Ja Maja666666 będę nieobecna gdyż mój komputer zostanie zabrany do naprawy(tak naprawdę już jest w naprawię i piszę z laptopa kuzynki). Nie wiem do kiedy będę nieobecna. Moderatorem na czas gdy nie będzie mnie ani koniary zostanie Igas. Proszę wszystkie opowiadania wysyłać do niego.
//Jasper
piątek, 5 lipca 2013
Od Belli-cd Saverusa
Skoczyłam za nim w przepaść. I kto tu skacze do dziury-pomyślałam z lekkim oburzeniem. Złapałam go i położyłam już na powierzchni.
-Wolę zginąć i cię kochać. Nie obchodzi mnie to co się ze mną stanie?! Ja cię kocham!
-On cię zabiję !
-Nikt nie jest niezwyciężony! Nawet on! Ty myślisz, że mnie zabije. Ale to nie prawdapowiedziałam
Sev co teraz zrobisz?
-Wolę zginąć i cię kochać. Nie obchodzi mnie to co się ze mną stanie?! Ja cię kocham!
-On cię zabiję !
-Nikt nie jest niezwyciężony! Nawet on! Ty myślisz, że mnie zabije. Ale to nie prawdapowiedziałam
Sev co teraz zrobisz?
Od Saverusa-cd Belli
-A ja wolę byś nie umarła z mojej winy.-wypiąłem dumnie pierś.
-Mogę nawet zginąć.
-Nie jestem wart śmierci kogoś tak wyjątkowego.
-Kocham cię.Dlaczego tego nie powiesz?Dlaczego się nie przyznasz.
-Bo nie powinienem.Jak się zakocham stracę moją potęgę i będę m-m-mugolem-powiedziałem z odrazą.
-Czyli kim?
-Czyli wilkiem bez nad przyrodzonych mocy.Twoja siostra miała by z tego satyswakcję.
-I tylko o to chodzi?!Boisz się stracić moce?!
-Nie!Nie dość że stracę moce,ty zginiesz!
-Wolała bym..
-Nie wolała byś!Nie wiesz co mówisz.Śmierć jest straszna,wiem bo sam już umarłem przed wcześnie.Dlaczego się mnie uczepiłaś?!Dlaczego zmuszasz mnie do miłości?!.,,Pokochaj mnie albo rzucę się do dziury'' to twoja logika?!
Bella miała już otworzyć pysk by coś powiedzieć,ale poszedłem na sam kraniec klifu pod którym było może i bez namysłu skoczyłem.Poczułem wiatr opływający moją twarz,a w końcu wodę.Było ciemno.Umiałem oddychać pod wodą,jest to moja ulubiona moc(zaraz po odporności na czytanie w myślach).Zastanawiałem się co ona robi.Pewnie sobie poszła..Chyba.Nie chcę jej skrzywdzić,ale ona mnie szantarzuje do miłości.Nawet jak bym chciał nie mogę jej pokochać.Wypłynąłem na brzeg i skierowałem się do mojej chaty.Musiałem..odpocząć
-Mogę nawet zginąć.
-Nie jestem wart śmierci kogoś tak wyjątkowego.
-Kocham cię.Dlaczego tego nie powiesz?Dlaczego się nie przyznasz.
-Bo nie powinienem.Jak się zakocham stracę moją potęgę i będę m-m-mugolem-powiedziałem z odrazą.
-Czyli kim?
-Czyli wilkiem bez nad przyrodzonych mocy.Twoja siostra miała by z tego satyswakcję.
-I tylko o to chodzi?!Boisz się stracić moce?!
-Nie!Nie dość że stracę moce,ty zginiesz!
-Wolała bym..
-Nie wolała byś!Nie wiesz co mówisz.Śmierć jest straszna,wiem bo sam już umarłem przed wcześnie.Dlaczego się mnie uczepiłaś?!Dlaczego zmuszasz mnie do miłości?!.,,Pokochaj mnie albo rzucę się do dziury'' to twoja logika?!
