Oddychałam głęboko wpatrując się w błękitnoszarą masę wody ponad nami. Gdzieś tam, wysoko ponad światem, górował księżyc srebrząc jasną poszlaką taflę morza. Tutaj, na dnie, byłam tylko ja, Aceiro i to dziwne stworzenie, przypominające po trochu konia, po trochu rybę. Jego silne, muskularne przednie nogi młóciły wodę jakby walczył z nieistniejącym nurtem, a rozwiana, dzika grzywa opadała na oczy. W miejscu, gdzie koński tułów przechodził w rybi ogon skóra lśniła nieziemsko pokryta gęstą siateczką delikatnych, lecz twardych łusek. Silne płetwy rozgarniały wodę kiedy koń poruszał się do przodu. Jednak w jego zachowaniu było coś dziwnego. Jakby niezależna, wolna natura została zamknięta w przyciasnej klatce. Zwierzę wykonywało dziwne manewry unosząc wojowniczo przednie nogi i potrząsając łbem. Ogon nieustająco uderzał w wodę, broniąc się jakby przed napastnikiem.
- On się boi - wymamrotałam. Aceiro spojrzał na mnie zdziwiony.
- Skąd wiesz? - zmarszczył brwi. - Wygląda raczej na agresywnego.
Oderwałam na chwilę wzrok od konia i rzuciłam szybkie spojrzenie ku Aceiro.
- Spójrz na niego - powiedziałam spokojnie. - Może i wydaje się agresywny, ale jeśli nawet jest, to z czegoś to musi wynikać. Najprawdopodobniej to zachowanie ma podłoże w psychice zwierzęcia - na przykład, a raczej na pewno - w strachu. Gdyby był po prostu zły, nie widać by było co chwila białek jego oczu, Aceiro - przekonywałam wilka. - Jeśli się czegoś boi, musimy go uspokoić. Jeszcze sobie zrobi krzywdę, biedaczysko.
Basior nie wyglądał co prawda na zachwyconego tym pomysłem, ale skinął głową.
- Co proponujesz zrobić?
- Musimy do niego podejść - poinstruowałam. - Co prawda dzięki żywiołowi, może poruszać się bez oporu, ale i tak róbmy to powoli, żeby się nie zdenerwował.
Ruszyliśmy, ale nie nadchodziliśmy z ukrycia, żeby swym pojawieniem się nie zestresować magicznego zwierzęcia. Podchodząc, przemawiałam do niego łagodnie, ale mimo to koń szarpał się jakby na niewidocznym uwiązie...
Nagle klasnęłam w łapy. To jest to! On musi być po prostu przywiązany!
Uradowana swym odkryciem zbliżyłam się do stworzenia, lecz nagle poczułam ogłuszający ból w głowie. Obezwładniona runęłam w ciemność.
Aceiro? =3
piątek, 18 kwietnia 2014
czwartek, 17 kwietnia 2014
od Aceiro - cd. Keiry; do Keiry
Chwyciłem ją za łapę i wciągnąłem pod wodę. Keira na początku patrzyła na mnie otępiałym wzrokiem, lecz gdy tylko zaczerpnąłem powietrza, ona zrobiła to samo i się rozluźniła. Płynęliśmy jeszcze przez parę minut, aż naszym oczom ukazała się piękna, podwodna kraina. Keira aż otworzyła usta ze zdziwienia, lecz ja zamknąłem je namiętnym pocałunkiem.
Popłynęliśmy jeszcze odrobinę w dół, aż nasze łapy zetknęły się z delikatnym, miękkim i jaskrawożółtym piaskiem. Uśmiechnąłem się do Keiry, a ona to odwzajemniła.
- Chodź za mną... – szepnąłem.
Wadera kiwnęła głową. Zapewne, gdybyśmy nie władali nad żywiołem wody, nie zrozumielibyśmy się. Nie moglibyśmy nawet oddychać...
Ruszyłem przed siebie, a Keira podążała za mną. Widziałem, że wadera czuje podniecenie. Uśmiechnąłem się do niej szeroko. Zacząłem ją oprowadzać.
