Kiedy wróciłam, Leo wciąż siedział w miejscu, w którym go zostawiłam. Na mój widok basior otworzył szeroko oczy.
- Co jest? Jakiś problem? - uniosłam pytająco brwi.
- Ty... jesteś cała we krwi... - jęknął.
- To nie był Jasper, tylko szpieg. A to oznacza, że Mroczni zgłębili już sztukę transmutacji.
- Aha... A, co z nim? - spytał.
- Jak to: "co z nim". Skoro jeszcze tu jestem, to wyjaśnienie jest tylko jedno. Zabiłam go. - wyjaśniłam.
- Aha...
- Jesteś mordercą. Dlaczego zabijanie napawa cię takim przerażeniem? - zdziwiłam się.
- Bo... bo myślałem, że jesteś inna. Delikatna. Miałem cię za wrażliwą księżniczkę, nie taką, która staje w obronie innych, ale taką, w której obronie stają inni.
Mimo napiętej atmosfery roześmiałam się.
- Ciekawe zestawienie słów. - mruknęłam.
- To nie jest śmieszne. - powiedział Leo. - Chciałem porozmawiać z tobą na poważnie. Naprawdę uważałem, że nie jesteś zdolna do krzywdzenia innych.
- Rozumiem, że nie jesteś zachwycony tą moją ukrytą stroną osobowości?
- Ja... To nie tak... - bąknął basior.
Prychnęłam i odeszłam w przeciwnym kierunku, udając, że nie słyszę cichnących w oddali wołań Leo. Znalazłam się na terenach Mrocznej Puszczy, która z dnia na dzień skupiała w sobie coraz więcej cieni.
[Leo?]
wtorek, 1 października 2013
Od Rey'a - cd. Lili; do Lili
Obudziło mnie oddychanie Safiry. Z trudem wstałem. Nie wiedziałem ile czasu upłynęło. Chyba dwa dni. A to znaczy że na ziemi nie było mnie już 2 tygodnie*! Podeszłem do mojej towarzyszki.
Ta lekko otworzyła oczy.
-Safira...-ucieszyłem się-lepiej?
-Tak. Trochę. Lepiej jak wrócimy na ziemię.
-Nie wiem czy dam radę. Bo widzisz nie... nie mm mocy!
-Musimy wrócić.
-Nie pokonasz takiej drogi lotem, a sama jesteś pozbawiona magii. Musimy poczekać
-Nie możemy Rey. To zajmie tydzień( w przeliczeniu łącznie będą tam siedzieć 2 miesiące i jeden tydzień)
-Wiem. Lecz nie mogę zaryzykować że znów cię stracę. Nie pozwolę sobie!
-Ja to nic. Musisz wracać. Ze mną lub beze mnie.
-Nie wracam. Zostaję. Musisz odpocząć. Postanowiłem.-wyszłem z groty i usiadłem na jakiś kamień. Myślałem- Wrócę gdy będę mógł, ona o tym nie zadecyduje. Następnego dnia poszłem
do jamy koło groty. Był w niej magiczny proszek.
Postanowiłem zebrać go trochę. Kolejne dni szybko mijały zwłaszcza na medytacji. Po upływie tygodnia postanowiliśmy wyruszyć
Lili???
*1 Dzień na księżycu to jeden tydzień na ziemi
Ta lekko otworzyła oczy.
-Safira...-ucieszyłem się-lepiej?
-Tak. Trochę. Lepiej jak wrócimy na ziemię.
-Nie wiem czy dam radę. Bo widzisz nie... nie mm mocy!
-Musimy wrócić.
-Nie pokonasz takiej drogi lotem, a sama jesteś pozbawiona magii. Musimy poczekać
-Nie możemy Rey. To zajmie tydzień( w przeliczeniu łącznie będą tam siedzieć 2 miesiące i jeden tydzień)
-Wiem. Lecz nie mogę zaryzykować że znów cię stracę. Nie pozwolę sobie!
-Ja to nic. Musisz wracać. Ze mną lub beze mnie.
-Nie wracam. Zostaję. Musisz odpocząć. Postanowiłem.-wyszłem z groty i usiadłem na jakiś kamień. Myślałem- Wrócę gdy będę mógł, ona o tym nie zadecyduje. Następnego dnia poszłem
do jamy koło groty. Był w niej magiczny proszek.
Postanowiłem zebrać go trochę. Kolejne dni szybko mijały zwłaszcza na medytacji. Po upływie tygodnia postanowiliśmy wyruszyć
Lili???
*1 Dzień na księżycu to jeden tydzień na ziemi
Głosowanie!
Mieliście oddać głosy do wczoraj do 22:00. Jeśli ich nie oddaliście, za późno.
Zostało postanowione przez was że wojna z Mroczną Watahą odbędzie się 26 października.
