poniedziałek, 1 lipca 2013

Powitajmy nowego wilka!


Imię: Shira
Płeć: wadera
Wiek: 2 lata
Cechy charakteru: miła, ale tylko i wyłącznie dla wilków z watahy,wyniosła, dumna, żywiołowa, ruchliwa, dla nieznanych – mordercza.
Stanowisko: zwiadowca
Specjalizacja: ciche skradanie, śledzenie, szpiegowanie.
Żywioł: wiatr, woda, powietrze.
Moce: moce bitewne, podróżowanie cieniem, teleportacja, moce telepatyczne; czytanie w umysłach itp.
Główny bóg/patron: Water,
Partner: brak,
Rodzina: rodzina pochodziła z Mrocznej Watahy,
Co lubi: tropienie,
Czego nie lubi: pająków,
Przyjaciele: Incantaso
Wrogowie: Mroczna Wataha
Historia: Uciekłam z Mrocznej Watahy i po wyczerpującej podróży dotarła tutaj, gdzie natknęła się na wilczycę Incantaso i wspólnie dotarły do jaskini alf...
Właściciel: Silmarilion

niedziela, 30 czerwca 2013

od Incantaso - cd. Delgado; do Delgado/Hondo

Obudziłam się późnym popołudniem zmęczona codzienną bieganiną. Słońce stało już wysoko, a Alurien uśmiechnął się krzywo;
- No i co? Jak tam romantyczne wieczory z demonicznym partnerem?
- Stul dziób - warknęłam i wychynęłam z jamy. Była piękna pogoda. Delikatny wiatr muskał szerokim skrzydłem pasy makowych pól i tylko słychać było świergot pokląskw, które rytmicznie chwiały się na wysokich trawach.
- Witaj poranku - mruknęłam i dopiero teraz zauważyłam, że nie ma Hondo w jaskini.
- Al! - zawołałam do białozora - Czy wiesz, gdzie się wybrał Hondo?!
- Yhm... - mruknął ptak - Wstał wczesnym rankiem i powiedział do mnie, abym Cię nie budził.
- I ty go posłuchałeś? - ryknęłam - Gdzie on teraz jest?
- A bo ja wiem... Myślisz, że od rana ganiam za narwanymi wilczurami? - żachnął się białozór i wleciał do swej niszy, aby spożyć upolowane śniadanie.
- Do diabła... - zaklęłam - Gdzie on może się podziewać...?
Pozostawało mi jedno. Pobiegłam w ślad jego tropu. Kierował się on ku... jaskini Sary! Poczułam oburzenie i wściekłość. "Wredny zdrajca! "- krzyczała moja dusza.
Ale tam trop się urwał. A więc Hondo nie wchodził do jaskini... Zobaczyłam skłębowane ślady świadczące o walce...
- No i coś ty narobił? - mruknęłam pod nosem.
Biegłam dalej, chwilę potem zobaczyłam Hondo. Stał naprzeciw skrzydlatego, fioletowego wilka.
- O nie... Nie pozwalam - szepnęłam sama do siebie i stopiłam się z cieniem, aby być nie zauważona. Hondo był rozwścieczony. Jego oczy pałały nienawiścią, futro miał zjeżone i w niektórych miejscach zbroczone krwią.
- Nie podobasz mi się - warknął fioletowy - I to nie tylko ze względu na to, że mnie zaatakowałeś. Zostawiłeś Sarę na pastwę losu. Tak nie postępuje żaden wilk. Nawet ten najbardziej nieprzyzwoity - zmierzył pogardliwym wzrokiem Hondo.
- Ah... czyżby? - spytał cichym, rozgniewanym głosem basior - Może ona nie zasłużyła na moją miłość? Może nie zasłużyła na niczyją miłość?
- Odczep się od niej! - wycedził fioletowy o imieniu Delgado - Raczej Ty nie zasłużyłeś na nią!
Wilki rzuciły się na siebie. Trwałaby ostra walka, gdyby nie ja. Nadal nie widzialna wskoczyłam między wilki i szybkim ruchem ugodziłam Delgado w pierś, po czym zdjęłam cienistą zasłonę.
- Powiem raz: Spadaj i nie chcę Cię więcej widzieć! - warknęłam drżąc ze złości.
- Jasne. Myślisz, że jakaś wilczyca mnie pokona? - spojrzał na mnie wilczur z góry.
- Jeśli chcesz się tego dowiedzieć nie ma sprawy - czułam obezwładniają złość.
Wilk tylko zmrużył oczy i wycofał się.
- Uratowałaś mi życie, Incantaso - uśmiechnął się słabo Hondo - Mało brakowało...
- E tam... Poradziłbyś sobie z nim - prychnęłam.
- Kocham Cię - zamachał ogonem radośnie jak pies.
- A myślisz, że ja nie? - i pobiegliśmy razem do domu. Przeczuwałam jednak, że Delgado się zemści i dlatego też starannie zatarłam nasze ślady.
Delgado? Hondo?