- ... Tu z kolei jest świątynia – mówiłem. - ...A tu, jak widzisz, bawią się młode, podwodne stworzenia – tłumaczyłem
Wszędzie pełzały przedziwne stwory. Pełzały, pływały. Miały różne kształty i kolory. Jedne świeciły, inne wyróżniały się swoją wielkością. Zawyłem krótko, a po chwili odpowiedział mi głuchy głos, który należał do jednego z podwodnych ssaków. Całą krainę przysłonił cień, po czym podpłynęło do nas jedno z największych stworzeń wodnych. Ogromny, przepiękny Płetwal Błękitny. Keira otworzyła szeroko oczy. Wskoczyłem na grzbiet ssaka i ruchem łapy nakazałem jej zrobić to samo. Po chwili Keira siedziała i opierała mi swój łebek na ramieniu. Westchnęła, zachwycona.
~*~
Pomogłem waderze zeskoczyć z ssaka. Uśmiechnąłem się do niej. Nie potrzebowaliśmy słów. Pobiegłem przed siebie, walcząc z oporem wody. Keira pognała moim śladem.
~*~
Zaczailiśmy się w przepięknej, kolorowej rafie. Wadera uśmiechała się pod nosem. Zresztą ja również. Przed nami rozlegało się pasmo skał lodowych. Dwa pasma skał lodowych, między którymi pasło się.... coś. A dokładnie mistyczne, błękitno - granatowo - niebieskie stworzenie. Niby to koń, niby ryba. Oczy zwierzęcia szkliły się, gdy zarzucał swoim potężnym łbem.
Nie ruszaliśmy się. Nie wydawaliśmy dźwięków, tylko, zachwyceni, przyglądaliśmy się mu. Spojrzałem na moją ukochaną i trąciłem ją leciutko nosem. To jedyny ruch jaki wykonałem w ciągu ostatnich paru minut.
> Keira? :3
Popłynęliśmy jeszcze odrobinę w dół, aż nasze łapy zetknęły się z delikatnym, miękkim i jaskrawożółtym piaskiem. Uśmiechnąłem się do Keiry, a ona to odwzajemniła.
- Chodź za mną... – szepnąłem.
Wadera kiwnęła głową. Zapewne, gdybyśmy nie władali nad żywiołem wody, nie zrozumielibyśmy się. Nie moglibyśmy nawet oddychać...
Ruszyłem przed siebie, a Keira podążała za mną. Widziałem, że wadera czuje podniecenie. Uśmiechnąłem się do niej szeroko. Zacząłem ją oprowadzać.
- ... Tu z kolei jest świątynia – mówiłem. - ...A tu, jak widzisz, bawią się młode, podwodne stworzenia – tłumaczyłem
Wszędzie pełzały przedziwne stwory. Pełzały, pływały. Miały różne kształty i kolory. Jedne świeciły, inne wyróżniały się swoją wielkością. Zawyłem krótko, a po chwili odpowiedział mi głuchy głos, który należał do jednego z podwodnych ssaków. Całą krainę przysłonił cień, po czym podpłynęło do nas jedno z największych stworzeń wodnych. Ogromny, przepiękny Płetwal Błękitny. Keira otworzyła szeroko oczy. Wskoczyłem na grzbiet ssaka i ruchem łapy nakazałem jej zrobić to samo. Po chwili Keira siedziała i opierała mi swój łebek na ramieniu. Westchnęła, zachwycona.
~*~
Pomogłem waderze zeskoczyć z ssaka. Uśmiechnąłem się do niej. Nie potrzebowaliśmy słów. Pobiegłem przed siebie, walcząc z oporem wody. Keira pognała moim śladem.
~*~
Zaczailiśmy się w przepięknej, kolorowej rafie. Wadera uśmiechała się pod nosem. Zresztą ja również. Przed nami rozlegało się pasmo skał lodowych. Dwa pasma skał lodowych, między którymi pasło się.... coś. A dokładnie mistyczne, błękitno - granatowo - niebieskie stworzenie. Niby to koń, niby ryba. Oczy zwierzęcia szkliły się, gdy zarzucał swoim potężnym łbem.