Każdy kto należy do watahy. Ma obowiązek napisać w tym dniu opowiadanie dotyczące wojny. Wszystkie opowiadania z tego dnia będą o wojnie z mrocznymi. Inne posty nie będą przyjmowane!
//Maja666666
Zostało postanowione przez was że wojna z Mroczną Watahą odbędzie się 26 października.
Każdy kto należy do watahy. Ma obowiązek napisać w tym dniu opowiadanie dotyczące wojny. Wszystkie opowiadania z tego dnia będą o wojnie z mrocznymi. Inne posty nie będą przyjmowane!
//Maja666666
Przygotowywania - cz 2
-Dziękuję Day-powiedziałam-czy mogę udać się już na ziemię? Muszę kogoś odwiedzić.
-Nie zatrzymuję cię.-uśmiechnęłam się tylko. Pożegnałam się z Tarą przyjacielskim uściskiem, a na Dragona tylko spojrzałam. To była przeszłość. Kłaniając się Day równocześnie przeteleportowałam się na ziemię. Trapiła mnie sprawa z Dragonem. To było za czasów gdy jeszcze się uczyłam. Ale te czasy minęły.Nagle pojawił się nieoczekiwany gość.
-Bella!-wykrzyknął
-Co ty tu robisz!?! Jesteś głównym strażnikiem!
-Day mi pozwolił. Mam godzinę. Proszę chcę porozmawiać!
-Masz 5 minut! Dłużej nie. Mam sprawy do załatwienia
-Pamiętasz uczelnie gdy mieliśmy wa lata?
-Za bardzo! Chętnie o tym zapomnę!
-Ja to też pamiętam. Wiedziałem że ty.. Ale i tak to zrobiłem. Nie ma dla mnie wytłumaczenia. Dla mnie i mojego głupstwa. Proszę! Daj mi drugą szansę!
-Nie mogę. Ten kto zawiedzie mnie jeden raz ten jest w stanie zawieść drugi-powiedziałam.Nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Nie mogę. Choćby nie wiem jak się starał.
Nie mogłam! -Pięć minut minęło!-chciałam przeteleportować się do krainy, lecz on chwycił mnie za futro. I przytulił. Znowu poczułam stare czasy. Moje stare wspomnienia,ale tym bardziej przypomniałam sobie te złe.
-Powiedziałam, że nie wrócę!-wykrzyknęłam wyrywając się. Po chwili znalazłam się już w krainie...
-Nie zatrzymuję cię.-uśmiechnęłam się tylko. Pożegnałam się z Tarą przyjacielskim uściskiem, a na Dragona tylko spojrzałam. To była przeszłość. Kłaniając się Day równocześnie przeteleportowałam się na ziemię. Trapiła mnie sprawa z Dragonem. To było za czasów gdy jeszcze się uczyłam. Ale te czasy minęły.Nagle pojawił się nieoczekiwany gość.
-Bella!-wykrzyknął
-Co ty tu robisz!?! Jesteś głównym strażnikiem!
-Day mi pozwolił. Mam godzinę. Proszę chcę porozmawiać!
-Masz 5 minut! Dłużej nie. Mam sprawy do załatwienia
-Pamiętasz uczelnie gdy mieliśmy wa lata?
-Za bardzo! Chętnie o tym zapomnę!
-Ja to też pamiętam. Wiedziałem że ty.. Ale i tak to zrobiłem. Nie ma dla mnie wytłumaczenia. Dla mnie i mojego głupstwa. Proszę! Daj mi drugą szansę!
-Nie mogę. Ten kto zawiedzie mnie jeden raz ten jest w stanie zawieść drugi-powiedziałam.Nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Nie mogę. Choćby nie wiem jak się starał.
Nie mogłam! -Pięć minut minęło!-chciałam przeteleportować się do krainy, lecz on chwycił mnie za futro. I przytulił. Znowu poczułam stare czasy. Moje stare wspomnienia,ale tym bardziej przypomniałam sobie te złe.
-Powiedziałam, że nie wrócę!-wykrzyknęłam wyrywając się. Po chwili znalazłam się już w krainie...
Od Jaspera - cd. Carmen; do Carmen
Ał-myślałem wciąż z zamkniętymi oczami. Czułem że ktoś jest obok. Nie wiedziałem kto. Nie mogłem otworzyć oczu. Słyszałem tylko szyderczy śmiech. Z trudem otworzyłem oczy. Zobaczyłem małego elfa*. Który dał mi lilię. Lecz wyglądał teraz bardziej przerażający i wielkością dorównywał dorosłemu człowiekowi.
-Zostaw mnie! Nie masz prawa mnie tu więzić!
-Zgodnie z umowa mam.-powiedziała z uśmieszkiem na twarzy.-Mam tu twoją lilię. Chyba zwiędła.-znowu zaśmiała się-Widzisz? Umowa moja, a ja nie jestem zjawą. Jesteś teraz moim więźniem-nie mogłem uwierzyć. Lilia zwiędła.
