ponad nią. W lekkim muśnięciu wiatru, w ostrej burzy, w krwawych zachodach i równie krwawych wschodach. Wiesz, co kocham w życiu na powierzchni? - zwróciłam głowę ku Aceiro, delikatnie unosząc brwi.
- Przyjaciół?
- Kiedyś byłam samotna - przypomniałam mu. - Nie wiedziałam co to jest prawdziwa przyjaźń i więź między jedną osobą, a drugą. Jestem zatem w stanie żyć bez nich - pokręciłam głową wpatrując się w falujące morze. - Kocham coś, czego nigdy, choćbym żyła latami nie będę w stanie się wyrzec.
- Co to takiego?
Uśmiechnęłam się pod nosem i rzuciłam ukochanemu spojrzeniu z ukosa.
- Konie.
Aceiro? ;3
- Będąc przynależnymi do żywiołu wody doceniamy to co ona z sobą niesie - powiedziałam cicho. - "Łączy, odpowiada, truje, odkrywa i maskuje. Popatrz tylko, nadchodzi i odchodzi, zabierając wszystko za sobą" - wyszeptałam. - Woda nas fascynuje i podnieca, ale zarazem sprawia, że czujemy się w niej bezpiecznie, wbrew wszelkiemu prawu. Jesteśmy przystosowani do życia w niej, ale mimo to wybieramy ląd, nie mogąc się wyrzec jego naturalnego piękna. Zakochujemy się w świecie ponad nią. W lekkim muśnięciu wiatru, w ostrej burzy, w krwawych zachodach i równie krwawych wschodach. Wiesz, co kocham w życiu na powierzchni? - zwróciłam głowę ku Aceiro, delikatnie unosząc brwi.
- Przyjaciół?
- Kiedyś byłam samotna - przypomniałam mu. - Nie wiedziałam co to jest prawdziwa przyjaźń i więź między jedną osobą, a drugą. Jestem zatem w stanie żyć bez nich - pokręciłam głową wpatrując się w falujące morze. - Kocham coś, czego nigdy, choćbym żyła latami nie będę w stanie się wyrzec.
- Co to takiego?
Uśmiechnęłam się pod nosem i rzuciłam ukochanemu spojrzeniu z ukosa.
- Konie.
Aceiro? ;3
sobota, 7 czerwca 2014
od Aceiro - cd. Keiry; do Keiry
Drobny, zimny piasek szczypał nas w stopy, lecz nie zważaliśmy na to.
Ścisnąłem dłoń Keiry i pognałem przed siebie, ciągnąc za sobą
dziewczynę. Po chwili odwróciłem się, a dziewczynę przyciągnąłem w swe
objęcia. Po raz kolejny ją pocałowałem. Gdy nasze usta tkwiły w
namiętnym, długim pocałunku wszystko inne traciło wartość, istnieliśmy
tylko my. Pogładziłem ją po policzku, a ona zarumieniła się. Zetknęliśmy
się czołami, wpatrując w oczy. Serca nasze biły w tym samym rytmie,
oddechy zrównały się. Usiedliśmy na piasku. Zapletliśmy nasze palce, a
Keira oparła głowę na mym ramieniu. Przed nami rozpościerał się
przepiękny widok - zachód słońca. Dziewczyna westchnęła cicho. Tu było
tak spokojnie, błogo. Przymknąłem na chwilę powieki, rozkoszując się
ostatnimi promieniami słońca. Niebo miało teraz czerwono - pomarańczową
barwę.