Nie ruszaliśmy się. Nie wydawaliśmy dźwięków, tylko, zachwyceni, przyglądaliśmy się mu. Spojrzałem na moją ukochaną i trąciłem ją leciutko nosem. To jedyny ruch jaki wykonałem w ciągu ostatnich paru minut.
> Keira? :3
środa, 9 kwietnia 2014
od Rick' a - cd. Belli; do Belli
- Co mam zrobić? - pytałem samego siebie. Była wtulona we mnie - Bella...
Natalie natomiast warczała na mnie, nie słuchałem jej, czułem żal i
słabość.
- Bella...
- Tak?
- Kochasz mnie? Czy jesteś ze mną z przymusu?
Bella?
- Bella...
- Tak?
- Kochasz mnie? Czy jesteś ze mną z przymusu?
Bella?
niedziela, 6 kwietnia 2014
Nowy wilk!
Imię: Sheo (czyt. Szijo), Władca Wszechświata
Płeć: Basior Wiek: 4 lata Cechy: Szarmancki, opiekuńczy, stanowczy, odważny, inteligentny, charyzmatyczny. Stanowisko: Zwykły mag Żywioł: Ogień, ziemia Moce: związane z żywiołami, zna ogrom zaklęć i klątw (wszystkich rodzajów), wizje z przeszłości i przyszłości i teraźniejszości, wychodzenie i wchodzenie do swojego ciała( jego dusza w tym czasie może przejąć kontrolę nad innym ciałem(opętać go) i później wrócić do swojego dawnego ciała), czytanie w myślach, przemiana w smoka i jednorożca( posiada wtedy dodatkowe moce), władanie wszechświatem( sprowadzanie Czarnej Dziury itp.) Patron: Univers Partnerka: Szuka Rodzina: Siostra - Eishra, rodzice i wataha zniknęli. Historia: W swojej byłej watasze był uczony na najwyższej klasy maga. Zdawał w wieku 2 lat. Gdy miał pokazać ostatnie zaklęcie ( w tym najtrudniejsze) . W tym samym czasie znalazł się w nieznanym mu miejscu. Przez kilka lat podróżował po świecie spotykając się z magami i czarownikami którzy nauczyli do wielu zaklęć i klątw. Pokazywali mu jak używać jego mocy i kiedy je wykorzystwać (jako smok i jednorożec). Gdy poznał całą wiedzę zaczął szukać swoją rodzinę (a przynajmniej siostrę i watachę). I odnalazł Eishre. Towarzysz: - Właściciel: ~Lou~ Jako smok: Jako jednorożec: Gdy ma wizję, lub korzysta ze swoich mocy (tych kosmicznych )
|
|
Od Eishry - do Sheo
Musiałam sobie wszystko poukładać... Rozpoczynałam nowy rozdział w moim życiu. Lucius spał w swojej tajemnej jaskini, której za żadne skarby nie chciał mi jej pokazać. Byłam sama w lesie. Położyłam się na aksamitnej trawie i zaczęłam rozmyślać o życiu i śmierci. O nieśmiertelności też.
- Nieśmiertelność to dar czy przekleństwo? - rozmyślałam.
Nie wiem po co i na co ale znów poszłam ale na otwartą przestrzeń. Zawsze się jej bałam. Stanęłam na środku, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w dźwięki otaczające mnie. Ale zamiast usłyszeć te wszystkie piękne melodie usłyszałam trzepot skrzydeł smoka. Błyskawicznie wzięłam się w garść. Spojrzałam w górę i zobaczyłam to czego się spodziewałam. Smoka. Ale zamiast uciekać zaczełam myśleć o Sheo. To mój brat. Kiedy go ostatni raz widziałam, to życzył mi powodzenia w polowaniu Alf. Bestia była wysoko na niebie i latała nade mną w kółko. Zaczęła powoli zniżać się na dół , a ja myślałam jak mój brat kochał te stworzenia. Smok po jakimś czasie całkowicie zleciał na ziemię i wlepił we mnie swe przepiękne ślepia.
Widać było gołym okiem że, chce mnie zabić.