Nieobecność

od 01.07. - 13.07. nie będę mogła aktywnie uczestniczyć w blogu, dlatego wszystkie opowiadania, pomysły itp. przesyłajcie do Maja666666. Proszę także o zbytnie nie rozwijanie powieści do mojego powrotu - chciałabym także się udzielać w jej pisaniu.
//Carmen

od Hondo - cd. Incantaso

Obudziłem się w środku nocy.Leżałem na plecach,i wpatrywałem się w sklepienie jaskini.Było cicho.Nigdy w życiu nie ,,słyszałem'' tak głuchej ciszy.
Nagle usłyszałem wycie jakiegoś wilka.Na pewno nie był z naszej watahy,lecz byłem zbyt zaspany,aby zareagować.Wycie zbudziło jednak Incantaso.
-Słyszałeś?-szepnęła
-Co?-mruknąłem.
-Chyba mroczni weszli na nasz teren.A przynajmniej jeden.-powiedziała wciąż szepcząc.
-Eee tam-wetknąłem twarz w koję energicznym ruchem.
-Nie ''eee tam,, tylko musimy to sprawdzić.-powiedziała trochę zdenerwowana moim lenistwem.
Nie...In daj mi spać-mruczałem pod nosem.
-No chodź.To pewnie ich zwiadowca.Hooooodoooo-zaczęła szarpać mnie delikatnie za skórę.
-No,dobra,dobra już wstaję!-mruknąłem i wyszliśmy z jaskini.
-Tam jest!
-To nie wilk tylko kłoda.I właśnie dlatego nie powinniśmy wstawać.Odwala nam-powiedziałem
-To jak wyjaśnisz że kłoda nam ucieka!-Incantaso rzuciła się w pogoń za wrogim zwiadowcą.
-O kurczę,to nie kłoda,Zaczekaj!-dołączyłem do niej.
Wilk był bardzo szybki,i wciąż robił natłe zawroty i skręty by nas zgubić.Był na serio nie zły.Incantaso mogła sobie polecieć,a ja co chwila nie wyrabiałem się na zakrętach.Zwiadowca wyprowadził nas aż do Puszczy cieni.Miał tam przewagę,ale Incantaso znała już to miejsce.W pewnym momęcie biegłem na równi z nim,byliśmy wtedy w chyba najstraszniejszym i nakciemniejszym miejscu w lesie.Mroczny zwiadowca uśmiechnął się do mnie w stylu,,Żegnaj mugolu*''I wyprzedził mnie.Jego zwycięstwo nie trwało długo,ponieważ coś złapało go od góry.Było zbyt ciemno bym mógł ocenić co to było,ale widziałem jedynie ogromnął czarnął łapę wciągającą intruza do ciemności.Po chwili usłyszeliśmy straszne wrzaski,a potem tylko odgłos morza krwi i wnętrzności spadających na ziemię.Cofnąłem się o dwa kroki do tyłu,a obok mnie wylądowała Incantaso.
-Co to jest?!-szepnęła wystraszona.
-Nie mam pojęcia.Uciekamy.
-Nie musisz powtarzać dwa razy-szepnęła po czym rzuciliśmy się do ucieczki.
Usłyszałem tylko głośne,gromkie warknięcie,a potem dudniące kroki.,,Temu czemuś'' się nie spieszyło,za to my biegliśmy w obawie że możemy podzielić los naszego intruza.Byłem zbyt przestraszony by popatrzeć za siebie.
-Hondo,teleportacja!-krzyknęła do mnie Incantaso w biegu
-Nie mogę!.J-jestem zestresowany!Leć!
-Bez ciebie nigdy!Skup się proszę!
-T-teleportacja!
-Nie działa!Uhhh-przewróciła się.
-Incantaso!-podbiegłem do niej.-To się zbliża!Teleportacja!!!-krzyknąłem tak że echo rozniosło się po całym lesie.
Otwożyłem oczy.Byliśmy w jaskini.Dzięki Fire'owi.Popatrzyłem na Incantaso.
-Widziałaś co to było?!
-Nie,ale to coś żyje w lesie cieni..Dobrze że nic ci nie jest-przytuliłem ją.
-Dobrze że się umiesz teleportować-zaśmiała się
-No i dlatego powinniśmy spać.
-Taak.Powinniśmy powiedzieć o tym stworze...
-Carmen i Jasperowi?Nie.Zacznął panikować.Nazwałem go...black demon,co ty na to?
-Tak super.Czułam się tak jak bym grała w horrorze.-ułożyła się na koi
-Jesteś tu ze mną bezpieczna morderco-usmiechnąłem się do niej czule i położyłem się kołoniej
-A ty ze mną..smutna rozgwiazdo.-położyła głowę na moim ramieniu i oboje zasnęliśmy.