- Przy Tobie czuję się tak bezpiecznie, Aceiro... – wyznała
Uśmiechnąłem się do niej czule. Cieszyłem się, że darzy mnie tak bezgranicznym zaufaniem. Z wzajemnością. Nic nie powiedziałem. Zamiast tego nachyliłem się nad nią i pocałowałem ją w policzek, który znów oblał się różowym rumieńcem. Mógłbym powiedzieć teraz coś w stylu ”Nigdy Cię nie opuszczę”, albo ”Chciałbym, abyś już zawsze była przy mnie”, ale wydawało mi się to zbędnym elementem. Keira bowiem wiedziała o tym doskonale. Milczałem więc, wpatrując się w jej piękne, błękitne oczy, które wiedziały o mnie wszystko. Czułem, jakby te właśnie oczy potrafiły czytać z mych myśli wszystko, nie zostawiając nawet krzty informacji. Ale tak było dobrze. Bo wiedząc o sobie wszystko, nic nie pozostawało do ukrycia. Otworzyłem usta, aby coś powiedzieć, ale dziewczyna przyłożyła mi do warg palec, na znak, abym pozostawił to dla siebie. Uśmiechnęła się tajemniczo i wstała, puszczając moją dłoń. Ruszyła w stronę lasu, a ja poszedłem za nią.
- O co chodzi, Keira?
- Teraz ja Ci coś pokażę... – szepnęła
Keira?
- Przy Tobie czuję się tak bezpiecznie, Aceiro... – wyznała
Uśmiechnąłem się do niej czule. Cieszyłem się, że darzy mnie tak bezgranicznym zaufaniem. Z wzajemnością. Nic nie powiedziałem. Zamiast tego nachyliłem się nad nią i pocałowałem ją w policzek, który znów oblał się różowym rumieńcem. Mógłbym powiedzieć teraz coś w stylu ”Nigdy Cię nie opuszczę”, albo ”Chciałbym, abyś już zawsze była przy mnie”, ale wydawało mi się to zbędnym elementem. Keira bowiem wiedziała o tym doskonale. Milczałem więc, wpatrując się w jej piękne, błękitne oczy, które wiedziały o mnie wszystko. Czułem, jakby te właśnie oczy potrafiły czytać z mych myśli wszystko, nie zostawiając nawet krzty informacji. Ale tak było dobrze. Bo wiedząc o sobie wszystko, nic nie pozostawało do ukrycia. Otworzyłem usta, aby coś powiedzieć, ale dziewczyna przyłożyła mi do warg palec, na znak, abym pozostawił to dla siebie. Uśmiechnęła się tajemniczo i wstała, puszczając moją dłoń. Ruszyła w stronę lasu, a ja poszedłem za nią.
- O co chodzi, Keira?
- Teraz ja Ci coś pokażę... – szepnęła
Keira?
czwartek, 29 maja 2014
od Keiry - cd. Aceiro; do Aceiro
Roześmiałam się cicho, radośnie wzdychając. Odsunęłam się nieco od ukochanego, zmierzyłam go czułym spojrzeniem, po czym zaplotłam mu na szyi ręce.
- Czyżby mój niepokonany rycerz się o mnie martwił? - szepnęłam, unosząc kąciki ust w półuśmiechu.
Aceiro nic nie odpowiedział, pochylił tylko głowę, jakby w oczekiwaniu. Staliśmy tak jakiś czas, on wpatrzony w dół, a ja w niego. Po chwili, która zdawała się ciągnąć godzinami, chłopak podniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy. Widząc uczucie, jakie się w nich kryło zaparło mi dech w piersi, jakby ktoś uderzył mnie weń spiżowym młotem. Trwałam tak, wpatrując się w te nieziemsko piękne oczy, skrywające miłość, oddanie i lojalność.
- Aceiro… - wymamrotałam, czyniąc niepewnie jeden krok do przodu. Uśmiechnął się tylko delikatnie, i wyciągnął ku mnie rękę. Przyjęłam ją, z mimowolnym wahaniem. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował zachłannie. Nie przerywając, zaczął płynąć w stronę świata. Drżąc z podekscytowania oddałam pocałunek i trzymając go ciągle za rękę jęłam poruszać się w górę. Zatraceni, ledwo zauważyliśmy, kiedy nasze głowy przebiły powierzchnię wody i owionął nas chłodny, orzeźwiający wiatr. Nie zwracaliśmy uwagi na fale rozbijające się wokół nas, na ostre wiry szarpiące naszymi ciałami, deszcz spadający z nieba. Istnieliśmy tylko my, w środku tej całej walki żywiołów. Dwie istoty, kochające się nad miarę, przeznaczone dla siebie, i tylko dla siebie stworzone.