-Nigdy nie będę twój-rzekłem i rzuciłem się na elfa. Gdy leżała na ziemi zacząłem uciekać. Korytarzem. Nie wiem jak mógł istnieć taki świat w jeziorze. Gdy dobiegłem do końca korytarza zobaczyłem portal. Bez zastanowienia wskoczyłem do niego. Pojawiłem się na skraju jeziora.
Obróciłem się by sprawdzić czy nikt za mną nie idzie. Wtedy zobaczyłem m odbicie.
Nie mogłem uwierzyć! Co się ze mną działo? A może jednak elfica mówiła prawdę? Zacząłem biec w stronę mrocznej watahy Tylko tam czułem się teraz bezpiecznie.
Tam spotkałem osobę, której najmniej teraz potrzebowałem.
-Jasper! Nic ci nie jest!-krzyknęła Carmen przytulająca się do mnie.
-Zostaw mnie!-odtrąciłem ją.
-Ja....Jasper!
-Przestań.
-To co ci powiedziała to nie prawda.-rzekła
-Nie obchodzi mnie jej zdanie. Rzuciłaś lilię. Ja rzucam wszystko inne-zacząłem biec w głąb lasu. Po chwili nastała tz. wieczna ciemność. Tutaj nawet magia nie dałaby rady rozjaśnić ciemności. Wszystko co łączyło mnie z tą watahą to Bella....
Carmen???
-Zostaw mnie! Nie masz prawa mnie tu więzić!
-Zgodnie z umowa mam.-powiedziała z uśmieszkiem na twarzy.-Mam tu twoją lilię. Chyba zwiędła.-znowu zaśmiała się-Widzisz? Umowa moja, a ja nie jestem zjawą. Jesteś teraz moim więźniem-nie mogłem uwierzyć. Lilia zwiędła.
-Nigdy nie będę twój-rzekłem i rzuciłem się na elfa. Gdy leżała na ziemi zacząłem uciekać. Korytarzem. Nie wiem jak mógł istnieć taki świat w jeziorze. Gdy dobiegłem do końca korytarza zobaczyłem portal. Bez zastanowienia wskoczyłem do niego. Pojawiłem się na skraju jeziora.
Obróciłem się by sprawdzić czy nikt za mną nie idzie. Wtedy zobaczyłem m odbicie.
Nie mogłem uwierzyć! Co się ze mną działo? A może jednak elfica mówiła prawdę? Zacząłem biec w stronę mrocznej watahy Tylko tam czułem się teraz bezpiecznie.
-Jasper! Nic ci nie jest!-krzyknęła Carmen przytulająca się do mnie.
-Zostaw mnie!-odtrąciłem ją.
-Ja....Jasper!
-Przestań.
-To co ci powiedziała to nie prawda.-rzekła
-Nie obchodzi mnie jej zdanie. Rzuciłaś lilię. Ja rzucam wszystko inne-zacząłem biec w głąb lasu. Po chwili nastała tz. wieczna ciemność. Tutaj nawet magia nie dałaby rady rozjaśnić ciemności. Wszystko co łączyło mnie z tą watahą to Bella....
Carmen???
Od Haru - do Lili
Spacerowałam sobie lasem nucąc pod nosem wesołą melodię.Nagle zobaczyłam że coś się rusza w krzakach.Przestałam nucić i powoli podeszłam do zarośli,i leciutko je odchyliłam.Nagle wyskoczyła na mnie brązowa wilczyca.krzyknęłam przerażona i obie poturlałyśmy się z górki.Wadera przygwoździła mnie do ziemi.
-Hej!-krzyknęła radośnie
-Hej?-odpowiedziałam nie pewnie-Jak masz na imię?
Lili?
-Hej!-krzyknęła radośnie
-Hej?-odpowiedziałam nie pewnie-Jak masz na imię?
Lili?
Od Intimisimi
Historia mojego dzieciństwa nie jest może jakaś wyjątkowo smutna, ale dla mnie to tragedia. Wygnać wilka bo jest magiczny!? A, nie wiecie o co chodzi? Zaraz wam opowiem... urodziłam się w zwykłej watasze, jako córka postawionej nisko w hierarchii pary. Byłam jedną z liczącego 6 szczeniąt miotu. W wieku 2 miesięcy niestety ( jak się później okazało) ujawniły się moje czarodziejskie moce; niechcący zamieniłam brata w śnieg:) Rodzice byli tym przejęci, ale oni to mały pikuś w porównaniu z Alfami... Oni zarządzili : Wygnać! Moi rodzice błagali, prosili, ale to nic nie dawało. Się trzeba było wynosić. I tak się błąkałam pięć lat aż tu dotarłam. O proszę. Moja historia jest taka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