*Mugol-wilk ze zwykłymi mocami.Są także wilki o ponad przeciętnych mocach takie jak;Carmen,Arven,Severus czy Bella

od Delgado

Znalazłem się w watasze zaklętego źrodła poprzez gorączkowe wyszukiwanie Sary.Wówczas wyszkoliłem moje umiejętności tropienia,ganiania i wiele innych.Lecz nie chciałem pomagać w inny sposób na walkach lub być szpiegiem.Chciałem pomagać innym jako lekarz.Rozmawiałem już z Carmen oraz poznałem miłego Jaspera, który serdecznie przywitał mnie.Spytałem Carmen o Sarę dowiedziałem się o wszystkich wydarzeniach jakie ja tu spotkały za równo tych dobrych jak i złych i smutnych.Kiedy wiedziałem już gdzie mieszka rzuciłem się dosłownie lecąc na miejsce.Gdy byłem już na miejscu ostrożnie wszedłem do tajemniczej jamy.Była pięknie przyozdobiona.Nie było tam ani jednej żywej duszy ale nie.Spojrzałem w głąb i ujrzałem przepiękną waderę razem z jakimś wysokim i święcącym się pegazem.Z tego co widziałem wynikało na to, że prowadzili ze sobą rozmowę.Chciałem tak szybko ją zobaczyć ale przecież ona się zmieniła...Nie wiedziałem jak do niej zagadać czy zwykłe czułe słówko zadziała.A może ona mnie nie pozna?I potraktuje jak wroga?Wiedziałem, że nie mogę od tak do niej podejść ale w tym czasie nie miałem żadnego pomysłu jakby tu przywitać samicę, którą ostatni raz widziałem kilka lat temu właściwie widziałem ją jak miałem 2 lata a ona rok.Z tego czasu jest normalne, że może mnie nie pamiętać.Uraziło by to moje kruche serduszko.Ukazuję je tylko wiernym mi wilkom, które znam dosyć długo lecz z nią z Sarą było inaczej.Wiedziałem, że bedzie moja ona była z jakimś Hondo z tego co wiem od Carmen ale na szczęście to już przeszłość.Wszedłem w głąb jaskini i zawołałem
-Piękna jak kwiat lilii-zawołałem nie głośno lecz łagodnie jak z przed lat.
Sara wstała uniosła uszy i rozglądała sie po jaskini.Dało mi to znać, że chyba jednak mnie pamięta wkroczyłem ku niej i ukazałem się.
-Delgado?-Spytała po czym się zarumieniła.
Ja tylko śiewałem pod nosem "Ta piękna, którą z przed laty ujrzałem.Była jak kwiat lilii.Odnajdę ją zaufałem jej.Pójdę za nią choćby i na koniec świata.Zrobiłbym wszystko dla niej..."