Bella miała już otworzyć pysk by coś powiedzieć,ale poszedłem na sam kraniec klifu pod którym było może i bez namysłu skoczyłem.Poczułem wiatr opływający moją twarz,a w końcu wodę.Było ciemno.Umiałem oddychać pod wodą,jest to moja ulubiona moc(zaraz po odporności na czytanie w myślach).Zastanawiałem się co ona robi.Pewnie sobie poszła..Chyba.Nie chcę jej skrzywdzić,ale ona mnie szantarzuje do miłości.Nawet jak bym chciał nie mogę jej pokochać.Wypłynąłem na brzeg i skierowałem się do mojej chaty.Musiałem..odpocząć
Od Incantaso-cd Shiry
Od Incantaso - do Shiry
Kiedy dotarliśmy wreszcie wraz z Hondo do jamy nakazałam mu odpoczynek, a sama zaczęłam się przygotowywaniem eliksirów zdrowotnych. W ciągu ostatnich kilku tygodni nauczyłam się dość sporo z tej dziedziny magii. Teraz siedziałam w swoim kącie przy biurku, gdzie na ogół ważyłam mikstury. Wyjęłam niewielki kociołek z dębowej szufladki i wrzuciłam tam sproszkowaną skórkę węża Eskulapa, szczyptę pyłków z Szkarłatnych Maków* (ich nadmiar grozi samozapłonem) oraz próbkę przywracając zdrowie mazi. Szybko wymieszałam wszystkie składniki i postawiłam kocioł na ogniu.
- No, no, jeszcze chwila, rozgwiazdo – zawołałam do rannego basiora. Z oddali dobiegł mnie znudzony głos Hondo:
- In, czy zamierzasz tam spędzić całą noc? – jęknął.
- Nie, głuptasie. Po pierwsze jeśli nie zauważyłeś jest dzień, a po drugie już kończę! – krzyknęłam.
- Dobrze, już dobrze… - stęknął tylko wilk i tyle go słyszałam. Kiedy mikstura była gotowa przelałam ją do drewnianej michy i skierowałam się ku Hondo.
- Masz – wetknęłam mu w łapy naczynie.
- Co to jest? – spojrzał na eliskir,a potem na mnie.
- To ci pomoże – obiecałam. – A, i nie wychodź dziś z jamy! Opatul się najlepiej kocem, znajdziesz go w drugiej niszy od wejścia. Jeśli byłbyś głodny…
- Incantaso! – przerwał mi zdecydowanym głosem wilczur – Nie zachowuj się tak, jakbyś była moją matką!
Spojrzałam tylko na niego rozbawiona i parsknęłam śmiechem.
- Wedle twojej woli, paniczu – mrugnęłam do towarzysza porozumiewawczo i podbiegłam do wyjścia z jaskini.
- A ty, gdzie się wybierasz? – spytał nagle Hondo marszcząc czoło.
- Muszę się przejść. – skrzywiłam się nieznacznie – Zaraz wrócę i tak nie będę się za bardzo oddalać – uśmiechnęłam się.
- Niczego ci nie zabraniam – mruknął Hondo – Ale chciałem wiedzieć…
- To już wiesz… - podbiegłam do niego i trąciłam go nosem w pysk – Niebawem wrócę… - i wybiegłam.
Dzień miał się ku końcowi. Słońce powoli skrywało się za horyzontem, a nad Krwawe Torfowiska wypełzała właśnie srebrzysta mgiełka. Pobiegłam na patrol w okolicy. Dość długo nie słyszałam nic oprócz szelestu łapek gryzoni, które umykały przede mną do jamek i borsuków, które nie były zachwycone perspektywą spotkania ze mną. Niedługo potem wyczułam jednak mocny zapach innego wilka.
