sobota, 7 grudnia 2013

od Natalie - cd. Nuki; do Nuki


"Skąd ja to wiedziałam?" - pomyślałam. Zaczęłam biec brzegiem, próbowałam wzrokiem znaleźć Nukę. Na szczęście zahaczył o jakiś gruby pień w rzece. Łapa mnie nadal bolała, jeszcze gorzej, ale Nuka by mógł dalej popłynąć w nieznane. Skoczyłam do wody, prawie mnie porwał prąd. Dopłynęłam do Nuki, złapałam go i próbowałam dotrzeć do brzegu. Udało mi się, z trudem, ale się udało.
- Nic ci nie jest?
---------------------------
Nuka? (Przepraszam, że tak długo czekałeś)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Nowy wilk!

Wygląd wilka:


Imię: Eden
Płeć: Wadera
Wiek: 8 lat
Cechy: Rozważna, nie lubi oszustów.
Stanowisko: Magik

Żywioł: Woda, lód.
Moce: Czytanie w myślach, przepowiadanie przyszłości, potrafi wywołać zamieć śnieżną, panuje nad magią księżyca.
Patron: Barafu
Partner: Szuka
Rodzina: Nie żyje
.
Historia: Wyłoniła się z lodu.
Towarzysz: -
Właściciel: arabian horses
Inne zdjęcia:


niedziela, 1 grudnia 2013

od Nuki - cd. Aishy; do Aishy

Biegliśmy tak, aż w końcu ujrzeliśmy wilki, które próbowały zwyciężyć ludzi. Spojrzałem na Aishę lekko zaniepokojony. Ta westchnęła tylko, po czym od razu rzuciliśmy się do obrony watahy. Zauważyłem, że jakiś człowiek namierzył jednego ze szczeniaków watahy na swej broni. Warknąłem pod nosem i zawołałem Aishę. Ta spięła się cała i w ciągu chwili zatrzymała się przy mym boku. Spojrzałem na nią troskliwie, po czym skoczyłem za kłusownika. Zacząłem warczeć, on obrócił się, a ja skoczyłem na niego, powalając go. Aisha w tej chwili podbiegła do szczeniaka i złapała go za kark, po czym pobiegła i odłożyła go w bezpieczne miejsce. Ja przez ten cały czas pilnowałem, aby kłusownik nie wydostał się spod moich łap. W końcu jednak człowiek wyciągnął zza pasa pistolet. Wystrzelił we mnie, lecz odskoczyłem. Razem z Aishą zaczęliśmy uciekać. Kłusownicy zapędzili nas w „kozi róg”. Warczeliśmy zajadle, lecz oni ani myśleli się wycofać. Futro wilków - a szczególnie takich jak my, tzn. magicznych, jest trudno dostępne, a co najważniejsze - bardzo drogie. Aisha spojrzała na mnie nerwowo.
- Leć! - rozkazałem przyjaciółce.
- Ale...
- Ja sobie poradzę... - szturchnąłem przyjaźnie waderę.
- Nie mogę!
- Możesz! - Aisha nie wiedziała co zrobić, ale w końcu wzleciała w powietrze.
Leciała tak, byle szybciej, byle dalej... Nagle jeden z kłusowników podniósł broń w kierunku mojej przyjaciółki. Nie mogłem pozwolić, aby coś się jej stało. Skoczyłem w kierunku człowieka i złapałem strzelbę wpół. Teraz to ja zagoniłem ich w drogę bez wyjścia. Ze złością zmierzałem w kierunku bestii... Ludzie zaczęli uciekać, lecz jeden z nich strzelił jeszcze raz w drzewo przed- jak to już wcześniej nazwałem - „kozim rogiem”. Drzewo runęło przede mnie. Dym unoszący się z pożaru wywołanego strzałem, spowodował, iż w ciągu paru sekund straciłem przytomność. Było to bowiem trujące drzewo, nierzadkie w naszych terenach. Otworzyłem lekko oczy. Zauważyłem mą przyjaciółkę. Moją nie biologiczną siostrę, która podleciała do mnie i wyciągnęła mnie z pożaru. Obudziłem się w jej jaskini, a dokładnie jej i Severusa. Aisha siedziała obok mnie, i spoglądała na mnie zadowolona. Wstałem ociężale i uśmiechnąłem się do niej. Ta przytuliła się do mnie, wypowiadając te słowa;
- Nuka... udało się! Wypędziliśmy ich! Daliśmy radę... Ale tylko dlatego, iż działaliśmy razem....