- Keira… - Aceiro na moment oderwał się ode mnie by zaczerpnąć oddechu.
- Kocham cię… - odparłam z mocą. Chłopak w odpowiedzi ponownie mnie pocałował. Jego wargi smakowały morzem, słoną wodą i wiatrem. Oczy, o pięknej barwie jadeitu zdawały się być zaszklone.
- Chodź - szepnął i pociągnął mnie ku niskiemu brzegowi. Kiedy nasze nogi, poczuły pod stopami piasek poczułam napływ nowej siły. Uśmiechnęłam się do Aceiro, a jemu w odpowiedzi błysnęły tajemniczo oczy.
Aceiro? ;3
od Aceiro - cd. Keiry; do Keiry
- Keira! – z mego gardła wydarł się krzyk.
Zwierze obok mnie gwałtownie podniosło kopyta nad głową leżącej wadery. Bez namysłu skoczyłem w jej stronę i zablokowałem kopyta zwierzęcia, zamieniając się w człowieka i chwytając je rękoma. Koń gwałtownie odskoczył, zszokowany obrotem sprawy. Coś pękło, a koń wydobył z siebie cichy dźwięk. Teraz był wolny.
Chwyciłem głowę Keiry, unosząc ją. Drugie ramię wsunąłem jej pod grzbiet i wstałem, podnosząc ją. Koń zarżał i skoczył w moim kierunku. Teraz jego oczy zabłysnęły, a z chrap wydarło się chrapliwe, pełne paniki rżenie. Zwierze chciało walczyć. To było obroną przed strachem. Zarzuciło łbem i swe masywne ciało skierował wprost na mnie. Zacisnąłem dłonie na futrze Keiry i zrobiłem unik przed atakiem ze strony magicznego stworzenia. Jego muskularne nogi znów zawisły w powietrzu. Koń znów zarzucił łbem, ukazując białka swoich oczu. Keira poruszyła się niespokojnie, najwyraźniej się powoli przebudzając. Nie chciałem, aby coś jej się stało, tym bardziej, iż chciała ona uspokoić tego ogiera. To nie skończyło się dobrze. Przyłożyłem dłoń do jej skroni, usypiając ją i robiąc ją niewidzialną. Przykucnąłem i pogładziłem Keirę po uszach. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Uspokoję go, nie robiąc mu krzywdy. Obiecuję – szepnąłem i chwilowo zamieniłem jej ciało w wodę, która rozpłynęła się w otchłani
Czułem, jak ziemia za mną drży. Odwróciłem się gwałtownie, wstając. Szybkim ruchem ręki wytworzyłem naokoło mnie elektryczną osłonę. Gdyby nie to, iż posiadam żywioł wody, tworzenie czegoś takiego w wodzie mogłoby skończyć się bardzo źle. Tak jak przypuszczałem, koń od razu wyczuł niebezpieczeństwo. Uderzył ogonem w ziemię i stał, przyglądając mi się. Wziąłem głęboki oddech i przekroczyłem przez osłonę, nie wyrządzając sobie krzywdy. Koń bez namysłu ruszył w moim kierunku. W mojej zaciśniętej dłoni pojawiła się kula elektryczności, którą wystrzeliłem przed kopyta ogiera. Zwierze zawróciło gwałtownie i popędziło przed siebie. Odbijając się od piaszczystej ziemi, zagrodziłem mu drogę, łapiąc go za pysk. W jego okrągłych, inteligentnych i czarnych oczach widoczna była panika, jaka ogarnęła go teraz. Zgarnąłem z jego czoła grzywkę i przyłożyłem do niego dwa palce, łącząc się z nim telepatycznie. Koń zacisnął zęby i odwrócił łeb. Nie ufał mi. Do tego nie było to bezpodstawne... Walczyłem z nim. Przycisnąłem swoją twarz do jego pyska, przytrzymując go za grzywę. Koń chciał się wyrwać, lecz powstrzymałem go. Zamknąłem oczy i wyrównałem oddech. Po paru minutach ogier był spokojny. Spojrzał na mnie swym dzikim, acz łagodnym wzrokiem. Po chwili ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłem się pospiesznie, przygotowując się do obrony. Lecz ku mojemu szczęściu była to Keira pod postacią człowieka. Rzuciła mi się na szyję, a ja wplotłem palce w jej włosy, przyciskając ją do siebie. Pocałowałem ją i odetchnąłem z ulgą.