- Wadera. – skwitowałam ślady tym komentarzem i pobiegłam za świeżym jeszcze i nie ostygłym tropem. Aby być niezauważona skorzystałam ze swych nowych mocy. Stopiłam się z cieniem tak, aby zużywać zarazem mniej energii i przeobraziłam swoją duszę w jej odzwierciedlenie w cieniu. Teraz byłam po pierwsze niewidzialna, ale nikt nie mógł też telepatycznie wyczuć mojej istoty. Biegłam właśnie w kierunku rzeki, kiedy ślad się urwał. „Podejrzane…” – pomyślałam i zbadałam najbliższe drzewa. Tropu jak nie było tak nie było. „Podejrzane” – powtórzyłam i poczęłam przyglądać się czubkom traw. Jeden z nich właśnie się rozprostowywał. „Była tu. Na pewno…” – moje myśli krążyły wśród drzew, aby wyczuć jej duszę. Niestety nikogo nie wyczuły. Biegłam dalej w ślad nikłego tropu. I nagle ją zobaczyłam. Stała mniej więcej 50 metrów ode mnie na polanie, wylegując się w blasku księżyca. Była bardzo ładna, ale na jej twarzy widać było niepokój i obawę. Jeszcze bardziej skryłam swoje myśli i podkradłam się. Nie słyszała mnie, ani nie widziała. W końcu stałam w odległości kilku metrów od niej. Na szczęście wiatr mi sprzyjał, gdyż wiał w moją stronę i nie mogła mnie wyczuć. Nagle wilczyca wstała, a ja rzuciłam się na nią. Siła niespodziewanego uderzenie rzuciła nią o skalną ścianę pobliskiej jaskini. Obejrzała się zaskoczona, ale widocznie mnie nie dostrzegała. Zdjęłam zasłonę, bo nie chciałam walczeć jak ostatni tchórz, ukryta przed wzrokiem potencjalnego wroga. Rozłożyłam majestatycznie skrzydła, po czym złożyłam je jak do pikowania i niczym wąż skoczyłam na nią i ukąsiłam w szyję. Nie pozostała mi dłużna. Ledwo odkoczyłam, podbiegła i chwyciła za tylną łapę. Odwróciłam głowę, złapałam ją za kark i rzuciłam o ziemię, po czym przygwoździłam do ziemi.
- Jak się zwiesz, zwinna wilczyco? – spytałam. Mimo woli odczuwałam dla niej podziw. Okazała się szybka jak wąż i choć nie przewyższała moich umiejętności i mogłabym ją pokonać, zaskoczyła mnie precycją swoich ataków. Za każdym razem, chybiła o kilka cm od mej szyi. Inaczej rzecz ujmując, spodobała mi się.
- Shira – wycedziła obca i zmierzyła mnie morderczym tonem – A ty?
- Nie twoja sprawa, milady - uśmiechnęłam się drapieżnie – Co robisz na tych terenach?
- Ah… łowy itp. – mruknęła lekceważąco wadera.
- Nie jesteś z Mrocznej Watahy? – spytałam podejrzliwie.
- Nie. Moja rodzina pochodziła, ale ja nie! – krzyknęła Shira.
- To chodź ze mną – uśmiechnęłam się przyjaźnie – I choć na chwilę mi zaufaj.
W drodze do jaskini Carmen i Jaspera (bo tam chciała zaprowadzić właśnie Shirę) rozmawiałyśmy. Shira opowiedziała mi o swojej przeszłości, nieszczęśliwej historii z rodziną, która jej nienawidziła, o ucieczce z watahy Mrocznych i o długiej podróży. Ja z kolei opowiedziałam jej o swoim dotychczasowym żcyiu – oh, od kiedy ja się zrobiłam taka wylewna? – i o watasze oraz jej członkach. Nim się obejrzałyśmy stałyśmy przed Jaskinią Pary Alfa.
- Musimy zawiadomić Carmen o twoim przybyciu – rzekłam i zapukałam w ścianę. Po chwili z otworu wyłoniła się Arven.
- Witaj, In – rozpromomieniła się – Kogoś szukasz?
- Dokładnie, nie wiesz, gdzie jest twoja mama? – spytałam odwzajemniając uśmiech.
- Jeśli chcesz mogę ją zawołać – odparła, zlustrowała wzrokiem Shirę i wkroczyła do jaskini.
- Jest młodą samicą alfa? – zapytała cicho Shira.
- Tak. – powiedziałam, ale nim echo mojej odpowiedzi przebrzmiało stała przed nami Carmen we własnej osobie.
- Witajcie – rzekła i podejrzliwie zerknęła na moja towarzyszkę – A kim ty jesteś? – zwróciła się do niej.