- Sheo - szepnęłam tak cicho że, ledwie sama siebie słyszałam.
Betia gwałtownie się zatrzymała. Zmieniła się w wilka i powiedziała:
- Eishra?
-Tak, a ty Sheo? - wymamrotałam.
Wilk podszedł do mnie i przytulił.
- Tak, jestem Sheo- powiedział.
^^^^^^^Sheo?^^^^^^^^
- Nieśmiertelność to dar czy przekleństwo? - rozmyślałam.
Nie wiem po co i na co ale znów poszłam ale na otwartą przestrzeń. Zawsze się jej bałam. Stanęłam na środku, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w dźwięki otaczające mnie. Ale zamiast usłyszeć te wszystkie piękne melodie usłyszałam trzepot skrzydeł smoka. Błyskawicznie wzięłam się w garść. Spojrzałam w górę i zobaczyłam to czego się spodziewałam. Smoka. Ale zamiast uciekać zaczełam myśleć o Sheo. To mój brat. Kiedy go ostatni raz widziałam, to życzył mi powodzenia w polowaniu Alf. Bestia była wysoko na niebie i latała nade mną w kółko. Zaczęła powoli zniżać się na dół , a ja myślałam jak mój brat kochał te stworzenia. Smok po jakimś czasie całkowicie zleciał na ziemię i wlepił we mnie swe przepiękne ślepia.
Widać było gołym okiem że, chce mnie zabić.
- Sheo - szepnęłam tak cicho że, ledwie sama siebie słyszałam.
Betia gwałtownie się zatrzymała. Zmieniła się w wilka i powiedziała:
- Eishra?
-Tak, a ty Sheo? - wymamrotałam.
Wilk podszedł do mnie i przytulił.
- Tak, jestem Sheo- powiedział.
^^^^^^^Sheo?^^^^^^^^
sobota, 5 kwietnia 2014
Od Racana - cd. Aceiro; do Aceiro
No tak. Aceiro jeszcze nie wyjrzał z dziecięcych docinków, pomyślałem. W sumie ja chyba też.
- Ej, Aceiro - odezwałem się, próbując zamaskować rumieniec na moim pysku.
- Co? - spytał basior, cały rozbawiony.
Uśmiechnąłem się figlarnie do Asoki i wysłałem jej myśl przez umysł:
Zostań. Za chwilę wrócimy.
Asoka kiwnęła głową, wiedząc, że chcę nauczyć Aceiro moresu.
- Aceiro, twoimi żywiołami są woda i elektryczność. Nie boisz się... ognia?
- Woda zawsze poskramia ogień i gasi wszelkie nadzieje - mruknął basior. - Z kolei twoimi żywiołami są lód i woda.
- Tak, to prawda - mruknąłem i wezwałem magię. W moich łapach zajaśniała kulka ognia, jednak rzuciłem czar rozpraszający uwagę Aceiro, by nie zauważył płomieni. Rzuciłem zaklęcie na kulę ognia, by nie dawało się zgasić.
- Diverti! - syknąłem.
Jednak Aceiro zdawał się niczego nie widzieć.
- Aceiro! - krzyknąłem. - Łap!
Rzuciłem basiorowi kulę, która uderzyła go w pierś. Na szczęście nie oparzył go. Aceiro wskoczył do jeziora, chcąc ugasić kulę. W panice, skakał po jeziorze i brzegu.
Z uśmiechem zgasiłem kulę na odległość magią. Aceiro zatrzymał się gwałtownie z wyrazem zdezorientowania na pysku.
- Widzisz - uśmiechnąłem się - całkiem dobrze władam magią.
Aceiro?
- Ej, Aceiro - odezwałem się, próbując zamaskować rumieniec na moim pysku.
- Co? - spytał basior, cały rozbawiony.
Uśmiechnąłem się figlarnie do Asoki i wysłałem jej myśl przez umysł:
Zostań. Za chwilę wrócimy.
Asoka kiwnęła głową, wiedząc, że chcę nauczyć Aceiro moresu.
- Aceiro, twoimi żywiołami są woda i elektryczność. Nie boisz się... ognia?