Keira? :*
Zwierze obok mnie gwałtownie podniosło kopyta nad głową leżącej wadery. Bez namysłu skoczyłem w jej stronę i zablokowałem kopyta zwierzęcia, zamieniając się w człowieka i chwytając je rękoma. Koń gwałtownie odskoczył, zszokowany obrotem sprawy. Coś pękło, a koń wydobył z siebie cichy dźwięk. Teraz był wolny.
Chwyciłem głowę Keiry, unosząc ją. Drugie ramię wsunąłem jej pod grzbiet i wstałem, podnosząc ją. Koń zarżał i skoczył w moim kierunku. Teraz jego oczy zabłysnęły, a z chrap wydarło się chrapliwe, pełne paniki rżenie. Zwierze chciało walczyć. To było obroną przed strachem. Zarzuciło łbem i swe masywne ciało skierował wprost na mnie. Zacisnąłem dłonie na futrze Keiry i zrobiłem unik przed atakiem ze strony magicznego stworzenia. Jego muskularne nogi znów zawisły w powietrzu. Koń znów zarzucił łbem, ukazując białka swoich oczu. Keira poruszyła się niespokojnie, najwyraźniej się powoli przebudzając. Nie chciałem, aby coś jej się stało, tym bardziej, iż chciała ona uspokoić tego ogiera. To nie skończyło się dobrze. Przyłożyłem dłoń do jej skroni, usypiając ją i robiąc ją niewidzialną. Przykucnąłem i pogładziłem Keirę po uszach. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Uspokoję go, nie robiąc mu krzywdy. Obiecuję – szepnąłem i chwilowo zamieniłem jej ciało w wodę, która rozpłynęła się w otchłani
Czułem, jak ziemia za mną drży. Odwróciłem się gwałtownie, wstając. Szybkim ruchem ręki wytworzyłem naokoło mnie elektryczną osłonę. Gdyby nie to, iż posiadam żywioł wody, tworzenie czegoś takiego w wodzie mogłoby skończyć się bardzo źle. Tak jak przypuszczałem, koń od razu wyczuł niebezpieczeństwo. Uderzył ogonem w ziemię i stał, przyglądając mi się. Wziąłem głęboki oddech i przekroczyłem przez osłonę, nie wyrządzając sobie krzywdy. Koń bez namysłu ruszył w moim kierunku. W mojej zaciśniętej dłoni pojawiła się kula elektryczności, którą wystrzeliłem przed kopyta ogiera. Zwierze zawróciło gwałtownie i popędziło przed siebie. Odbijając się od piaszczystej ziemi, zagrodziłem mu drogę, łapiąc go za pysk. W jego okrągłych, inteligentnych i czarnych oczach widoczna była panika, jaka ogarnęła go teraz. Zgarnąłem z jego czoła grzywkę i przyłożyłem do niego dwa palce, łącząc się z nim telepatycznie. Koń zacisnął zęby i odwrócił łeb. Nie ufał mi. Do tego nie było to bezpodstawne... Walczyłem z nim. Przycisnąłem swoją twarz do jego pyska, przytrzymując go za grzywę. Koń chciał się wyrwać, lecz powstrzymałem go. Zamknąłem oczy i wyrównałem oddech. Po paru minutach ogier był spokojny. Spojrzał na mnie swym dzikim, acz łagodnym wzrokiem. Po chwili ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłem się pospiesznie, przygotowując się do obrony. Lecz ku mojemu szczęściu była to Keira pod postacią człowieka. Rzuciła mi się na szyję, a ja wplotłem palce w jej włosy, przyciskając ją do siebie. Pocałowałem ją i odetchnąłem z ulgą.