- Jesetm Shira. Spotkałam się z Incantaso i ona zaprowadziła mnie tutaj. - powiedziała bez strachu wilczyca.
- W takim razie… czy mogłbyśmy porozmawiać w cztery oczy?– spytała Carmen.
- Oczywiście – uśmiechnęła się niepewnie Shira.
- To my spotkamy się później – mrugnęłam do niej – Ah, i Carmen? Muszę Ci powiedzieć o kilku bardzo ważnych rzeczach. Ale to może zaczekać…
- Dobrze – rzekła Carmen i po chwili obie zniknęły w ciemnym lesie…
Shiro? Opowiesz mi o tej waszej rozmowie?
Kiedy dotarliśmy wreszcie wraz z Hondo do jamy nakazałam mu odpoczynek, a sama zaczęłam się przygotowywaniem eliksirów zdrowotnych. W ciągu ostatnich kilku tygodni nauczyłam się dość sporo z tej dziedziny magii. Teraz siedziałam w swoim kącie przy biurku, gdzie na ogół ważyłam mikstury. Wyjęłam niewielki kociołek z dębowej szufladki i wrzuciłam tam sproszkowaną skórkę węża Eskulapa, szczyptę pyłków z Szkarłatnych Maków* (ich nadmiar grozi samozapłonem) oraz próbkę przywracając zdrowie mazi. Szybko wymieszałam wszystkie składniki i postawiłam kocioł na ogniu.
- No, no, jeszcze chwila, rozgwiazdo – zawołałam do rannego basiora. Z oddali dobiegł mnie znudzony głos Hondo:
- In, czy zamierzasz tam spędzić całą noc? – jęknął.
- Nie, głuptasie. Po pierwsze jeśli nie zauważyłeś jest dzień, a po drugie już kończę! – krzyknęłam.
- Dobrze, już dobrze… - stęknął tylko wilk i tyle go słyszałam. Kiedy mikstura była gotowa przelałam ją do drewnianej michy i skierowałam się ku Hondo.
- Masz – wetknęłam mu w łapy naczynie.
- Co to jest? – spojrzał na eliskir,a potem na mnie.
- To ci pomoże – obiecałam. – A, i nie wychodź dziś z jamy! Opatul się najlepiej kocem, znajdziesz go w drugiej niszy od wejścia. Jeśli byłbyś głodny…
- Incantaso! – przerwał mi zdecydowanym głosem wilczur – Nie zachowuj się tak, jakbyś była moją matką!
Spojrzałam tylko na niego rozbawiona i parsknęłam śmiechem.
- Wedle twojej woli, paniczu – mrugnęłam do towarzysza porozumiewawczo i podbiegłam do wyjścia z jaskini.
- A ty, gdzie się wybierasz? – spytał nagle Hondo marszcząc czoło.
- Muszę się przejść. – skrzywiłam się nieznacznie – Zaraz wrócę i tak nie będę się za bardzo oddalać – uśmiechnęłam się.
- Niczego ci nie zabraniam – mruknął Hondo – Ale chciałem wiedzieć…
- To już wiesz… - podbiegłam do niego i trąciłam go nosem w pysk – Niebawem wrócę… - i wybiegłam.
Dzień miał się ku końcowi. Słońce powoli skrywało się za horyzontem, a nad Krwawe Torfowiska wypełzała właśnie srebrzysta mgiełka. Pobiegłam na patrol w okolicy. Dość długo nie słyszałam nic oprócz szelestu łapek gryzoni, które umykały przede mną do jamek i borsuków, które nie były zachwycone perspektywą spotkania ze mną. Niedługo potem wyczułam jednak mocny zapach innego wilka.