Aisha

od Shandowa - cd.Incantaso

"Incantaso, widzisz, towarzysze przywódców - Alf i Bet są stworzeniami boskimi. Nie wątpię w prawdziwość twych słów, ale jednak, ja i Venaia nie jesteśmy boskimi stworzeniami"
"Czy zgodzicie się wyruszyć w góry północne i odzyskać pozostałe jaja? I ocalić pramatkę, Riveyę?"
"Nie sądzę, aby ktoś wyraził dezaprobatę, ale w imieniu zgromadzonego tutaj zespołu,tj. ja - Incantaso, Rey, Lili, Shida i Ezukae - zgadzamy się. Czy tak?"
"Ja chcę się dowiedzieć czemu to mnie wybrała pramatka, oraz nie chcę dopuścić do wymarcia smoków. Zgadzam się" powiedziała Shida. "A jak wy?"
"Jeśli Rey, to i ja" rzekła Lili. "Poza tym, jeśli faktycznie są tam jaja, to na pewno" uśmiechnęła się.
"A ty, Rey, Ezukae? Nie chcecie towarzyszyć swoim przyjaciołom?" Rey i Ezukae naradzali się krótko, ale w końcu odpowiedzieli; "Zgadzamy się"

od Incantaso - cd. Shandowa; do Shandowa

Zamyślona wsłuchiwałam się w niezwykle dworną przemowę Shandowa. Jego słowa zastanawiały mnie, wyczuwałam też w pozornie prostych zdaniach głębszy sens całej historii, która pozostawiła na wszystkich towarzyszących nam wilkach ślad, choćby powierzchowny. "Opowieść piękna - pomyślałam z sarkazmem. - Ale przecież na świecie istnieje niejeden smok. Choćby Septimus towarzyszący Arven, Credon - przyjaciel Carmen, lub Ashitaka - smoczyca, którą znam od wielu już lat. Albo ja czegoś nie rozumiem, albo Shandow nie przedstawił nam całej prawdy"

 - Shandowie?... - spytałam na głos. Majestatyczny smok uniósł swoją królewską głowę na wysokość moich oczu. - Jak to możliwe, że znam wiele smoków, ba, nawet z jednym się przyjaźnię od wielu już lat, a ty twierdzisz, że na świecie nie ma już przedstawicieli tej dumnej rasy?
Potężna bestia zaśmiała się chrapliwie.
"Wszystko zrozumiesz w swoim czasie" - wysłała do nas mentalną wiadomość.
- W swoim czasie? - prychnęłam.
Shandow westchnął i rozpoczął inny wątek historii. Niezwykły, niespodziewany, zaskakujący.

<Shandow?>

od Aishy - cd. Nuki; do Nuki

"Nie umieraj, zostań, proszę..." Jak przez mgłę słyszałam trwożne okrzyki naokół siebie. Z każdą sekundą traciłam siły, a zmęczone serce wybijało monotonny rytm coraz wolniej, wolniej i wolniej. "Nie, Aisha, nie!!!" Ktoś wyraźnie zwracał się do mnie po imieniu. Ktoś, kogo głos był znajomy. Ktoś... za kogo niemalże oddałam życie. Odemknęłam powieki. 

Nuka.

Stał przerażony i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi ze strachu oczyma. O coś mnie prosił, nie byłam jednak w stanie pojąć o co. Każde słowo, które spływało z jego ust w szaleńczym nurcie wezbranego potoku odbierałam jako uderzenie. Rozróżniałam pośród tej katorgi tylko poszczególne głoski. "A", "i", "s", "h", "a" - tylko tyle pojmowałam z jego gwałtownej mowy, gorąco wymawianych próśb. No właśnie, próśb? Czy on mnie o coś prosił?
Na moment straciłam przytomność, zmęczona i słaba. Podświadomie błagałam wszystkie bóstwa jakie znałam o śmierć, jednak gdzieś wewnątrz mnie nieustająco piszczał cienki głosik.
"Nie umieraj, chcesz żyć. Wmów to sobie, chcesz żyć" - jęczał żałośnie.
Ignorowałam go.
Ja nie chciałam żyć.
Teraz już same oddychanie sprawiało mi niewypowiedziany trud. Nie chciałam tego dłużej ciągnąć. Czemu nie miałabym się poddać?
"Złamiesz serce Severusowi. Incantaso, Hondo, Aragornowi, Asoce, Mike'owi, Destiny i Wiki. Może Merwanowi. Nuce" - kontynuował tajemniczy głos wyliczankę.
"Ale ja chcę umrzeć. Ja chcę umrzeć!" - krzyczała moja dusza. 
Umrzeć...
Na powrót straciłam przytomność.