Keira? :*
od Aceiro - cd. Racana; do Racana
Wadera skinęła głową. Ruszyliśmy przed siebie. Spojrzałem na Racana. Basior wyglądał na zadowolonego z siebie. W końcu właśnie ustalił taktykę polowania dla Przywódcy polowań. Uśmiechnąłem się do niego. On odwzajemnił uśmiech. Niech się cieszy, pomyślałem.
Po chwili Asoka wytropiła stado jeleni. Gdy chciałem ruszyć, Racan zagrodził mi drogę.
- A może by tak nasz kochany Aceiro sam zapolował? – spytał z nutką powątpiewania w głosie – Założę się, że nie dasz rady!
- Ach tak? – zakpiłem – Zrobię to z palcem w nosie!
- To jak? Do dzieła! – zaśmiała się Asoka
- Przyjmuję wyzwanie. – szepnąłem z determinacją i ruszyłem w stronę stada
Poruszałem się niezauważalnie, bezszelestnie i do tego szybko. Racan rzucił za mną kamień, przez co stado w popłochy rzuciło się do ucieczki.
- To nie fair! – rzuciłem przez ramię i, jeszcze bardziej zdeterminowany, ruszyłem w pogoń za jeleniami
Biegłem, oddychając miarowo. Gdy byłem wystarczająco blisko napiąłem mięśnie i skoczyłem na najbliższego jelenia. Za mną stał następny, którego powaliłem mocnym kopniakiem w głowę. Oba jelenie leżały teraz na ziemi, wydając ostatnie tchnienie. Spojrzałem w stronę Racana i Asoki. Uśmiechnąłem się z dumą i wysłałem im kpiące spojrzenie.
- I co? – zapytałem, prostując się – Zatkało?
Racan? >:)
czwartek, 22 maja 2014
od Incantaso - cd. Hondo; do Hondo
Obudziło mnie ciche tykanie. Im bardziej starałam się na powrót pogrążyć we śnie, tym ono bardziej narastało, jednak ja ciągle uparcie je ignorowałam. Dopiero kiedy przerodziło się w tubalne tupanie otworzyłam zaspane oczy.
- Dzień dobry - usłyszałam za swoimi plecami. Niechętnie odwróciłam głowę w tamtym kierunku, lecz kiedy zobaczyłam Hondo nagle cała moja niechęć znikła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Czemu mnie wcześniej nie obudziłeś? - spytałam z wyrzutem.
Wilczur tylko się zaśmiał.
- Budzę cię od co najmniej pół godziny - odparł rozbawiony. Chwilę jeszcze wpatrywałam się w niego lekko zirytowana, po czym westchnęłam.
- Nie jestem w stanie się na ciebie złościć - mruknęłam tonem obrażonego szczeniaka. - To niesprawiedliwe - poskarżyłam się.
- Ależ co jest niesprawiedliwe? - Hondo zbliżył się do mnie i pocałował. Kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy rzuciłam mu spojrzenie pełne zadowolenia, a zarazem irytacji.
- To - odparłam, całując go jednocześnie - że możesz mną manipulować. To skandaliczne. Żyjemy w wolnym państwie, gdzie niewolnictwo jest zakazane.
Oparłam głowę o jego ramię i mimowolnie westchnęłam.
- Przykro mi to przyznać, ale cię kocham - mruknęłam. Wilczur tylko się roześmiał, a na jego wargi wypełzł łobuzerski uśmieszek.
- Ja ciebie też - spojrzał na mnie z oddaniem - w tym, że mi akurat nie jest przykro.
Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Czy tylko mnie ta rozmowa wydaje się dziwna? - wyszczerzyłam zęby. - W normalnych parach nie ma takich dylematów.
- A bo my niby jesteśmy normalną parą? - Hondo posłał ku mnie najpiękniejszy ze swoich uśmiechów. - Chodźmy lepiej zapolować.
Hondo? <3 Wena (*)
Subskrybuj:
Posty (Atom)