- Wadera. – skwitowałam ślady tym komentarzem i pobiegłam za świeżym jeszcze i nie ostygłym tropem. Aby być niezauważona skorzystałam ze swych nowych mocy. Stopiłam się z cieniem tak, aby zużywać zarazem mniej energii i przeobraziłam swoją duszę w jej odzwierciedlenie w cieniu. Teraz byłam po pierwsze niewidzialna, ale nikt nie mógł też telepatycznie wyczuć mojej istoty. Biegłam właśnie w kierunku rzeki, kiedy ślad się urwał. „Podejrzane…” – pomyślałam i zbadałam najbliższe drzewa. Tropu jak nie było tak nie było. „Podejrzane” – powtórzyłam i poczęłam przyglądać się czubkom traw. Jeden z nich właśnie się rozprostowywał. „Była tu. Na pewno…” – moje myśli krążyły wśród drzew, aby wyczuć jej duszę. Niestety nikogo nie wyczuły. Biegłam dalej w ślad nikłego tropu. I nagle ją zobaczyłam. Stała mniej więcej 50 metrów ode mnie na polanie, wylegując się w blasku księżyca. Była bardzo ładna, ale na jej twarzy widać było niepokój i obawę. Jeszcze bardziej skryłam swoje myśli i podkradłam się. Nie słyszała mnie, ani nie widziała. W końcu stałam w odległości kilku metrów od niej. Na szczęście wiatr mi sprzyjał, gdyż wiał w moją stronę i nie mogła mnie wyczuć. Nagle wilczyca wstała, a ja rzuciłam się na nią. Siła niespodziewanego uderzenie rzuciła nią o skalną ścianę pobliskiej jaskini. Obejrzała się zaskoczona, ale widocznie mnie nie dostrzegała. Zdjęłam zasłonę, bo nie chciałam walczeć jak ostatni tchórz, ukryta przed wzrokiem potencjalnego wroga. Rozłożyłam majestatycznie skrzydła, po czym złożyłam je jak do pikowania i niczym wąż skoczyłam na nią i ukąsiłam w szyję. Nie pozostała mi dłużna. Ledwo odkoczyłam, podbiegła i chwyciła za tylną łapę. Odwróciłam głowę, złapałam ją za kark i rzuciłam o ziemię, po czym przygwoździłam do ziemi.
- Jak się zwiesz, zwinna wilczyco? – spytałam. Mimo woli odczuwałam dla niej podziw. Okazała się szybka jak wąż i choć nie przewyższała moich umiejętności i mogłabym ją pokonać, zaskoczyła mnie precycją swoich ataków. Za każdym razem, chybiła o kilka cm od mej szyi. Inaczej rzecz ujmując, spodobała mi się.
- Shira – wycedziła obca i zmierzyła mnie morderczym tonem – A ty?
- Nie twoja sprawa, milady - uśmiechnęłam się drapieżnie – Co robisz na tych terenach?
- Ah… łowy itp. – mruknęła lekceważąco wadera.
- Nie jesteś z Mrocznej Watahy? – spytałam podejrzliwie.
- Nie. Moja rodzina pochodziła, ale ja nie! – krzyknęła Shira.
- To chodź ze mną – uśmiechnęłam się przyjaźnie – I choć na chwilę mi zaufaj.
W drodze do jaskini Carmen i Jaspera (bo tam chciała zaprowadzić właśnie Shirę) rozmawiałyśmy. Shira opowiedziała mi o swojej przeszłości, nieszczęśliwej historii z rodziną, która jej nienawidziła, o ucieczce z watahy Mrocznych i o długiej podróży. Ja z kolei opowiedziałam jej o swoim dotychczasowym żcyiu – oh, od kiedy ja się zrobiłam taka wylewna? – i o watasze oraz jej członkach. Nim się obejrzałyśmy stałyśmy przed Jaskinią Pary Alfa.
- Musimy zawiadomić Carmen o twoim przybyciu – rzekłam i zapukałam w ścianę. Po chwili z otworu wyłoniła się Arven.
- Witaj, In – rozpromomieniła się – Kogoś szukasz?
- Dokładnie, nie wiesz, gdzie jest twoja mama? – spytałam odwzajemniając uśmiech.
- Jeśli chcesz mogę ją zawołać – odparła, zlustrowała wzrokiem Shirę i wkroczyła do jaskini.
- Jest młodą samicą alfa? – zapytała cicho Shira.
- Tak. – powiedziałam, ale nim echo mojej odpowiedzi przebrzmiało stała przed nami Carmen we własnej osobie.
- Witajcie – rzekła i podejrzliwie zerknęła na moja towarzyszkę – A kim ty jesteś? – zwróciła się do niej.