Niespodziewanie wybudził mnie gorący płyn, którym ktoś widocznie mnie napoił. Ktoś czyli kto? Wrogowie, szpiedzy mrocznych, podstępna Bella, czy Sauron? Nie, Nuka.
Otworzyłam oczy i potoczyłam wzrokiem dookoła. Powoli odzyskiwałam siły. Jakiś wilk trącił mnie nosem.
- Nuka? - szepnęłam. Tak, to był on.
- Żyjesz - odparł radośnie. Chyba naprawdę się z tego powodu cieszył.
- Żyję - kiwnęłam ociężale głową. - Dzięki tobie.
- A ja dzięki tobie - wyszczerzył zęby basior. - Ale teraz chodź jeśli masz dość siły. Na terenie watahy toczą się zacięte walki. Ludzie opanowali nasze terytorium i powinniśmy się spieszyć.
Zerwałam się na równe nogi. Już nie czułam bólu. Wymieniłam szybkie spojrzenie z Nuką i ruszyliśmy bok w bok, ramię w ramię naprzeciw wrogom.

<Nuka? I jak tam u ciebie?>

Od Shandowa - cd.Shidy; do Rey'a/Incansato/Shidy/Ezukae/Lili/Venai

Dawny właściciel amuletu, Rey, nie wiedział o co mi chodzi. Widocznie wtedy był zbyt wykończony, by cokolwiek pamiętać. Drugi basior, Ezukae zaproponował mi duży pokój w koronie drzewa. Przystałem na to, ale ostrzegłem go, że potrzebuję podłoże z twardego, ochronionego zaklęciem drewna. Lubię podpalić swoje podłoże do snu, wtedy ziemia nie jest zimna. Ezukae powiedział, że się o to postara.
"Nie było mnie. Świat mnie nie znał, choć najstarsze drzewa wspominały dotyk moich skrzydeł, smród mojego ognia" Rozpocząłem opowieść. "Jednak wróciłem. Jako ten, którego przeznaczeniem jest ochronić rasę smoczą przed wymarciem. Nasza matka, Riveya, jest jak sądzę także matką Venai. Historia naszego rodu jest zawiła, więc nie będę was tym zamęczać, opowiem ją tylko w skrócie."Popatrzyłem na Rey'a. Zaniepokojony wąchał z partnerką swoje ślady. Były białe, jakby zamiast odcisków zostawiał śnieg...
"Kiedyś, gdy smoki zamieszkiwały tą krainę, wybuchł wulkan. Mnie nie było na świecie. Riveya, jako młoda smoczyca, przeżyła, ale została poważnie ranna. Swoją wiedzę i doświadczenie przekazała właśnie w ten amulet, którywrzuciłeś do wulkanu." Zwróciłem się do Reya. "Ale Riveya,oddała tylko część swej wiedzy, w nadziei, że ktoś odkryje moc amuletu i przyjdzie, aby odnowić smoczą rasę, bądź ją zniszczyć. Ale nie przeczuwała, że po wrzuceniu go do wulkanu, pojawię się ja i że będę mieć wiele wspólnego z dawnym właścicielem amuletu, czyli Tobą. Jako, że jestem smokiem śniegu,Ty także zostałeś po części związany ze śniegiem. Moim zadaniem jest doprowadzenie Venai, która zapewne za ingerencją Riveyi znalazła się przed Tobą, Shido. Ona jest odrodzicielką rodu, a ja jej przewodnikiem"

<Rey?In?Shida?Ezukae?Lili?Venaia?>