- Woda zawsze poskramia ogień i gasi wszelkie nadzieje - mruknął basior. - Z kolei twoimi żywiołami są lód i woda.
- Tak, to prawda - mruknąłem i wezwałem magię. W moich łapach zajaśniała kulka ognia, jednak rzuciłem czar rozpraszający uwagę Aceiro, by nie zauważył płomieni. Rzuciłem zaklęcie na kulę ognia, by nie dawało się zgasić.
- Diverti! - syknąłem.
Jednak Aceiro zdawał się niczego nie widzieć.
- Aceiro! - krzyknąłem. - Łap!
Rzuciłem basiorowi kulę, która uderzyła go w pierś. Na szczęście nie oparzył go. Aceiro wskoczył do jeziora, chcąc ugasić kulę. W panice, skakał po jeziorze i brzegu.
Z uśmiechem zgasiłem kulę na odległość magią. Aceiro zatrzymał się gwałtownie z wyrazem zdezorientowania na pysku.
- Widzisz - uśmiechnąłem się - całkiem dobrze władam magią.
Aceiro?
środa, 2 kwietnia 2014
Od Raian - cd. Nuki; do Nuki
Gdy skończyliśmy posiłek nastał zmrok. Poszliśmy na polanę, po czym położyliśmy się na trawie. Patrzyliśmy na gwiazdy i wymyślaliśmy przeróżne konstelacje.
- Popatrz, to wygląda jak biegnący wilk - powiedział Nuka.
- O, a ta jak mały króliczek - odpowiedziałam. - Ale to fajne!
- Jak to, nigdy nie patrzyłaś w gwiazdy? Ja robiłem to często z moim ojcem, gdy jeszcze żył.
- Ja... Mój ojciec zginął, gdy byłam mała, a matka została wypędzona. Nie miałam rodzeństwa. Ja miałam być przyszłym przywódcą naszej watahy. Ale musiałam uciekać, bo zrobiłam coś strasznego. Przez to nie mogę wrócić.
- Dlaczego? Przecież miałaś być alfą. Co się stało?
- Nie chcę o tym mówić. To już przeszłość i nie chcę do niej wracać, jasne ?
- Dobrze, skoro nie chcesz, to nie mówmy o tym.
- A i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Wszyscy myślą, że napadła nas wroga wataha, lecz to tylko kłamstwo. Nikt nie może się dowiedzieć pamiętaj, nikt. Muszę już iść, cześć - dodałam szybko i uciekłam
Nuka został na polanie, a ja biegłam przez las. Nie wiedziałam dokąd, chciałam uciec przed wspomnieniami. Nienawidziłam siebie za to co zrobiłam, niestety to była moja wina. Miałam nadzieję, że zapomnę, ale nie mogłam.
Nuka ?
- Popatrz, to wygląda jak biegnący wilk - powiedział Nuka.
- O, a ta jak mały króliczek - odpowiedziałam. - Ale to fajne!
- Jak to, nigdy nie patrzyłaś w gwiazdy? Ja robiłem to często z moim ojcem, gdy jeszcze żył.
- Ja... Mój ojciec zginął, gdy byłam mała, a matka została wypędzona. Nie miałam rodzeństwa. Ja miałam być przyszłym przywódcą naszej watahy. Ale musiałam uciekać, bo zrobiłam coś strasznego. Przez to nie mogę wrócić.
- Dlaczego? Przecież miałaś być alfą. Co się stało?
- Nie chcę o tym mówić. To już przeszłość i nie chcę do niej wracać, jasne ?
- Dobrze, skoro nie chcesz, to nie mówmy o tym.
- A i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Wszyscy myślą, że napadła nas wroga wataha, lecz to tylko kłamstwo. Nikt nie może się dowiedzieć pamiętaj, nikt. Muszę już iść, cześć - dodałam szybko i uciekłam
Nuka został na polanie, a ja biegłam przez las. Nie wiedziałam dokąd, chciałam uciec przed wspomnieniami. Nienawidziłam siebie za to co zrobiłam, niestety to była moja wina. Miałam nadzieję, że zapomnę, ale nie mogłam.
Nuka ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



)