- Jesetm Shira. Spotkałam się z Incantaso i ona zaprowadziła mnie tutaj. - powiedziała bez strachu wilczyca.
- W takim razie… czy mogłbyśmy porozmawiać w cztery oczy?– spytała Carmen.
- Oczywiście – uśmiechnęła się niepewnie Shira.
- To my spotkamy się później – mrugnęłam do niej – Ah, i Carmen? Muszę Ci powiedzieć o kilku bardzo ważnych rzeczach. Ale to może zaczekać…
- Dobrze – rzekła Carmen i po chwili obie zniknęły w ciemnym lesie…
Shiro? Opowiesz mi o tej waszej rozmowie?
Od Hondo-cd Delgado
Po wszystkim co się zdarzyło chciałem zostać sam.Wczesnym rankiem
uciekłem z jaskini do lasu.Długo siedziałem tam i rozmyślałem o tym
lalusiowatym nowym wilku.Heh,biedaczek,nie zamieniłem się w demona.Tak
na prawdę nie poznał mojej potęgi.Mógłbym go przecież zagryść na
śmierć,gdyby nie to że w tamtym dniu zatrułem się padlinął którą zjadłem
nad rzeką.Jak niby miałem walczyć skoro czułem jak by mi ktoś chciał
wyrawć mi wnętrzności?Dobrze że przyszła moja In.Pokazała palantowi kto
tu jest lepszy.Odpoczywałem sobie w cieniu drzew aż tu przedemnął
stanął Severus i Caro.
-Wiesz co mówi o tobie ten nowy?-zaczął Caro.
-Co?-warknąłem.
-,,Ooo,ten Hondo jest słabiutki,i to ma być ten prawie najsilniejszy basior''?-powiedział Severus głosem małej wilczycy.
-Komu tak mówi?!-wydarłem się
-Jak to komu?Wszystkim!-krzyknął Caro.
-Ja go rozerwę!
-Jest na ,,dziedzińcu''.Powodzenia-mruknął zadowolony Sev.
-O,to nawet dobrze.Teraz ja go upokorzę!Przed wszystkimi!
-Jest tam też Sara.
-Świetnie!
Pognałem do samego centrum watahy.O tej porze było tam mnustwo wilków,a ja szukałem tylko fioletowego kurczaka.W końcu go znalazłem.Rozmawiał sobie z Cleo.Podeszłem do niego.
-Idź stąd Hondo.No chyba że znowu chcesz odemnie dostać-wilk przyjął postawę do walki.
-o,nie nie nie,teraz ty dostaniesz odemnie!-przygwoździłem go do ziemi.-Lubisz sobie rzucać innymi o drzewa,co?!A lubisz jak ktoś rzuca tobą?!-wziąłem basiora za kark i rzuciłem nim o skałę,potem podbiegłem do niego i zacząłem podduszać.
-Hondo zostaw go!-krzyknęła Sara,ale popchnąłem ją na ziemię.
-Nie wasz się jej tknąć!-krzyknął wilczur.
-Ojoj,za późo-powiedziałem głosem szczeniaka i rzuciłem się na basiora
Zaczęła się zacięta walka w której miałem przewagę.Szarpałem go za skórę we wszystkich zakądkach ciała.Wilk wył z bólu.Na końcec przygwożdziłem go do głazu i szepnąłem do ucha.
-Mam Sarę aktualnie pod ogonem,ale ty cuchniesz mi na kilometr mrocznymi.Masz zostawić mnie i Incantaso w spokoju bo następnym razem urzyję już mocy.
-D-d-dobrze-powiedział wystraszony i opadł na ziemię.Podałem mu łapę i pomogłem wstać
-Taka skrucha to mi się podoba.Zmiataj do Sary i już nie zawracaj mi głowy.
Wilk podkulił ogon i rzucił się do ucieczki.W koło mnie zebrała się grupka gratulujących mi wilków.Odzyskałem reputacje jednego z tych silniejszych wilków w watasze.Uczciłem to z Incantaso w mojej ulubionej bagiennej knajpie.
-Wiesz co mówi o tobie ten nowy?-zaczął Caro.