-Delgado!-Krzyknęłam uradowana po czym wtuliła się w moje futro.
Wiedziałem, że wystarczy tylko spojrzeć, mowa nie ma znaczenia.Czytamy sobie z mimiki twarzy na tyle dobrze się znamy.
Tak się w nią wtuliłem, aż skulgneliśmy się z jaskini i wylądowaliśmy przy rzece.
-Delgado kocham cię!-krzyknęła
-Kocham cię to wypłynęło z mego serca-Powiedziałem.
-Znasz już Carmen i Jaspera?
-tak.
-Znam też całą twoją historię, kiedy mi to opowiadali omal się nie rozpłakałem rozumiem co pzreszłaś gdy mnie nie było u twojego boku.
-Nieważne teraz będziemy razem.-Zaśmialiśmy się.
-Hondo-mruknęła pod nosem Sara
-Wiem o nim.-odpowiedziałem
-On tam jest nie zwracaj na niego uwagi-rozkazała.
-No dobrze zrobię dla ciebie wszystko-chrumknąłem szczęśliwy
-Chrumkasz jak świnka-zaśmiała się.
Tęskniłem za twoim śmiechem.
-Ach tak a więc tylko za tym?
-Nie no za całą tobą
-I to rozumiem-uśmiechnęła się ale chyba sztucznie
-A co z Verą?
-Vera przybyła tu ze mną Vera-młodsza siostra Sary
-A Carmen powiedziała abym zostawił ją w jaskini szczeniąt.
-Ach no dobrze zaopiekujemy sie nią razem?
-Jak własną córką?-Spytałem
-Tak.
-No dobrze.
-Trzeba tylko powiedzieć Parze alfa, że wieźniemy za nią odpowiedzialność.
-Dobrze a możesz to załatwić?
-Ok a od kiedy tutaj jesteś?
-Kilka dni lecz od razu nie chciałem się ujawniać.
-Rozumiem.
-Musze pędzić do jaskini lekarzy wiesz muszę czuwać nad robotą.
-Ale nie przesiadują zbyt długo z Kate Lily-warknęła
-To moja praca ale wiesz, że ty jesteś moim słoneczkiem.
-Ach wiem-powiedziała zadumana
-To spotkamy się wieczorem pa!-Zapewniłem waderę.
Tym czasem napotkałem na drodze wkurzonego Hondo nie wiem co on do mnie ma ale powiedział
-Nie podobasz mi się więc chyba cię wyeliminuję-uśmiechnął się głupio.
Potem zaś rzucił się na mnie efektownie odbiłem go od siebie a on upadł na drzewo lecz nie był to koniec zaciętej walki a wszystkiemu przygladała się z boku Sara, która była gotowa do walki.czekała na ten moment żeby wkroczyć.Skoczyła pomiędzy nas wytłumaczyliśmy, że to nasza sparawa.

No więc Hondo co potem zrobiliśmy wytłumaczyliśmy to sobie czy jednak walka toczyła się dalej??

sobota, 29 czerwca 2013

Powitajmy nowego wilka!