-Co?-warknąłem.
-,,Ooo,ten Hondo jest słabiutki,i to ma być ten prawie najsilniejszy basior''?-powiedział Severus głosem małej wilczycy.
-Komu tak mówi?!-wydarłem się
-Jak to komu?Wszystkim!-krzyknął Caro.
-Ja go rozerwę!
-Jest na ,,dziedzińcu''.Powodzenia-mruknął zadowolony Sev.
-O,to nawet dobrze.Teraz ja go upokorzę!Przed wszystkimi!
-Jest tam też Sara.
-Świetnie!
Pognałem do samego centrum watahy.O tej porze było tam mnustwo wilków,a ja szukałem tylko fioletowego kurczaka.W końcu go znalazłem.Rozmawiał sobie z Cleo.Podeszłem do niego.
-Idź stąd Hondo.No chyba że znowu chcesz odemnie dostać-wilk przyjął postawę do walki.
-o,nie nie nie,teraz ty dostaniesz odemnie!-przygwoździłem go do ziemi.-Lubisz sobie rzucać innymi o drzewa,co?!A lubisz jak ktoś rzuca tobą?!-wziąłem basiora za kark i rzuciłem nim o skałę,potem podbiegłem do niego i zacząłem podduszać.
-Hondo zostaw go!-krzyknęła Sara,ale popchnąłem ją na ziemię.
-Nie wasz się jej tknąć!-krzyknął wilczur.
-Ojoj,za późo-powiedziałem głosem szczeniaka i rzuciłem się na basiora
Zaczęła się zacięta walka w której miałem przewagę.Szarpałem go za skórę we wszystkich zakądkach ciała.Wilk wył z bólu.Na końcec przygwożdziłem go do głazu i szepnąłem do ucha.
-Mam Sarę aktualnie pod ogonem,ale ty cuchniesz mi na kilometr mrocznymi.Masz zostawić mnie i Incantaso w spokoju bo następnym razem urzyję już mocy.
-D-d-dobrze-powiedział wystraszony i opadł na ziemię.Podałem mu łapę i pomogłem wstać
-Taka skrucha to mi się podoba.Zmiataj do Sary i już nie zawracaj mi głowy.
Wilk podkulił ogon i rzucił się do ucieczki.W koło mnie zebrała się grupka gratulujących mi wilków.Odzyskałem reputacje jednego z tych silniejszych wilków w watasze.Uczciłem to z Incantaso w mojej ulubionej bagiennej knajpie.
wtorek, 2 lipca 2013
od Sary
Byłam tak wkurzona na Dega za to co zrobił, że ach bym kogoś ugryzła.Ale przy nim chciałam zachować dla siebie tę złość.Z drugiej strony byłam dumna z jego czynu, ponieważ jeszcze żaden wilk się dla mnie tak niepoświęcił i jeszcze te jego piękne słowa.Ale on walczył z Hondo jeden z najpotężniejszych wilków z watahy.O dziwo on normalnie się zachowywał i miał to gdzieś.Chyba nie wiedział, nie znał siły basiora.
-Sara nie myśl o takich rzeczach przecież ten Hondo jest słabituki- rzekł zirytowany moją posatwą do jego czynu.
Cofnęłam się kilka kroków do tyłu i spojrzałam zdziwiona jakbym mówiła "Ale ty jesteś potężny aż się boję".
-Słoneczko błagam bądź trochę poważna dobrze?spytał
-Tak jasne ale z kąd posiadasz taką moc?
-Naprawdę mam ci opowiedzieć tę historię?
-Tak naprawdę.
-Usiądź wygodnie a ja zacznę paplać-uśmiechnąłem się.
Więc ty byłaś małą waderą i twoja mama siedziała obok ciebie tak?
-Tak przytaknęłam pewna siebie ani trochę wystraszona.
Przyszedł fioletowy wilk ze skrzydłami.I zabił na sam jej rozkaz twoją matkę.
-Tak!-kolejny raz przytaknęłam głośniej.
Był bardzo podobny do mnie przypomnij to sobie.
-Fioletowy,wielkie potężne skrzydła,jego dumna postawa.-przypominałam.