Imię: Delgado
płeć:Basior
Wiek:4lata
cechy:romantyczny,miły,przyjacielski,inteligentny,utalentowany,wierny,pewny siebie,niebezpieczny,nieprzewidywalny,samotnik (różne cechy się u niego przejawiają).
Stanowisko:Lekarz.
specjalizacja:morderca,szpieg,tropiący,szaman,lekarz.
żywioł:woda,ziemia,powietrze.
Moce:teleportacja,lewitacja,czytanie czyichś myśli,przwidywanie przyszłości.
Patron:Bóg burzy storm
partner:Zakochany w Sarze.
Rodzina:wychowuje się sam od zawsze.
co lubi:Wadery,spacery wieczorem,kąpiel w wodzie,romantyczki.
czego nie lubi:gorąca,wrogów,oszustów.
Przyjaciele:Wszyscy z watahy
Wrogowie:Przedstawiciele mrocznej watahy
Historia:Zaraz po urodzeniu został porzucony przez rodzinę sądzono, że to taka tradycja z przed lat.Zapoznałem młodą wilczycę Sarę, która była moją przyjaciółką a z czasem zakochałem się w niej chociaz ona nic nie wie.Poszukiwałem jej gorączkowo po zaginięciu i odnalazłęm tutaj w watasze.
Towarzysz:
http://pu.i.wp.pl/k,NDExODk4OTMsNDYyODQxNTA=,f,nehym8.jpg
Imię:Ama
Rodzaj:Wilczyca
Gatunek:towarzyszka ognia.
płeć:wadera
Historia:Sara dała mi ją na pamiątkę po jej znikinięciu przyżekłem, że zajmę się nią,a ona pomoże mi znaleźć Sarę, to podobno jej siostra, którą znam tylko ja.
Właściciel: Demitrios

od Incataso - cd. Hondo; do Hondo

- No jasne! - odparłam - Jakbyś nie wiedział to ja już czekam na to kilka minut!
Szczerze mówiąc nie byłam pewna czy zjeżdżać z tej górki czy nie... Było stromo, ale ufałam Hondo.
- Raz, dwa, trzy! - zawołał basior i ruszyliśmy. Czułam jak pęd powietrza rozwiewa mi szarą grzywę i otumania. To było wspaniałe uczucie. Jak przez mgłę usłyszałam głos Hondo:
- A teraz skaczemy...
- Co?! - ryknęłam.
- Na mój znak...! - zawył wilczur.
- Ależ Hondo...Zaczekaj! - ryk wiatru zagłuszył moje słowa i jedynie zobaczyłam jak Hondo zeskakuje z pędzących sań. Zrobiłam to samo, ale nieco za późno i sturlałam się na sam brzeg przepaści.
- Uff... o mało brakowało - mruknęłam pod nosem i wbrew pozorom, miałam ochotę jeszcze raz odbyć tą szaloną podróż i niemalże wskoczyć w ramiona śmierci.
- Niezłe, co? - Hondo podbiegł do mnie.
- To było... - szukałam słów odpowiednich, aby zobrazować tę przejażdżkę - ...cudowne, wspaniałe, straszne i niezwykłe...!
- No widzisz? - basior tylko się uśmiechnął i pomógł mi wstać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak jest późno.
- Rozgwiazdo? - zawołałam wilczura.
- Tak?- odwrócił się.
Nic nie powiedziałam tylko podbiegłam do niego i go pocałowałam. W końcu cofnęłam się o krok i drżącym głosem spytałam:
-A może... może być chciał zamieszkać u mnie?
Hondo był ewidentnie zaskoczony.
- No co? - zmarszczyłam czoło.
- Nie, no nic, tylko... jak dotychczas nikt mi tego nie zaproponował.
- No to będę pierwsza. - uśmiechnęłam się drapieżnie.
- Ale czy masz dość miejsca? - spytał.
- No jasne! - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
- To chodźmy.
Przeteleportowaliśmy się do gaiku, który leży nad Krwawymi Torfowiskami i stamtąd pobiegliśmy do mojej jaskini. Zaspy były wysokie i coraz trudniej było się poruszać. Odchyliłam kotary i wskoczyliśmy do środka jamki.Natychmiast zapaliłam świece i wymościłam wilczurowi legowisko, tuż obok swojego. Położyliśmy się i okryłam go pieszczotliwie skrzydłem.
- Dobranoc, morderco - wymruczałam.
- Słodkich snów, In - przytulił się do mnie i tak zasnęliśmy. Przez sen słyszałam jedynie huk wiatru i śmiech szakali...

Hondo? - Skończysz już wątek naszej miłości jednym, solidnym wpisem?