Ależ nie myśl, że to ja wręcz przeciwnie to był mój ojciec.
Zaczęłam warczeć ostrzegawczo z myślą "Daj mi, że spokój musze to przemyśleć!"
-Nie dam po prostu mów co sądzisz.
-Więc twój ojciec to zrobił a z kąd te twoje moce?-spytałam spokojnie.
-On podarował mi moce twojej matki.A ja teraz podaruję je tobie.
-No dobra dlatego potzrebowała moich?
-Twoje są silne ale jeszcze silniejsze połączone z twojej matki siłami.
-Więc co mam zrobić?
-Na razie podaj mi swoją łapę.
Podałam mu łapę jedną trzymał a drugą położył na moim czole.Kazał mi oczyścić umysł ze wszystkich myśli.I wtedy poczułsm wewnętrzny spokój.
-Właśnie stałaś się potężna-uśmiechnął się a ja mu to odwzajemniłam.
-Lecz będziesz wyglądać nieco inaczej.
-Sara nie myśl o takich rzeczach przecież ten Hondo jest słabituki- rzekł zirytowany moją posatwą do jego czynu.
Cofnęłam się kilka kroków do tyłu i spojrzałam zdziwiona jakbym mówiła "Ale ty jesteś potężny aż się boję".
-Słoneczko błagam bądź trochę poważna dobrze?spytał
-Tak jasne ale z kąd posiadasz taką moc?
-Naprawdę mam ci opowiedzieć tę historię?
-Tak naprawdę.
-Usiądź wygodnie a ja zacznę paplać-uśmiechnąłem się.
Więc ty byłaś małą waderą i twoja mama siedziała obok ciebie tak?
-Tak przytaknęłam pewna siebie ani trochę wystraszona.
Przyszedł fioletowy wilk ze skrzydłami.I zabił na sam jej rozkaz twoją matkę.
-Tak!-kolejny raz przytaknęłam głośniej.
Był bardzo podobny do mnie przypomnij to sobie.
-Fioletowy,wielkie potężne skrzydła,jego dumna postawa.-przypominałam.
Ależ nie myśl, że to ja wręcz przeciwnie to był mój ojciec.
Zaczęłam warczeć ostrzegawczo z myślą "Daj mi, że spokój musze to przemyśleć!"
-Nie dam po prostu mów co sądzisz.
-Więc twój ojciec to zrobił a z kąd te twoje moce?-spytałam spokojnie.
-On podarował mi moce twojej matki.A ja teraz podaruję je tobie.
-No dobra dlatego potzrebowała moich?
-Twoje są silne ale jeszcze silniejsze połączone z twojej matki siłami.
-Więc co mam zrobić?
-Na razie podaj mi swoją łapę.
Podałam mu łapę jedną trzymał a drugą położył na moim czole.Kazał mi oczyścić umysł ze wszystkich myśli.I wtedy poczułsm wewnętrzny spokój.
-Właśnie stałaś się potężna-uśmiechnął się a ja mu to odwzajemniłam.
-Lecz będziesz wyglądać nieco inaczej.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Powitajmy nowego wilka!
Imię: Shira
Płeć: wadera
Wiek: 2 lata
Cechy charakteru: miła, ale tylko i wyłącznie dla wilków z watahy,wyniosła, dumna, żywiołowa, ruchliwa, dla nieznanych – mordercza.
Stanowisko: zwiadowca
Specjalizacja: ciche skradanie, śledzenie, szpiegowanie.
Żywioł: wiatr, woda, powietrze.
Moce: moce bitewne, podróżowanie cieniem, teleportacja, moce telepatyczne; czytanie w umysłach itp.
Główny bóg/patron: Water,
Partner: brak,
Rodzina: rodzina pochodziła z Mrocznej Watahy,
Co lubi: tropienie,
Czego nie lubi: pająków,
Przyjaciele: Incantaso
Wrogowie: Mroczna Wataha
Historia: Uciekłam z Mrocznej Watahy i po wyczerpującej podróży dotarła tutaj, gdzie natknęła się na wilczycę Incantaso i wspólnie dotarły do jaskini alf...
Właściciel: Silmarilion
Subskrybuj:
Posty (Atom)